- O hej babciu, jak się masz? - przecież ona nie żyje...! To sen, dobra, zaraz, zaraz, co ja miałam... - wiesz może gdzie jest teraz mama?
- Nie, nie wiem gdzie jest, nie widujemy się.
- A czy mogłabyś ją odnaleźć i pomóc jej? Bardzo potrzebuje twojej pomocy.
- Dobrze, znajdę ją i zobaczę co da się zrobić.
Przeskakuję. Dalej jestem świadoma, że to sen. Wszystko otoczone jest różnymi emocjami. Jestem obok nich. To nie ja czuję, to czucie jest wokół.
Jestem na jakimś kosmicznym statku. Widzę mamę, ktora jak jakaś wojowniczka biega to tu, to tam. Słyszę głos kobiecy: - Musimy go złapać i wydobyć z niego zło, usunąć z niego ten pierwiastek niegodziwości.
Widzę jak mama przygotowuje wszystko na jego przyjście. "Wprowadzają" wielkiego demona z wykręconymi rogami na głowie. Wielkie, zawinięte, jak niedomknięta, rzeźbiona korona, półnagi, szarpie się przytwierdzony do pola siłowego, jakby za szybą, cały otoczony jasnym światłem. Widzę mamę jak biega i cieszy się, że go złapała, wygląda jak obłąkana, niewidząca, zastanawiam się kto tu naprawdę potrzebuje uwolnienia. Słyszę głos kobiecy, który specjalnie dla mnie, abym nie zapomniała, opowiada, bardzo blisko ucha. Mówi co się dzieje. Odlicza. Tuż przed końcem Demon się rozluźnia i mówi do mojej mamy, aby skierowała się ku światłu, aby oddała się miłości, aby poczuła miłość w sobie, bo tylko ona jest drogą do wyzwolenia. Zakończenie odliczania, wrzask Demona i obłąkańczy śmiech mamy. Kobiecy głos bardzo delikatnie i powoli wyprowadził mnie ze snu.
nanii 2011-06-30 11:27:04