18 lutego 2009
Spotkałam się z jasnowidzącą poleconą przez Cyryla (szef kuchni – w skrócie – Moto Moto).
OMG
Jestem sceptykiem. Ludzie gadający z istotami światła i Aniołami to dla mnie ludzie na sesję ;) Nie dlatego, że z nimi tak naprawdę nie rozmawiają, ale warto by było się przyjrzeć jaką cenę płacą za ten cały chan eling i gdzie jest ich w tym wewnętrzna mądrość a gdzie … no nie wiem co jeszcze. To takie poleganie na mądrości i wiedzy tych istot, a nie swojej własnej. Sama nie wiem, co o tym więcej myśleć, bo spotkałam może jedną czy dwie takie osoby, ale na krótko, bo nie wyglądały dobrze. Jak dla mnie opętanie. Susan nie pachniała jak opętana, ale widać było, że ma on Line z … kimś innym i to nie jednym ;)
Mieszka we wspaniałej okolicy, bardzo cichej i z mnóstwem ptaków :) Nad drzwiami jej domu wisi wielki napis „dom wróżek”. Wszędzie jakieś posążki wróżek, aniołków i dwa kubły puszek po piwie i szklanych butelek po alkoholu. Moja myśl: „Cóż Boże kochany chcesz mi pokazać poprzez tą kobietę?” Otworzyła malutka, uśmiechnięta i pełna entuzjazmu kobietka. Jej pokój to jedna wielka świątynia :D Miło, ciepło, przytulnie. Od razu się rozluźniłam, poczułam się bezpiecznie i spokojnie mogłam posłuchać co mówi – a mówiła D U Ż O! Ja się martwiłam, że będę miała problem z mówieniem jeśli mnie o coś zapyta, a powiedziałam może 3 krótkie pełne zdania podczas lekko ponad godzinnego spotkania. Zrozumiałam absolutnie wszystko co mówiła. I widziałam jak to robi. Wiedziałam dlaczego dostaje potoku słów. I wiedziałam dlaczego trafia w samo sedno prosto do mojego serca. Wiedziałam co czuje w tym momencie i wiedziałam już, że trafiłam dobrze.
Co mówiła?
Nie chcę tu pisać o konkretach. Ona o nich mówiła. Tylko konkrety. Powiedziała co jest moją drogą życia, do czego zostałam stworzona, że już tym jestem, a jeśli dalej będę przed tym się chować z powodu poczucia winy, wpadnę w depresję i po Ptokach ;)
Mówiła też o moim pięknym marzeniu, (które z pewnością ziszczę), że to miejsce wzywa mnie, tam jest część mojego serca i znajdę się tam, bo to jest w planie mojego życia. Troszkę powróżyła ;) Powiedziała o przyszłości, powiedziała, że wie, że ją znam (znaczy się tą przyszłość) i potrafię ją widzieć nie tylko u siebie.
Bez rozwodzenia się. Trafiła ze wszystkim co powiedziała o mnie. Trafiła z tym co wiem, że będzie ale dodała dodatki, których nie znałam. Dała mi odpowiedzi na dręczące mnie pytania – choć ich wcale nie zadałam. Więc dlaczego miałabym jej nie wierzyć w całą resztę informacji, które od niej dostałam?
A jak podała dokładny opis istoty, która towarzyszyła mi w dzieciństwie, a ostatni raz kiedy mnie odwiedziła to było jakiś rok temu, to już wiedziałam, że dostałam odpowiedzi, na które czekałam. W przeciągu trzech lat wyklaruje się wszystko :)
Kilka ostrzeżeń też dostałam.
Aby nie czekać za długo, aby nie odkładać, aby się nie bronić przed tym co jest mną samą, aby korzystać z tego co kocham i co jest częścią mnie. Nie odkładać na potem. Menzies nie jest moją pracą życia ;) ale miałam się tam znaleźć. Powiedziała dokładnie to co mówiły mi dzień wcześniej dziewczyny, że odkąd tam jestem jest więcej światła, jest łatwiej, jest mniej kłótni, krzyków, nieporozumień, walk. I właśnie po to miałam się tam znaleźć.
A u niej miałam się zjawić na dowiedzeniu się/potwierdzeniu co się stanie jeśli nie zacznę robić tego co potrafię najlepiej. Powiedziała też, że moi opiekunowie duchowi pomogą mi jeśli tylko wyrażę chęć na bycie „tym” czego tak bardzo nie chcę z powodu poczucia winy, strachów przed tym i niepewności. Choć, jak to określiła – już tym jestem. Nie ma presji. Mogę robić cokolwiek innego, ale mogę zrobić coś znacznie więcej.
nanii 2009-02-18 17:13:05