wydarzyły się również rzeczy skrajnie dobre. Tak jakby owszem, lecę z 25 piętra, ale na dole widzę mięciutkie materace. Dostałam też lornetkę, aby umilić mi lot i parasol do spowolnienia spadania. Spadając zahaczam, owszem, o wystające gzymsy i wpadam na lecące kaczki, ale cóż.
Nie potrafię tego rozgryźć.
Znalezienie bardzo skutecznej tabletki przeciwbólowej na zęba (to naprawdę wyzwanie w moim przypadku:P )
Wygrana z Młodą w Farmera (zazwyczaj nieświadomie się podkładam, aby nie było jej smutno) i brak poczucia winy z tego powodu.
Prezent od Avonu (idealny! Zamierzałam go sobie kupić, ale mnie cena 100zł trochę zasmutła).
Pyyyyszny obiad u mamy :)
Przygody w głębokim śniegu (radość nad radościami)
Cieplutka kurtka i buty (kurtka wypas, a w butach nie zmarzłam, choć miałam cienkie skarpetki)
Super udany obiad ugotowany przeze mnie (zupa mniam i pancaks z syropem z kasztanów)
Reakcje G na moje przekraczanie granic ludzkich zachowań - pełne wsparcie i omijanie zgrabnie moich smutów. Czyli nie pobrudził się, a wzmocnił i wsparł (dzięki, dzięki, dzięki:* ).
Czy Sylwia też jest taką dobrocią, która mi się zdarza? Ona jest materacem i końcówką lotu? Jest odpowiedzią na moją modlitwę tydzień temu? Czy kolejnym sposobem na skrzywdzenie siebie?
I to wszystko w przeciągu niecałego tygodnia.
nanii 2010-01-12 10:18:26