Kur..., jak bardzo brakuje ludziom czegoś co się nazywa szacunkiem i akceptacją. Po chuj uszanować czyjeś myśli, decyzje czy fobie? Przecież są bez sensu. Przecież nie mają podstaw, przecież nic się nie stało/stanie. Każdy ma jakąś przestrzeń, miejsce wokół, gdzie czuje się bezpiecznie i dobrze. Daj tępemu chujowi pozwolenie na wejście do tej strefy, a ten wybierze sobie co mu wygodne. Bierz całość, ze wszystkim co noszę, albo będziesz dostawał tylko maskę karnawałową w każdym znanym kolorze i kształcie na mojej twarzy. Będziesz jednym z wielu, którzy żyją wyobrażeniami na mój temat, bo tak im wygodnie. To cudowny dar jeśli dostanie się od kogoś kredyt zaufania. Dostęp do ohana. Uszanuj go! Kiedy nazywasz kogoś przyjacielem - nie tylko dlatego, że zamieniłeś z nim 3 maile i masz go na NK, ale dlatego, że znasz, że lubisz, że łączy was wiele, że wzbogacacie siebie wzajemnie poprzez swoją inność, że mogliście na siebie liczyć kiedy było źle - to akceptujesz go, z jego dziwactwami, fobiami, innościami. Tak? Czy się kurw* pomyliłam?
Gdybym powiedziała, że masz układać buty naprzemiennie z reklamówkami - uszanuj to. Gdybym powiedziała, że mleko ma leżeć obok majonezu - uszanuj to. Jeśli powiem uszanuj moją prywatność skoro w niej jesteś - zrób to. W zasadzie, nie musisz, ale jeśli nie to wtedy wypier* z mojego otoczenia, bo nie mam ochoty na widzenie kogoś takiego, po którego zachowaniu czuję się zagrożona i przestraszona. Przestraszona? Przy boku przyjaciela!?
Dzięki bogom za dar przewidywania niektórych pierdół, bo okazałoby się, że mam bardzo długie kły i wiem gdzie masz tętnicę udową czy szyjną - bez znaczenia. Nawet przez ramię dostałabym się do tej udowej, czy przez piętę do szyjnej. Nieważne czy to ma dla ciebie sens, czy działam na wyrost. Chuj z tym. Na szczęście zakończyło się to tylko wpisem tu. Tu gdzie moja nienormalność i błędy ort mogą pohasać. Przewidziałam, okopałam się i przeżyłam.
Większość z moich znajomych to ludzie z masą dziwactw, fobii, niedostosowań, ponadprzeciętni, ogromnie inteligentni i często bardzo zagubieni w tym świecie bez granic - teoretycznie. I ja tak mam, i ja z wielką pieczołowitością tworzę granice, które tworzą moje miejsce. Miejsce samotności, przemyśleń, gdzie nie trzeba grać, udawać, szaleć. Gdzie jest czas na dziwności, inności i inne -ści. Każdy z nas, w tych granicach bezpieczeństwa, rozwija się. Tworzy. Działa. Czuje się zdrowy. Pełny. Nie opuszczony przez Boga. Czasem zapraszamy takich jak my do tej krainy. Najczęściej takich jak my sami. Bo oni rozumieją. Bo tak samo jak i my, potrzebują akceptacji innych. To taka namiastka normalności, taka radość, że nie jesteśmy sami, że są inni tacy jak my. I czasem kur* zapraszamy do tej strefy tych z zewnątrz. Tych "normalnych". Bo wydają się fajni, bo nas ciekawią, bo pobudzają te części mózgu, które są twórcze, a przecież to jest coś co my "nienormalni" pragniemy - STWARZAĆ!
Ale "normalny" zawsze będzie normalnym. On też ma granice. Granice, w których jest w stanie nas zaakceptować. Nie dalej. Zaakceptuje buty i reklamówki, mleko i majonez, ale nie zaakceptuje tego, że nie podoba ci się Avatar! (Przykłady są czysto hipotetyczne. Uwielbiam ten film. We wtorek obejrzę go po raz drugi. A potem trzeci i piąty. Nie mam też fobii reklamówkowo - butowych:P ani mlekowo-majonezowych).
Kocham wszystkich moich "nienormalnych" przyjaciół. Mogą mnie czasem wkurwić, mogę ich nie lubić przez miesiąc, bo coś, ale akceptuję to kim są, to co sobą reprezentują, szanuję ich prywatność, ich zdanie (nawet jeśli się z nim nie zgadzam), ich decyzje. I to samo otrzymuję od nich. Nie wchodzimy z butami tam gdzie nam nie pozwolono.
Więc jeśli jesteś "normalny" i nie wiesz co to szacunek i akceptacja, to zapraszam z powrotem na miejsce za linią, gdzie widzisz to co chcę, abyś widział, a reszta jest moja.
I chuj.
(G. dzięki za twoją nienormalną normalność. Wziąłeś mnie z całym dorobkiem moich inności. Bez oceny i z akceptacją. Nie gwałcisz mojej strefy bezpieczeństwa, nie wchodzisz do niej jeśli potrzebuję być samotna. Rozumiesz, bądź jeśli nie to akceptujesz. Czasem starasz się zrozumieć, a czasem pozwalasz mi być. Mówisz do mnie moim językiem. Gdy się zagalopuję pomagasz w wyjściu z zamknięcia z szacunkiem i uważnością. Czyż mogłabym wybrać kogoś innego? )
nanii 2010-01-07 11:02:27