3 luty 09
Jest sobie taki jeden Szef kuchni w moim hotelu (taaa, moim;) ) - z pochodzenia Francuz. Wielki koleś o bardzo ciemnych oczach. Niesamowicie spokojny i znający się na swojej pracy. Bardzo silny. Jest stanowczy i nadający się na stanowisko szefa. Zdaje się, że cierpliwość to nie jest jego cecha charakterystyczna ;) Raz na jakiś czas powie coś miłego pod moim adresem i czasem wymienimy uprzejmości – takie standardowe „jak się masz” itp. Na moje specjalne zamówienie karze komuś robić dla mnie sałatki wege na obiad i/lub łososia ;)
Kiedyś nie wyglądałam najlepiej a byłam jedyną zarządzającą w weekend w moim dziale. Przerażona, z mnóstwem pokoi i nie wystarczającą ilością ludzi. Zabiegana i smutna. Przynajmniej przekonałam się w tym dniu, że w momentach kryzysowych potrafię zebrać się w sobie i być szefem doskonałym ;) Co nie zmienia faktu, że to był naprawdę ciężki dzień. Mój pierwszy absolutnie samodzielny. Szef (znaczy się ten kuchenny szef) mnie przydybał i pyta co jest. Mówię, że nic. Ale on naciska i mówi, że przecież widzi i tak dalej bla bli bla ;) Miło z jego strony, choć nie jestem przyzwyczajona do takich rzeczy.
Ponad miesiąc później
Przychodzę do niego i pytam czy mogę wziąć miętówki czekoladowe (są drogie i wykładamy je tylko do pokoi exclusive - są zawsze u niego w biurze. Mówi, że jasne, mogę wziąć, jak się mam itp. Mówię, że świetnie, bo wczoraj byłam na siłowni, basenie, jacuzzi, saunie i jestem pełna energii. Zapytał gdzie, odpowiedziałam, on powiedział good. I OK.
Jill mnie zagadała więc odeszłam od niego, ale słyszę, że mnie jeszcze woła. Jak skończyłam gadać widzę jak idzie do biura i macha na mnie. No to co miałam zrobić? Takim się nie odmawia;) - idę. Wchodzimy. Jego biuro jest wąskie i niewielkie, a on zamyka za mną drzwi, które, nie omieszkam napomknąć, zawsze są otwarte., hmmm :> Zamaszystym ruchem Sprzątnął papiery z biurka, (hę? !) i kazał mi tam usiąść OMG!
Siadam. On siada naprzeciw mnie na krześle. Napięcie sięga zenitu i zapominam jak mam na imię. A on, tym nie biorącym pod uwagę sprzeciwu głosem pyta czy jestem spiritual. O_o Sobie myślę, że wiem o czym gada, ale ja tu czekam na jakieś porno a on mi tu o spiritual?! Więc wybałuszam oczy na niego. Pyta czy wiem o czym mówi. Mówię, że tak, ale nie mam pewności czy myślimy o tym samym. ;) Znaczy się o duchowości.;) I zaczęła się rozmowa. Opowiedziałam chwilę o regresingu tłumacząc od razu dlaczego nie mogę mu zrobić sesji (2 lata tutaj i możecie mi mówić native. Ale na razie mówcie mi „osoba, która stara się jak może” ;) ) On zaczął o Reiki, energiach itp. Mówi, że widzi, że moje serce jest czyste, że mam w sobie dużo dobrej energii, że jestem wyjątkowa (taaa, gadka na podryw opanowana do perfekcji;) ) że w Aberdeen jest bardzo dużo ludzi, którzy też się zajmują rozwojem i on mnie może poznać z nimi. Zna jedną kobietę, która jest jasnowidząca i pomogła mu zmienić jego życie i jeśli chcę może mnie z nią poznać itp. Itd., kiedy mu powiedziałam, że nie, bo mam swoją własną drogę odpowiedział, że przecież nie spotkaliśmy się przez przypadek, przecież to nie przypadek, że pracuję właśnie tutaj i spotykam jego, że to nie przypadek, że zobaczył we mnie to co zobaczył. Może ma mi pomóc w poznaniu jej, bo może to ona może mi pomóc w odnalezieniu drogi do siebie.
Kochany Boże. Twoje poczynania są nieodgadnione. Twoje plany wobec mnie to jeden wielki rozwój. Musisz mnie bardzo mocno kochać, skoro wystarcza jedna modlitwa, a Ty odpowiadasz szybko i jednoznacznie. Chyba że to modlitwa była trafna. Jesteś moją drogą i moim oddechem. Jeszcze jakbyś mógł sprawić, że mój ang będzie trochę bardziej niż wystarczający to będę wdzięczna ;)
nanii 2009-02-03 17:06:01