Można żyć naprawdę długo jak 20-sto latki, jak studenci, na żywioł, ale może się zdarzyć, ale tylko "może", że obudzimy się z przemożnym uczuciem stania w miejscu.
To kłamstwo, że małżeństwo nic nie zmienia.
Wzmacnia - to jedna z możliwości - pewne rzeczy czynią nas silnymi. Nie tracisz nic. Ja nic nie straciłam. Zyskałam. Podwójnie.
To coś nowego. I pchnęło do przodu.
Po porostu zatrzymałam się kiedyś na granicach moich własnych wytycznych "jak żyć" i okazało się, że już ich nie ma. I kiedy ich tak sobie nie było, stworzyła się w głowie myśl stworzenia czegoś pięknego. Stworzenia manifestacji tego co w środku.
Czas wydobyć z siebie pokłady mocy, które leżą uśpione. Nie byłam w stanie sama ich obudzić bez ciężkiej i mozolnej pracy. Aby było łatwiej potrzebny był bodziec. Stworzenie czegoś z kimś.
I okazuje się, że teraz, właśnie teraz, MY, oznacza coś całkiem innego. Nowego. I na bogów, o ileż bardziej korzystnego. Może zachowuję się jak stara maleńka, ale nie zrozumie tego ten, kto tego nie przeżył. Może gadam o tym w kółko, ale to dlatego, że to dla mnie ważne. Może pociągam do rozmów o tym nieodpowiednie osoby.
Widzę i słyszę te myśli osądu.
Ale wuj z nimi. One nie są na moim miejscu.
Myślę, że jestem szczęściarą, że znalazłam możliwość stworzenia ohana bez strachu i niepewności, w poczuciu bezpieczeństwa i radości.
A gadam o tym bo staram się znaleźć potwierdzenie, że to co czuję , ta radość i moc, nie jest niczym nienormalnym. Z drugiej strony szukam dowodów na to, że to jednak JEST coś fikuśnego, bo nie znam osób, które tak mają. I w konsekwencji wychodzę na debilkę. Bo słowa, które starają się mi powiedzieć, że wszystko jest ok, brzmią jak cymbał głuchy w środku, który dzwoni tylko dla ograniczonych umysłowo. Szukam nie tam gdzie trzeba.
czuję w sobie moc. Czuję się silna i stabilna. czuję się mocna i pewna siebie, zdecydowana i głośna, czuję się d o r o s ł a. Wiem, że papier nie czyni mnie taką, jak również brak papierka nie dyskwalifikuje mnie jako dorosłą. Ale przeszłam most. Niewielu chce go przejść. W większości ze strachu. Ja go przeszłam. I to teraz ja jestem dorosła, i to ja mówię co to znaczy być dorosłą. Jeśli będę chciała obejrzeć pokaz przyklejona czterema kończynami do kolumny i wyglądać jak koala, to tak będzie. I to będzie oznaczało dorosłość. Bo jestem dorosła. I tak właśnie powiedziałam. I jeśli będę chciała poskakać w wodzie po uda i porobić fale i pobawić się w rekina - to to też będzie dorosłość. BO TAK! :P
nanii 2009-07-16 11:04:04