Dowiedziałam się, że mama też ma złe sny. Początkowo myślała, że może chodzić o nas (postanowiliśmy samodzielnie odkręcić kuchenkę od gazu. Nadmienię, że nie ma takiej czerwonej wygodnej wajchy:P a rury są do wymiany), ale ewidentnie sen jej mówił o babci (nie to, że ją to uspokoiło:/ Spaliśmy przy otwartym oknie), choć nie przekonały jej moje zapewnienia, że to ewidentnie nie my.
No i później Siostra opowiedziała mi kolejny sen. No cóż, zostaje po prostu czekać. Bogami nie jesteśmy, aby coś zrobić. Możemy tylko to co ludzie mogą, czyli przygotować się do tego zdarzenia.
Dziś babcię moją zabrali do szpitala. Nie jest dobrze. Nie jest też tragicznie. Jest pod respiratorem. Oddycha przez maskę tlenową.
Nie czuję się smutno. I nie wiem czy to dobrze. Pewnie jak ją tam zobaczę to jakieś rzeczy się we mnie ruszą. Teraz po prostu wiem, że ten czas i tak nadejdzie, a jej się po prostu nie chce już żyć. Dlaczego ludzie płaczą, gdy ktoś odchodzi? Babcia nie jest już młodą kobietą. Może tak naprawdę ludzie płaczą z czysto egoistycznych pobudek? Bo odchodzi i do kogo my teraz będziemy przychodzili? Kto nam będzie pożyczał pieniądze, gdy będzie nam brakowało do następnej wypłaty? Komu będzie się przekazywało wszystkie informacje? Do kogo się będzie przychodziło, aby dowiedzieć się co słychać u tego czy tamtego? Nikt nie zapłacze nad tym, że ona już jest zmęczona, że nie widzi już sensu, aby tu być. Wszyscy płaczą nad sobą. Nad tym, że odczują brak.
Moją pierwszą reakcją na wiadomość o śmierci dziadziusia było - nareszcie. Bardzo zaskoczyło to moją mamę. Wytłumaczyłam, że przynajmniej nie będzie już cierpiał. Nie płakałam. Wspominałam. Swoje emocje przeżywałam na swój sposób (góra naczyń po stypie, a ludzi było naprawdę sporo). Nie było mi smutno, że odszedł. Umarł bo cierpiał. Śmierć była dla niego już tylko błogosławieństwem. A w przypadku babci? Ona już nie chce tu być. Pewnie zapłaczę nad sobą na jej grobie. A teraz? Jutro pojadę się z nią zobaczyć. Aby się nie bała, nie smuciła. Zdążę? Zdążę.
nanii 2010-01-16 20:37:34