11.04.09
kolejne święta w UK.
Moje święta.
Ukochane święta.
pomalowałam jaja, wsadziłam chrzan i sól, chlebek, banana i gruszkę, oraz króliczka czekoladowego i pięknie ubrana poszłam do Kościoła. Siedząc w ławce obserwowałam rodaków, którzy przyszli.Ich koszyczki, ich ubiór, ich rodziny, twarze. Było ich mnóstwo.
Nie widać było podziału klasowego pod kątem ubioru. Nie dało się rozróżnić, kto pracuje w biurze, a kto sprząta WC. W PL tak jakoś rzuca się to w oczy. Ale nie tu. Każdy ubrał ładny strój, niekiedy skromny, ale pasujący. Każdego stać na to. Pełne rodziny. Czasem trzy pokolenia. Polacy dostosowali się do życia w tych warunkach. Każdy rozglądał się, aby znaleźć znajome twarze. Każdy obserwował innych, ale nie było czuć w tym "sprawdzania", zawiści, oceny. Tak jakby każdy cieszył się, że jest wśród swoich. Ludzie uśmiechali się do siebie, machali jedni drugim. Pewnie nigdy więcej się nie spotkamy, nie rozpoznamy na ulicy, ale właśnie w tym jednym momencie wszyscy byliśmy razem. I to było cudne :) Byłam tam sama, ale nie czułam się samotnie.
To jest moje święto. Ukochane. Własne. Ważne. Święto życia.
nanii 2009-04-11 14:44:29