Naprawdę lubię kawusię. Nie zawsze i nie każdą, ale uwielbiam. Mam kilka swoich kombinacji kawowych, których odczuwanie na języku, w całych ustach, jest przyjemnością w całym ciele. Takie swoiste kawowe mmmmmm. Czasem na chwilę sama staję się smakiem.
Ale.
Musiałam/chciałam w ramach powrotu do pełnego widzenia, zrobić sobie odwyk od tego cudownego trunku. Prawie tydzień minęło od ostatniej kawuni. Na początku brak różnicy, tudzież niewielka. Ale dziś, gdy zaczęłam przygotowywać się do przyjęcia klientki na sesję, odczułam różnicę. Modlitwa płynęła bez zająknięcia, z lekkością i łatwo, długo, skutecznie, w pełnym poczuciu płynięcia wewnątrz. Nie w głowie, nie Z głowy. in.
W ramach eksperymentu, wczoraj wzięłam bezkofeinową, ale z całą resztą dodatków. Ta sama przyjemność, to same odczucie, ta sama ekstaza - bez czopka na głowie :)
nanii 2009-10-14 12:21:39