w sumie jakieś 31 godzin z przerywanym snem po pół godziny raz na jakiś czas, było całkiem niezłe;) Późniejsze 13 godzin snu zregenerowało to co trzeba.
Powrót był miły. Zaczęło się od CUDOWNIE PIĘKNYCH widoków z okna samolotu. Później zapach zieleni, traw, drzew, kwiatów, ciepło... Tyle odcieni zieleni to tylko tu. Zapach wiosny. Taka prawdziwa wiosenna pogoda, a nie jakoś nieśmiało wystająca spomiędzy wiatrów i deszczu - taka prawdziwa. Fakt, że trochę tu płasko i dziwnie, ale cieszę się z powrotu. Mieszkanie nie wydawało się obce, ale moje. Zapachy znajome i dające poczucie bezpieczeństwa. Sałatka z pomidorów i mozzarelli z bazylią to rozkosz podniebienia. Poranna bułeczka na śniadanie rozczuliła mnie. I to nie ostatnia rzecz, która przyprawiła mnie o łzy wczorajszego dnia.
Zmiany w ludziach. Moich ludziach. Jeszcze lekkie czajenie się i speszenie. Ale to się da naprawić.
Parę zmian, które zaszły we mnie już miały okazję wyjść. Poziom czystości wokół - zwiększył się zdecydowanie, więc parę dni zajmie mi doprowadzenie mieszkania i wszystkiego wokół do poziomu, o który mi chodzi. Nie poczułam bezsilności i beznadziejności, ale radość z chęci do pozmieniania tego co trzeba tutaj. Również reakcje na spotkanie moich ludzi wymagają może większej subtelności. Dziwnie się czułam. Walczyłam ze sobą w środku. Może chciałam trochę uciec.
I mój umysł.
Bez lęku.
Bez zagubienia.
Skupiony.
W sobie.
Dla mnie.
Nowość.
Parę pierdół postanowiło wrócić. Jeszcze się nie poddałam. Odnawiam co parę godzin. Aby nie zapomnieć kim stałam się tam.
Wykład G na temat zł oraz innych walut zainspirował ogromnie.
nanii 2009-05-07 11:57:17