25.04
Polacy, którzy pomagają sobie. Po raz pierwszy odkąd wyjeżdżam poznałam polaków, którzy pomagają sobie. I to jest niesamowite. Polski naród jest jak jednoosobowa milionowa społeczność. Każdy sobie i każdy dla siebie. Pomogli mi obcy ludzie. Pomogłam obcym ludziom. Pokochałam już nie obcych ludzi. Będzie mi tego brakowało. Na obczyźnie jest naprawdę inaczej. Jest inny rodzaj Polaków. Na moje szczęście poznałam tę dobrą ich stronę. Tych dobrych ludzi, którym się udało, którzy wciąż mają marzenia, którzy wciąż czegoś pragną, którzy są tym kim są i znają słowo akceptacja. Poznali mnie, pokochali mnie, przyjęli mnie. Z moją innością, moim nie jedzeniem mięsa, moim śmiechem od serca (akceptacja mojego śmiechu od serca wymaga wielkiej odwagi i cierpliwości;) )
Już tu coś stworzyłam, już tu coś mam, już się tu stałam. Moje serce, moje bycie, moje przejawienie - poprzez działanie, przygodę, ciekawość świata...
Dlaczego !kurde! jak tylko zaczynam już mieć swoje miejsce to uciekam od niego? Dlaczego, jak tylko mam już coś swojego znowu chcę zaczynać od nowa? Od nowa, od nowa, od nowa, od nowa, od nowa, od nowa, od nowa. nowa. od.
osiąść i nie uciekać. Moja dusza ciągle chce przygód, jest ciekawa wszystkiego. Czasem mam wrażenie, że dopiero teraz zaczynam cieszyć się pobytem na Ziemi, dopiero teraz zaczynam cieszyć się pobytem w ciele. Dopiero teraz cieszę się z zabaw, relacji z ludźmi, oglądaniem, doświadczaniem. Znam już zasady bycia tutaj, poznałam już cały pakiet informacji jaki dostałam od Mai. Nie czuję się tu już nowa. Nie jestem zagubiona. Mogę teraz przytomnie cieszyć się wszystkim tym co zostało tu stworzone. Mogę wchodzić w filmy innych ludzi, zaglądać tam na chwilę po ciekawić trochę i wracać ponownie do siebie. Mogę oglądać to co stworzył człowiek z pełną radością chłonięcia tego co cieszy moje oczy
I robię to.
I jak tylko jest mi już dobrze i mogę gdzieś osiąść - rezygnuję. KURDE! Mam swojość tutaj. I znowu to zostawiam! W Inverness swojości nie było. W Londynie była i była cudowna. Tutaj mam jej więcej. Tutaj nie boję się o siebie już. Tutaj mam cudowną swojość. I zostawiam ją.
W PL też mam swoje swojości. Dlatego nie jest mi przykro, że zostawiam to wszystko. Może nie zostawiam, po prostu przenoszę.
Bo w Pl czeka mnie milion swojości. Gotowanie, moja kuchnia (mała, ale na wyłączność), Grzesio, jego dotyk, głos, spojrzenie, ciepło, masaże, dotyk, taniec, skupienie, ciepło, ciało, Lomi, medytacja w ruchu, dla kogoś, dla ciała na moim stole. Ciało w świątyni, w sobie - ważne, cenne. Oregano i ryba po parysku, Piramida i zestaw nr 50 lub sałatka z pomidorami i mozzarellą, naleśnik ruski (a co tam, damy Pastelowej jeszcze jedną szansę), słonecznik, wspólne oglądanie wieczorami filmów, pychotki, kino, wycieczki samochodem i ja na siedzeniu pasażera, Ślęża, lasy, myszołowy, wczasy u Lecha, moi ludzie - Do.M.O. Fiołki, Pati, moja mama, siorka Anula, Maja...
Pewnie tu jeszcze wrócę. Może nie dokładnie tu, ale ta zachłanność na tworzenie od nowa jest zbyt silna.
nanii 2009-04-25 20:51:42