Sex i rozkosz. Zakręcenie kórka. Zakręciłam. Ja, wielka alfa i omega, boję się seksu. Dla wielu to jest niemożliwe i wręcz śmieszne. Przez długi czas myślałam, że to nie ja mam problem, ale mój partner. Ale to nieprawda. Okazało się, że to ja mam problem.
Zauważyłam to dopiero gdy okazało się, że mam ogromną ochotę się kochać. I kochaliśmy się :D gdzie się tylko dało. Kilka razy dziennie. Aż w końcu przeszło. I to przeszło mi. Nie mojemu Słonku, ale mi. I nagle uświadomiłam sobie dlaczego. Bo skończył się czas bezpieczeństwa. Mój umysł po prostu panikuje kiedy jest świadomość, że może wcielić się we mnie jakaś istota. To nie może tak być. Przez to, ochota na amory mija. Całkowicie. :/ Aż do następnych dni bezpiecznych. Czas wybrać się do Pani DoWcipNej i niech pisze receptę. Bo ja już tak nie mogę.
Trwa we mnie nazbyt duża walka wewnętrzna i to nie jest fajne. Ani dla mojego zdrowia psychofizycznego ani dla mojego partnera. Czas na zmiany :)
nanii 2006-02-06 21:00:48
udoooowny, boski sen mnie nawiedził dziś :) opowiem
Śnił mi się mój opiekun duchowy, że wziął mnie za rękę i poprowadził drogą mojego dotychczasowego rozwoju. To było cudowne doświadczenie :) Czułam od niego ogromne wsparcie i ciepło, byłam total przytomna, moja świadomość ogarniała na raz kilka zdarzeń, faktów.
Zobaczyłam jak poradziłam sobie już ze spóścizną od moich rodziców, zobaczyłam po co tam byłam, na co, a dlaczego itp, i cały czas czułam wsparcie, wszech ogarniająca pomoc. Tp było wspaniałe. Widziałam w jaki sposób sobie radziłam z tymi mechanizmami, i ze wzorcami z tamtego okresu. Czasem widziałam, że muszę coś powtórzyć, bo nie nauczyłam się za pierwszym razem. I teraz widziałam to z zupełnie innej perspektywy. I widziałam nawet, że wspieram tą małą niunię we mnie, przesyłając jej moją iwedzę i wsparcie. I tak widziałam całe moje życie :)
Widziałam też inne istoty, które gratulowały mi, że tam doszłam, że udało mi się już tak wiele osiągnąć. Czułam od nich bardzo duże wsparcie i pomoc, życzliwość i radość. To było cudowne. Widziałam też tam innych ludzi, którzy tak samo jak ja tam doszli. Dziwne było to, że byli to sami mężczyźni :)
No i na końcu (cały czas szliśmy drogą do góry) mój opiekun dał mi kartkę z napisami. Ale ja wiedziałam co tam jest napisane. Bo ja już tu kiedyś byłam, bo ja już kiedys przeszłam tą drogę, bo ja wiem co jest wyżej, ja wiedziałam co zobaczę podczas tej podróży. Tylko tym razem podeszłam do tego bardziej dojrzało. Nie otworzyłam kartki. Wiedziałam co tam jest napisane. I wiedziałam, że jeszcze parokrotnie tam wrócę i jeszcze wiele razy dostanę tę kartkę. Czułam wdzięczność i radość, spokój, czułam się totalnie bez granic, jakby moja świadomość tego kim jestem i gdzie jestem poszerzyła się cudownie. Czułam spokój. A jak byłam tam ostatanio to był głównie zachwyt i podniecenie tego gdzie jestem. A później starałam się przeczytać kartkę i zapamiętać aby rano to zapisać. Nie zwracałam uwagi na to do czego ona ma w istocie służyć. Tym razem było inaczej.
Wiem, że w dużej mierze to zasługa moich wczorajszych odkryć (może opiszę) i tego, że przed snem utuliliśmy się ze Słonkiem bardzo mocno serduszkami i czułam błogość :D
Cieszę się, że tu jestem. Na tym świecie. Jaśniej widzę moją rolę tutaj. Po co tu jestem i jak to wszystko działa :) I'm hapi :)
nanii 2006-02-07 11:04:23
"praca w komunistycznym kapitaliźmie"
kochana, jest praca dla Ciebie:) Co ty na to? Masz świetne kwalifikacje:)
zamknięcie, zaskoczenie, szok, sprzseciw. Pozycja ciała - totalne zamknięcie, opadnięcie z sił. ... Co jest kochana?
*** bo ja już miałam plan, bo już go realizuję, bo już mogę, bo mam wsparcie, bo polega na tworzeniu, na radości, na spontaniczności, na tworzeniu, na realnym przełożeniu wyników mojej pracy na stan finansowy.....***
&&& bo rodzice mówili: "A daj spokój z tym, a weź, tyle się narobisz i nic z tego nie będziesz miała, a coś ty, a weź się wreszcie za normalną robotę......&&&
... i posłusznie brałam się za tę "normalną" robotę... :(
I co z tego wychodziło? Wysiłek ponad miarę, stres, brak przełożenia finansowego na energię jaką wkładałam w tą pracę...:(
I przestałam realizować marzenia..., a jeśli to robiłam, to na króciutko, na momencik - słomiany zapał, bo strach zcinał, że zaraz ktoś zgani, zaniży wibrację i zaproponuje bardziej mundańskie marzenia, "bardziej realne", bardziej pasujące pod ich wizję tego, jak powinien funkcjonować ten świat :( Smuuutne
I tym razem marzenia zaczęły nabierać rozpędu, zaczęły być bardziej realne, bardziej namacalne - i wcale nie minęły :) wciąż trwała ich realizacja. I nagle bam. Mundański wzorzec ujawnił swą siłę. Przyszła propozycja "pracy".
I nie podjęłam jej. Nie tym razem. Bo mała ja, zaczęła płakać w niebo-głosy. Zrobiło mi się jej szkoda i żal. Bo ona już zaczęła wierzyć, że ma szanse, że może, że to się uda. I nie zniszczyłam jej marzeń. Powiedziałam, nie martw się. Nie pójdziemy tam. Już słucham tego co chcesz mi powiedzieć. Już jestem, kochana. Nie smuć się. Doceniam Twoją pracę, doceniam Twoje zdolności i predyspozycje, doceniam to, co tworzysz. Kocham.
I nastąpiła ogromna ulga i jeszcze większe zaangarzowanie w realizowanie mojego ukochanego celu :D
Dziękuję :*
nanii 2006-02-10 11:27:34
to podlizywanie się, czy też chęć powiedzenia tego co czuję?
Mam znajomego, który wkurza się za każdym razem gdy napisze coś o Bogu.
Może dawniej były to próby sprawdzenia jak się z tym czuję, jak reaguje moja PS na myśl o tym, że kocham Boga, że jest mi bliski, że widzę, czuję, doświadczam Go w moim życiu. A teraz? Teraz nie muszę tego pisać. Teraz nie ma to znaczenia. Wolę aby przejawiało się to poprzez mnie całą, a nie w dokładnie ułożonych słowach, przemyślanych i przeanalizowanych. A nawet jeśli pisane są "na żywo", to i tak częstokroś są dokładnie przemyślanymi sloganami.
Koniec.
To co mogę napisać to to, że dziękuję Ci Boże. Za to, że jesteś, że wspierasz, że obdarzasz miłością, dajesz wolność wyboru w każdej sprawie, uczysz, inspirujesz, stwarzasz, akceptujesz, pozwalasz, utulasz, dajesz pocieszenie, ciepło... I właśnie dla Ciebie jestem kim jestem. Bo Ty mnie ukochałeś. Dziękuję.
===============================\//===============================
A lover asked his beloved,
Do you love yourself more than you love me?
Beloved replied, I have died to myself and I live for you.
I've disappeared from myself and my attributes,
I am present only for you.
I've forgotten all my learnings,
but from knowing you I've become a scholar.
I've lost all my strength, but from your power I am able.
I love myself...I love you.
I love you...I love myself.
===============================\//===============================
nanii 2006-02-13 22:15:30
You were born with potential
You were born with goodness and trust
You were born with ideals and dreams
You were born with greatness
You were born with wings
You are not meant for crawling, so don't
You have wings
Learn to use them and fly!
nanii 2006-02-13 22:21:50
Przeżyłam dzisiejsze spotkanie z tatą Słonka. Nie było źle. Krótko, miło i poprawnie politycznie. Spoko. Zaskoczyło mnie coś ogromnie. Po przywitaniu, wstawiłam wodę na herbatkę i kawusię. Tatko biegał sobie po pokoju a później szczęśliwy podbiegł do mnie i mnie ukochał jeszcze raz
Normalnie zaskoczenie. A później zaczął mówić o tym, że u nas czuje się taki swoisty klimacik, taki przyjemny, radosny, pełen ciepła rodzinnego i miłości nawet. I że czuć tą energię i że u nas tak fajnie i w ogóle. Był taki radosny i pełen życia (co często u niego w domu jest odwrotnie - wygląda jakby był bez życia
!!! Normalnie zaskoczenie we mnie totalne. I Słonko też było zaskoczone.
I co? I czuję radość. Bo właśnie to chciałam stworzyć w mojej rodzinie. Właśnie taką atmosferę. Właśnie taką moc.
...
- udało mi się.
- nam się udało, kochany
i tu, malutkie już dziecko DDA jest zaskoczone. Mam wrażenie, że odczuło taką malutką myśl - nie mam tu już co robić.
Zaskoczenie, że mi się udało. Bo przecież DDA chociaż marzy o stworzeniu świata, które jest przeciwnością jego domu rodzinnego, to i tak, w głębi, nie wierzy w to. I to się nie staje. ...
A mi się udało.
Boże kochany, udało się. :D
Ach, i co teraz?
Co teraz zrobić?
Jak?
A jak to strace?
:/
chrzanisz.
Ja już wiem co robić dalej, ja już wiem, że to nie koniec mojego życia i celów jego. To dopiero początek tej drogi. I im dalej tym łatwiej. Tym prościej. Tym piękniej. :D
O Booooooszszszszsze, jak ja kocham to życie. :D
nanii 2006-02-14 20:22:51
boli. Ała.
Ręka sięga po białą tabletkę... Chwila zawahania...-da ukojenie...- i znowu otumanienie?...- przestanie boleć-obiecuję.
...Wizja ulgi pociąga..., i co? Za jaką cenę? To wciąż zachłanność na białą pigułkę. Na nie-czucie, na otumanienie, na brak emocji, uczuć... totalny zjazd.
Ile sesji już było, aby się uwolnić? Odreagować? Wiele. Za każdym razem to jednak powraca. Z tą samą siłą. Zawsze. Może trzeba odreagować zachłanność na odczuwanie tego bólu?! Też.
ehh.
Kolejny skurcz. Ała:(
Już nie ma wahania. Wcale. Uciekają jak za mgłę wszelkie myśli o szkodliwości tego dziadostwa. Widzę już tylko powoli ustępujący ból, ukrywający się za przytłumieniem wszelkich zmysłów.
Jeszcze 15 minut i będzię odlot.
Kiedy to się skończy.
Czas na odwyk
nanii 2006-02-15 22:12:01
Byłam dziś na pewnym filmie w kinie.
Ehh. Film jak film. Przypomniał co nieco, z dawnych lat, pokazał piękne krajobrazy itp. Ale najbardziej przemówił do mnie zwiastun innego filmu. O gejszy. Wymiękłam. To był tylko zwiastun a wielkie grochy leciały po polikach. Normalnie zaskoczenie jak nie wiem. Na CUDzie jest temat o gejszach, ale poniekąd mnie nie rusza. Mówią wiele o seksie, że wywala, itp. A ja uwielbiałam seks. I nie czuję tych wzorców (może jeszcze nie...-ale nie zamierzam poprzejmować cudze wzorce, tylko dlatego, że inni je mają). Poniekąd zostawiłam temat. Ale ten zwiastun...., w kwestii seksu - nie było wywałek, ale coś innego poruszyło..., poryczałam się i nawet sama nie wiem dlaczego. Dlatego, wiem, że obejrzę ten film. Chcę. Dla mnie :)
nanii 2006-02-18 21:34:46
Dziś było spotkanie :) Ze wspaniałymi ludzikami :E Z Pumkami kochanymi :)
Spędziliśmy sporo czasu razem :)
Cudownie było sobie opowiadać różne rzeczy, i jeszcze śmiać się i radować, żartować i hihotać.
Kochany Boże..., ja lubię samotność. A po ostatnim zdarzeniu wiem, że nie boję się już samotności. Wiem już co ona oznacza. Poczucie wolności, swobody... Nie bałam się tego, że nie mam rodziców. Nie bałam się tego, że nie ma moich zwierząt, rzeczy, do których teoretycznie jestem/ byłam przywiązana. Nie bałam się, że nie ma nikogo ukochanego przy mnie. Totalne poczucie wolności, swobody. Nigdy w tym życiu nie czułam takiego czegoś. I wiem, że to nie była iluzja. Dostałam odpowiedź na moje pytanie w kwestii samotności. Czułam, że nie wiąże mnie już nic , z nikim i niczym. Czy coś takiego czują oświeceni? Może zobaczyłam jak to jest aby PS'ia widziała korzyści z oświecenia? Aby zobaczyła jak to jest? Aby się nie bała odczuc to czego się lęka...-samotności...
No to wiem już jak to jest czuć TOTALNE spełnienie i pełnię, oraz jak to może być kiedy uwolnię się od wszelkich powiązań ze światem zewnętrznym. Z materią, ludźmi...
Nie zmienia to faktu, że dzisiejsze spotkanie bardzo dużo mi dało. Było pełne radości i spontaniczności. Radosne i uśmiechnięte :) Piękne.
Czy były tam jakieś sznury aka? Były. Czy gdyby ich nie było to nie poszłabym? Poszłabym. Czy było by mniej radosne? Nie. Nie było by. Ale nie miałabym poczucia straty, kiedy się z nimi rozstawałam. Nie byłoby tego. PS'ia ma przynajmniej porównanie jak to jest, kiedy nie ogranicza już nic.
Nie boję się samotności..., ale jeszcze odczuwam potrzebę życia wśród ludzi, spotkań z kochanymi duszami...- odczuwam jeszcze potrzebę aktywnej wymiany dobrych myśli.
Wolność. Przynajmniej wiem do jakiej wolności mam dążyć. Nie jest to zanieczyszczone wyobrażeniami na temat wolności. Wiem jak to jest, kiedy się to odczuwa.
nanii 2006-02-20 22:36:43
cóż za roskosz i jaka przyjemność :)
Jeszcze żaden facet nie sprawił, że śmiałam się do rozpuku, płakałam i miałam radosny orgazm podczas jednego zbliżenia. O bogowie, jakie to cudowne trafić na odpowiedniego partnera. Dziękuję za Niego, za jego radość, uwagę, spontaniczność, wytrwałość...
Kochany, dziękuję Ci za to, że Jesteś. A sobie za to, że Cię odnalazłam. Wiele przeszliśmy jako para. Wiele się nauczyliśmy. Nie jesteśmy tymi samymi ludźmi co przed dwoma laty. Kochany ... dziękuję.
nanii 2006-02-23 17:47:19
Normalnie dylemat stulecia.
Ostatnimi czasy nie piszę, nie myślę, nie mówię o dołach, o smutku. Bo ich nie mam. No i okazuje się, że to prawdziwy problem. Dlaczego ludzie prędzej zauważają obnażone mroki umysłu niż światełko? O! przepraszam. Zauważają też światełko. Pod warunkiem, że jest w tunelu i ma niewielkie szanse na rozbłyśnięcie wielkim blaskiem. A tak w ogóle to i tak zgaśnie.
blech.
Z drugiej strony, biorąc pod uwagę, jacy ludzie zwracają szczególną uwagę na mroczki i mroczyki, z jakimi intencjami...-to ja chyba jednak wysiadam.
No i co, mam przepraszać za to, że moje życie skręciło na radosne tory ciepła i miłości? Przepraszam, że nie mam zjazdów, przepraszam, że nie siedzę ciągle w tym samym - i w kółko Macieju. Mroki, doły zjazdy, problemy, żyć nie umierać...- a może odwrotnie? No tak. Biorąc pod uwagę jakie książki są na topie, to rzeczywiście z moim życiowym optymizmem i łatwością jestem aut. Ale syf.
Jak kolwiek, ogłaszam, że nie zamierzam wpadać ZNOWU w ciemności jakie sama mogę sobie przygotować, tylko po to aby być trandy.
Będę siedzieć w mojej radości, łatwości i dostatku. Normalnie wolę to niż czułość obcych rąk zafascynownych literackim i poetyckim przedstawieniem syfu w ładnej oprawie.
Howgh
nanii 2006-02-24 10:04:09
Dinuś kochany gdzieś zniknął. :( Smuuutno. Nie ma go od piątku - dziś poniedziałek :( W nocy jest bardzo zimno :'( Kochany....... Smutno.....
A ostatnio śnił mi się jako radosny, szczęśliwy, młody i zdrowy piesek. ... tam zawsze wszyscy wyglądają lepiej. :'(
Pożegnałam się przecież z nim. Tak wiele już razy. Kochany...
Nie jest już mołodziutki. No wiem przecież..., ale..., jakoś tak zanim śmierć nie nadejdzie, nie chcemy w to uwierzyć i snujemy różnorakie teorie na jej temat i to jak będziemy się zachowywać, czuć kiedy ukochana istotka odejdzie. I tak zawsze dzieje się inaczej niż przewidywaliśmy.
Kochany...- gdzie jesteś?
nanii 2006-02-27 23:02:45
No tak. Są pierwsze na tyle znaczące efekty użytkowania ATL, aby o nich pisać :)
Jestem sceptykiem. Zanim wypowiem jakieś zdanie na temat czegoś i się do tego przekonam, muszę to najpierw obwąchać, sprawdzić kilka razy, uwiarygodnić, oblizać itp :) Czasem to trwa moment, a czasem dłużej.
No i stało się.
ATL działa.
Pomaga, przyspiesza pracę nad rozbijaniem wzorców. Tych ciężkich, mazistych i gęstych.
Za każdym razem, przy rozkazie mentalnym dodawałam, aby działo się to w bezpieczny dla mnie sposób. Wiem, że to poniekąd dłużej działa, ale co tam. Czas na bezpieczne dla mnie sposoby działania ;)
Zatem, dziś był moment, gdzie była potrzebna już sesja.
Tak, tak, sesje regresingu wróciły do łask. Może kiedyś opisze, dlaczego z tych łask wyszły. :>
hmmm..., a właściwie tylko zmodyfikowałam moje poprzednie podejście :)
Dobra, ja nie o tym tu :)
Zatem, był już to czas sesjowy, gdzie wyszły emocje na wierzch. I ta chwila była poniekąd nie przewidziana. Doszłam do naprawdę konstruktywnych wniosków podczas sesji. Wszystko szło łatwo, bezpiecznie, bez przeszkód przypominałam sobie zdarzenia, sytuacje, dokładne słowa, czas... - wszystko szło już w stronę uzdrowienia i oczyszczenia, a nie do jeszcze większego wywalenia (jak to niektórzy, zachłanni na emocje, stosują regresing) :P
Zapewne, miło by było opowiedzieć nad czym obecnie pracuję, ale, aby nie burzyć energii, którą włożyłam w moją pracę nad tym, przemilczę to :)
Jeśli zadzieje się to o co mi chodzi ( bo przecież o to chodzi w naszym rozwoju, aby to nad czym pracujemy, przeniosło się i zamanifestowało w naszym życiu ), to wszystko opowiem :)
Tym bardziej, że będzie to zmiana widoczna ;)
nanii 2006-02-28 21:47:13