moje "sprawozdanie" z osiągania celu jaki sobie postawiłam :)
No więc wzmogłam zakres ćwiczeń fizycznych. Tzn., że kupiłam sobie strój kąpielowy (ma dwa lata gwarancji
...i ja cię kręcę, ale dziś były zajęcia :D Była pozycja jakaś tam (nie mogę zapamiętać nazw) i nagle Agusia podeszła do mnie i gdzieś tam nacisnęła (!!!) no i nie mogłam wytrzymać z Przyjemności i na całą salę "ooooo, jak przyjeeeeemnieeee, mmmmmm, o taaaak..." no, ale naprawdę to było cudowne doznanie :) na następnych zajęciach pokaże mojemu kochanemu gdzie naciskać, abym tak samo jęczała w domu :D:D:D:D:D:D:D
Cieszę się, że się nie zniechęcam i nie poddaję. Nadal mam cel przed oczami i dążę do niego. Oby tak dalej :)
nanii 2006-04-04 21:46:23
No dobra, to przypadek, że wahałam dziś G rano. I to przypadek, że dziś przez pół dnia na okrągło słuchałam dekretu, który sama sobie nagrałam na dyktafonik. I to przypadek, że wydałam na pompkę i zapinaczkę około 60 zł (pestka) i to przypadek, że nagle jakiś malutki głosiczek mnie poprowadził do tego tylko jednego jedynego sklepu (w którym już byłam dwa dni wcześniej i nie było tego czego szukałam), i właśnie tam, bliziutko wisiał pięęęęęęęęękny płaszczyk za 174zł. Cena to pestka. Nie przyszło mi nawet na myśl, czy to dużo czy mało. Piękny, laskowaty, ale w moim stylu, z pięknymi zdobieniami. Kupione. Wracamy do domku a mnie brzucho boli. Wysadziło mnie jak nigdy.
Poczucie bezpieczeństwa, strachy, panika, zagrożenie - skan. Już widzę o co biega, ale nie potrafię dojrzeć szczegółów. Widzę las, ale mam problem z sednem sprawy. Piszę, robię test skojarzeń. Efekt? Większy ból brzuszka.
Biorę ATL. Waham, aż ręka odpada. Czuję jak w okolicy brzucha i splotu (!) zaczyna się mrowienie. W końcu przychodzi G i postanawiam mu o tym wszystkim opowiedzieć. I pooooooooooooooooooooooooooooooooooleciało. Wszystko. Rozłożyłam wszystkie emocje na czynniki pierwsze. Bezbłędnie. Poszło. Przeszło.
Strachy przejęte od mamci mojej, że nigdy nie ma pieniędzy, że kupuje się rzeczy najtańsze. Aby tylko zaspokoić główną potrzebę. Estetyczna i poczucie piękna - na końcu. Właściwie ta opcja nie istnieje. Te wzorce wypite z mlekiem matki.
I okazuje się, że nawet, gdy dostawałam większą sumę na coś fajowego, to i tak wybierałam najtańszy, albo prawie najtańszy. A jeśli nawet, z buntu, bądź ludzkiej chęci wyglądania efektywnie, kupowałam coś ekstra, za wyższą cenę, to i tak, z poczucia winy, sabotowałam mój strój poprzez poplamienie (tusz drukarski, tłuszcz) itp, niefortunne zniszczenie, pranie w zbyt wysokiej temperaturze itd.
Londyn nauczył mnie finezji w doborze ubrań (Dziękuję Room Mate) i bawienia się strojem bez patrzenia na kase. (Szkocja) Jednakowoż wtenczas zarabiałam bez problemu i co tygodniowy dopływ gotówki był. Ale teraz tego nie mam. I dlatego uruchomiły się zatęchłe potwory. Miejmy nadzieję, że nie za sabotuję najpiękniejszego płaszcza na świecie (O boooooosze, ależ minę miał G jak mnie w nim zobaczył :D ja chce, tak częściej :) jutro go wypróbuję). Afki itp., już działają, poza tym, ATL pomógł mi w ujrzeniu i oczyszczeniu tych emocji. Więc jest szansa, że płaszczykiem będę cieszyła się znacznie dłużej :)
nanii 2006-04-05 23:28:25
nareszcie w domku :)
Swięta w rodzinnym mieście były ok. Nie było większych komplikacji, utrudnień czy przejawów świrowania. hmmm, nie wiem czy liczy się nazwanie mnie heretykiem, ale to było śmieszne, więc nie zaliczam tego do konnfliktów. Moja kochana mamcia zadbała o mnie na święta. Zrobiła mi potrawy bezmięsne, (kotleciki szpinakowo jajeczne, nadziewane pieczarki), normalnie bardzo jej za to dziękuję :*
Święcenie pokarmu to pewnego rodzaju rytuał szacunku do siebie, tego co wsadzamy do naszego kochanego ciałka. To moje ulubione święta. Ale już w dzień "śniadaniowy" moje kochanie przyjechało i wyruszyliśmy do siebie. Nie ma jak w domu...,jak dobrze jest mieć taki dom, do którego wraca się z radością.
nanii 2006-04-17 09:09:23
Znalazłam
Dodaję
Piękne :)
Zanurzcie mnie w niego
jakby różę w dzbanek
po oczy,
po czoło,
po snop włosa jasnego, -
niech mnie opłynie wkoło,
niech się przeze mnie toczy
jak woda całująca
Oceanu Wielkiego.
Niech zginie noc, poranek,
blask księżyca czy słońca,
lecz nich On we mnie wnika
jak skrzypcowa muzyka -
gdy do serca mi dotrze,
będę tym, co najsłodsze,
Nim.
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
nanii 2006-04-19 23:36:30
mmmm, piękne gitary z operowym wokalem kobiecym. Cudowne. Bardzo się cieszę, że moje Słońce też lubi tą płytę
Jechanie Toją i cudowna muuuuzyka :) Porusza we mnie pokłady energii.
To trochę dziwne. Teoretycznie powinna wzbudzać agresję, chyba. A słuchając niektórych utworów ja po prostu oddycham głębiej, wzrok mi się wyostrza, ... hmmmm, to chyba adrenalina. No tak. Przy tej muzyce relaks nie wskazany. Chociaż, Lesiu przy tej płycie (przy niektórych utworach) swobodnie sobie medytuje. Hehe, magus jeden ;)
No dobra, ale ja nie o tym tu chciałam.
Kiedyś te utwory służyłyby mi do rozkosznego taplania się w smrodku tajemniczego maga. Ale mag już przerobiony w 100% I teraz odczuwam tą muzykę inaczej. Czuję napływającą radość. Jak jechaliśmy i z głośników leciały dźwięki perkusji, gitar basowych, i śpiew...- czułam radość. To było piękne. Spojrzałam na moje kochanie, a On się uśmiechał :) Czuł to samo. I nagle na drodze pojawili się piesi. Jechaliśmy przepisowo, ale szybko. Gdyby była w G agresja, bądź magostwo (ach..., on tylko nas wyczuwał na odległość - tropiciel jeden ;P ), pewnie by nie wyhamował. Bo agresorzy, pomimo adrenaliny, są ślepi i ich czas reakcji jest bardzo długi. A on był opanowany, skupiony, pewny siebie. Toja dźwięcznie zapiszczała i nic nikomu się nie stało.
I dobrze.
Reszta rozważań na hasełku.
nanii 2006-04-21 11:06:51
przyjaźń, czy to jest kochanie...?
Dziś miałam na obiadku moich kochanych znajomych. (Czy mogę napisać przyjaciół?) I spotkałam się z ukochanym znajomym (przyjacielem?) Fajnie, że jesteście.
Kiedyś, będąc w Szkocji, modliłam się o pokazanie mi: po co mi ludzie? Po co mi inni ludzie. Rozumiałam, powiedzmy, do czego "służy" partner ;)
Ale inni jeszcze? Nie przeszkadzała mi samotność.
I dostałam odpowiedź. Właśnie tam. Poznałam przyjaciół. Najbardziej i najpewniej można poznać przyjaciół, gdy jest się w potrzebie, i to nie jest głupia i tandetna przypowiastka. Gdy się chodzi do ubikacji tesco, aby zakosić papier toaletowy - chodzi się razem i bierze się dla wszystkich. Kiedy czai się, jak wziąć ten chleb w woreczku, który ktoś wyrzucił do śmieci... - robi się to razem - i dla wszystkich. Kiedy idzie się chodnikiem, rozgląda się za czymś co się może przydać...-paczka żelków - bierze się, jeśli nie dla siebie (nie lubię - blech) - to dla wszystkich.
Piszę dla "wszystkich", ale nie dla wszystkich. Dla tych, którzy dadzą tobie to, co dasz im ty. Dzielenie się - tak. Z tymi, którzy się dzielą. Znalazłam tam rodzinę.
Nie było początkowo fajnie i nigdy więcej się to nie powtórzy. Jednak właśnie tam dowiedziałam się, do czego mogą "służyć" przyjaciele. Jak ważnym jest, aby o nich dbać. Jak ważnym jest, aby ich mieć.
Mogą być różni. Tam, na północy, każda z tych postaci była inna. Każda miała do zaoferowania coś zupełnie innego. Każda miała swoje własne, inne jazdy, poglądy, zdanie. I połączyła nas potrzeba przetrwania. Bycia razem - w stadzie:)
I to nie zniknęło. Nie dla mnie. Ta nić porozumienia nie zniknęła. Ona wciąż jest.
I dzisiejszy dzień. Kochane Aniołki :]
Inni, nowi, starzy... - kochani.
Bo jeśli mamy jakąś radostkę, bo jeśli mamy coś co nas raduje, daje nam szczęście...-to to wszystko jest niczym, jeśli nie mamy z kim tego dzielić. Nie - dawać, nie - otrzymywać - dzielić się tym. Widzicie różnicę?
Widziałam znajomą (kiedyś cudowną osobę), jak znajduje i odkrywa cudowne rzeczy, miejsca, jest szczęśliwa i uśmiechnięta, bo coś tam osiągnęła. ... I wszystko było ok. Aż do momentu, gdy nie zobaczyła, jak nasze "stado" ;) dzieli się tym co znalazło. Nie słowem, lecz czynem, dotykiem, tym co ma. Gdy zobaczyła jak cudownie jest się podzielić z kimś swoją radością, jak cudownie jest RAZEM doświadczać, odkrywać, wędrować przez życie... - zobaczyła jaka jest różnica między szczęściem wewnętrznym w sobie i dla siebie (co też nie jest niczym nie właściwym - żeby nie było. Chodzi mi o złoty środek), a co innego, kiedy doświadcza się szczęścia wewnętrznie, w sobie, dla siebie i z innymi, życzliwymi istotami.
Dlatego dziś z radością gościłam ludzi na obiadku, z radością rozmawiałam i robiłam dla nich herbatkę. Z radością zmywałam później górę naczyń (!)
Kochani dziękuję, że jesteście. Jedni bliżej inni dalej. Ale jesteście. Nie musimy widzieć się codziennie. Wystarczy świadomość, że nam zależy. Rodzina rzadko rodzi się pod jednym dachem. ;)
Kochani jesteście [przytul]
nanii 2006-04-22 22:14:54
historia zaczyna się od momentu, gdy poczułam ból głowy od ciosu jaki zadałam. Niestety okazało się, że cios był zadany całkowicie nie świadomemu mych niecnych zamiarów G spokojnie śpiącemu przy mym boku. :/
No i nie wiem co to miało być. Gdyby nie to że przywaliłam z baniaczka G to nawet bym się nie obudziła. Naprawdę nie wiem co to miało oznaczać, i co ta moja PS tam kombinuje? :>
Po tym niefortunnym zdarzeniu i zapewnieniach, że ja naprawdę nie zamierzam ponownie zacząć szarżować i wypróbowywać moich umiejętności zapaśniczych, bokserskich czy jakich tam kolwiek - wojowniczych - usnęłam. Iiiiiiii, miałam sen :D
Śniło mi się, że idę ulicą i słyszę nagle jak ludzie stojący na ulicy zaczynają mantrować... - było to bardzo podobne do jednej płytki jaką mam z medytacjami tybetańskimi. No i nagle zostałam zaprowadzona do kobiety, którą oni uznawali za oświeconą. I będąc tam.... - znam to odczucie, pamiętam je, nie jest mi obce. Już kiedyś ją (jego) widziałam, byłam przy niej (nim)..., miałam te odczucia... i to namaszczenie i szacunek jakim była obdarzana, ta cała świętość jaką zbudowali wokół niej (niego) inni, i jej zachowanie w tym wszystkim, jakby to wszystko nie miało całkowicie dla niej znaczenia.
I wydaje mi się, że to było bardziej wspomnienie i uruchomienie tej właśnie emocji, która we mnie siedziała i teraz mam okazję, aby to uzdrowić. ... Informacje jakie mi podała o moich czakrach i co mi proponuje troszkę trąciły myszką i niewielką dawką konkretności. No nic. Zobaczymy co dziś przyniesie mi noc :) Oby tylko G przeżył ;)
nanii 2006-04-29 23:08:52