Ależ dziś była noc.
Po odejściu teściówków był problem z uśnięciem. Jakieś zdenerwowanie, strachy nie wiadomo skąd i dlaczego. Noc wcześniej G opowiedział mi dwie bajki i uspokojona usnęłam, ale teraz nie miałam serca go dręczyć. A on mi na to - mantruj. Oh well.
Po około 30 minutach, uspokojona, zrelaksowana i całkowicie nie śpiąca - usnęłam wciąż słysząc w głowie mantrę. Cała noc to było jedno wielkie nie spanie.
Byłam sobie we śnie, robiłam swoje sprawy. Wiedziałam, że G jest gdzieś blisko mnie. Nagle znalazłam się w podziemiach snu i przestałam czuć G. Byłam silna. Nie rozmywałam się. Wiedziałam tylko, że jeśli się rozmemłam to ten sen będzie okropnym koszmarem. Udając zatem współdziałanie, szukałam wyjścia. Zależało im, abym przyprowadziła G. Więc "niby szukając" doszłam do białych drzwi, które były wyjściem z podziemi. Udało się. W "między światami" wiedziałam, że mam większą zdolność manewru, więc wzniosłam się w górę, aby mnie nie pochwycili i trzymając w rękach komórko-przekaźnik, który pomagał wyjść ze snu, szukałam G. Gdy go znalazłam, ci z podziemi zmienili obraz wokół i znalazłam się w pokoju z oknem. Nie mogąc wznieść się w górę, ale mając już G przy sobie, nacisnęłam 1 w panelu i enter wiedząc, że jest to kod wychodzący ze snu. Czując napięcie wynikające ze zbliżającego się koszmaru, mówiłam do G "Jeden. Naciśnij jeden. Pamiętaj - jeden. I enter"- hop i całkowicie obudzona otworzyłam oczy. Zerknęłam na G - też już nie spał.
I tak całą noc;)
Nie męczyłam się tym, że w snach nie czułam, abym spała. Nie męczyłam się budzeniem się i byciem za każdym razem w pełni obudzoną. Czułam radość. Nie zasmuciłam się, gdy o 6tej rano radio zaczęło grać. Poczułam ulgę, że tym razem mogę już wstać, bezkarnie potarmosić G, wyściskać i ponapadać na niego, zrobić śniadanie i swoje poranne rzeczy.
To była dobra noc.
I bardzo dobry poranek.
Niech i dzień będzie taki.
nanii 2009-11-16 07:52:54