po tyyyylu latach.
Idę sobie ulicą w Miasteczku. Jakaś dziewczyna/pani mówi do mnie "cześć Kasiu". Odruchowo mówię niepewnie i cichutko "cześć", ale zastanawiam się czy nie powinnam przypadkiem powiedzieć "dzień dobry" do tej pani...?
Znam tą twarz. Bogowie kochani, skąd ja ją znam??!
Minęłyśmy się.
Kurde, znam ją przecież!
Spiesz się, kurwa!
Jeszcze jeden krok dalej od niej!
Już kiedyś ją tak mijałam, już kiedyś zastanawiałam się nad tym samym!
Kiedy to było?
Inna okolica, zieleń wokół, ogródki..., wtedy ją minęłam i też te same myśli... - przecież ją znasz!
"E!!!"
Odwróciła się :D "tak to ja" :D
O MATKO Z CÓRKĄ! E! TO TY!!!
uściskała mnie!...
Ona naprawdę mnie uściskała...
Bez skrępowania, z nieukrywaną radością, chęcią, ciepłem - uściskała mnie...
Myślałam, że się poryczę tam! Tak bardzo brakowało mi uścisku, którego nigdy od niej nie dostałam. Pamiętam tylko jeden, taki niesamowicie zimny i zamknięty. Potrzebowała pomocy, a ja nie potrafiłam jej udzielić. Chciałam ją uściskać, aby wiedziała, że nie jest sama z tym wszystkim..., ale..., to nie wyszło. To była ostatnia rzecz jakiej by sobie życzyła.
Nie raz i nie dwa, wychodziłam od niej z domu płacząc. Z bezsilności, że nie mogę pomóc i z przekonania, że jestem jedyną osobą, której zależy na naszej relacji. Myślałam, że ona mnie nie chce i że robię z siebie debilkę.
A teraz?
Po tylu długich i pełnych przygód latach - przytuliła mnie. Jej ciało..., takie maleńkie..., jej głos, jej oczy..., jej dłonie...
Wtedy, na ogródkach, też sobie przypomniałam kim jest. Ale było za późno. Po prostu za późno, aby pobiec za nią i powiedzieć, że tęsknie, że śni mi się po nocach, że szukam jej na internecie, że była i jest dla mnie ważna. Bez oczekiwań, bez przymusu, bez "specjalnych zachowań", że nie przestała być częścią mnie. W środku.
Zapytała czy do niej zadzwonię, czy się umówimy, czy spotkamy na pogaduchy.
!
Wyszła z inicjatywą. Nie śmiałam nawet prosić o to, aby nie czuła się w jakiś sposób przygnieciona przez moje "staranie się". Nie chciałam jej wystraszyć, aby znowu nie zniknęła. Zapytała. A ja powiedziałam, że z chęcią i że za 5 dni będę ponownie w miasteczku. (Nie żebym specjalnie miała po co, ale dla niej, dla naszego spotkania). Zapytałam tylko, czy dalej mają ten sam stacjonarny, bo ten nr wyrył mi się w pamięci bardzo głęboko. Mieszkam 3 rok pod jednym adresem i wciąż go nie pamiętam! Ale ten numer... Po tylu latach wciąż dźwięczy mi w mózgu. Wyryty jak jedno z dziesięciu przykazań.
5 dni później z lękami jak to będzie, stałam pod jej bramą. Te same drzwi. Nic się nie zmieniło. Jej kuchnia, kafelki... Znowu tam byłam, siedziałam przy stoliku i słuchałam jak mówi... Jej głos, jej oczy...
Jesteś dla mnie ważna. Teraz kiedy już wiem, że "chcesz mnie", nie zostawię cię. Będę się starać na tyle na ile umiem. Z uwagą i szacunkiem do twojej strefy prywatności. Tylko na tyle na ile mi pozwolisz. Bez oczekiwań i przymusu.
Jesteś ważna.
I jestem z ciebie dumna
nanii 2009-07-26 20:00:44