Że się tak wyrażę - bleeeeeeeech.
Jestem trochę w kropce. Sesja poszła nieziemsko. Naprawdę dobrze. Rzekłabym BARDZO dobrze.
Dla klientki. Nawet zapłaciła więcej niż miała. Chciała. Sama.
Ja potrzebuję kąpieli w wannie z solą i wymazanie z pamięci paru scen.
Nie wiem co mam zrobić. Jak powinnam coś zrobić. Po prostu nie wiem.
Nie "pachniała" dobrze. Nawet może bardzo niedobrze. Chciało mi się rzygać. Zrobiłam modlitwę i zabrałam się do pracy. Poszło szybko i konkretnie.
Widziałam jej wcielenia, bardzo wyraźnie, bardzo wyraźnie też czułam jej emocje, widziałam sceny, czułam odór energetyczny scen, które miały miejsce. I odliczałam, odliczałamOdliczałamczałam. Raz nawet... ... Nie byłam w pokoju. Byłam tam, ale byłam też,... - nigdzie. Tak jakbym straciła kontakt z ciałem. Straciłam świadomość istnienia, ale nie Bycia.
Wracając odzyskałam najpierw słuch i słyszałam co mówię odliczając, tudzież to co chciałam powiedzieć, oraz dźwięk. Nie wiem czego dźwięk, ale tak się go przestraszyłam, że bardzo szybko otrzeźwiałam. Może dźwięk ocieranych nogawek spodni. Tylko wzmocniony tak ze 140%
Nie wiem.
Przez chwilę nie wiedziałam gdzie jestem, co robię, kim jestem. Kim jest ona. Chyba..., wydaje mi się, że ..., tak jakby..., chciałam jej przywalić? Nie chcę powiedzieć zabić, ale wygonić z domu?
Szybko otrzeźwiałam i dalej liczyłam..., czasem nawet będąc w "jej obrazach", nie byłam świadoma wypowiadanych słów. Był odgórny rozkaz "odliczaj", i PS/ciało/umysł wiedziało co ma robić, gdy mnie nie ma . . . (?)
Słucham Rhapsody (laaata tego nie słuchałam) i czuję się chyba lepiej.
Zaraz napuszczę wody do wanny. Nie czuję się dobrze. Po sesji nie czułam się stabilnie energetycznie. Kamertonem zharmonizowałam aurę i przynajmniej piekielny ból głowy minął. I..., nie czuję się dobrze.
Co się ze mną dzieje?!
Jak piłam kawę to sesje były również owocne, ale bez tego całego BYCIA w jej karmie. Czucia go. Jej. Jego. Nią.
To przecież nie moje. Nie moje wzorce, myśli, wspomnienia.
Mam pić kawę? Nie pić jej? Pić z umiarem? Bez sensu. Podobała mi się dzisiejsza modlitwa. Dzisiejszy kontakt ze mną. Ale ta sesja... Przypomniałam sobie przy okazji pozostałe sesje, na których byłam na detoksie kawowym. Nie chcę tego powtarzać.
Nie umiem tego kontrolować, ani - ani wymyślić afki, dekretu..., czegokolwiek w tym temacie. Chyba sama potrzebuję sesji.
nanii 2009-10-14 18:08:25