Wróciłam z wczasów w Tolkmicku.
Temat - krija joga.
Ogólnie mogę rzec, że dostałam to co chciałam - techniki krija jogi. Były też medytacje Osho. Fajne, oczyszczające, energetyzujące, poszerzające świadomość siebie samego.
Odnowiło się kilka związków karmicznych, kilka wcieleń, relacji. Wiele olśnień, oczyszczenia, odblokowania (głównie dwóch dolnych czakr - dzięki Osho!!) i takich tam.
Dowiedziałam się o sobie kilka ważnych rzeczy. Między innymi była to informacja na temat mojej samooceny. Z jednej strony wygląda na to, że wcale niska nie jest, ale jest jeden (może dwa) temat, który mnie rozkłada na czynniki pierwsze. Czuję się wtedy głupia, bezbronna...
Doszłam, że to wszystko chodzi o OGROMNE poczucie winy, za to co kiedyś tam zrobiłam. I strażnicy, którzy mieli mnie ukarać nadal się pojawiają i karzą za moje niecne uczynki. A jak już się to uruchomiło to już później z każdej strony sama ściągałam na siebie katów emanując energią ofiary. I tak znalazłam dwóch moich "katów" mających mi przypominać o mojej winie. Niesamowite jak jednym zdaniem, jednym słowem potrafią wzbudzić we mnie chęć zabicia się z powodu pożerającego poczucia winy za zeszłe uczynki. Oboje to wykwalifikowani wojownicy ;)
Nie miałam w konsekwencji sesji na ten temat. Zbyt późno się to uruchomiło ;)
Zobaczymy co będzie dalej :)
Co tam jeszcze było?
aha. Syf energetyczny. Jeśli nie będzie kolejnych wczasów w Tolkmicku, którymi będę nader zainteresowana - nie jadę tam więcej.
Teoretycznie mieszkaliśmy w najczystszym energetycznie domu. Praktycznie, większość ludzi...hmmmm, poprawka - wszyscy z tego domu mieli szarą i czarną aurę. Zasyfioną. Pojechałam na oczyszczenie, a przyjechałam szaro-zielona.:/
Co było przyczyną tego? Równoległy turnus. Ale nie będę tu się rozpisywać co o tym myślę i jak to się odbywało. Powiem tylko, że brak kompetencji w czymkolwiek może prowadzić do tragicznych skutków.
Wampiry energetyczne, wojownicy, orszaki astralne, demoniszcze ;) wszystko to brzmi jak bajka. Oprócz przejawienia się tego wszystkiego w świecie materialnym :/
Pytałam L. czy da się coś z tym zrobić. Powiedział, że już próbował. I nie działa. Sam nie wie dlaczego.
U B. takich wypadków nie ma. Nie dzieją się. Nie ma zasyfiania. Ona wybiera ośrodek, jedzonko i okolice. Ludzie też zupełnie inni. Nawet jeśli z obciążeniami syfienia (magiczne, wojownicze, z symptomem zatruć i takie tam), to i tak nikt nie wyjeżdża bardziej zasyfiony niż przyjechał. Brak żył wodnych, szlaków astralnych i napalonych starszych pań ;) Po przyjeździe jest się promieniującym nowymi, wysokowibracyjnymi wiadomościami, pomysłami i energiami. Nie ma niezdrowych zachowań. Totalne postawienie na samodzielność.
A L? nie wiem jak czyste są jego intencje do takich wczasów. Jak dla mnie nie dba o to za bardzo. Gdziekolwiek by się nie noclegowało - to syf. Szlaki, żyły - do wyboru do koloru. Szkoda, że nie wynajmuje jakiegoś "czystego" ośrodka. Byłoby milej. Z drugiej strony w obecnym stanie rzeczy on nie musi płacić za nocleg :D W końcu tam mieszka :)
Dowiedziałam się tam kilku miłych rzeczy. Np że ojciec obciąża mi karmę już tylko w 3% [jupi]
że DDA jest już tylko 8% [jeee]
i ... no tak. Moje ERD ;)
aby nie wyszło niewiadomo co (hehe, znowu coś wywala?) to nie powiem ile. Mogę powiedzieć, że się ucieszyłam jak smok :D Ta informacja pokazała mi również jak bardzo uwierzyłam w słowa moich zaprzeszłych guru (i uaktywnionych w tym wcieleniu), którzy na każdym kroku mnie negowali, ostrzegali, że może jest za wcześnie na taką a taką praktykę, że ta książka jest raczej dla ludzi o większym doświadczeniu i takie tam różne pierdoły. To właśnie na tym bazuje moja samoocena, :/ na uwierzeniu w te bzdury. Bo nie mogę być dalej niż mój mistrz. ....hehh... i pomimo mojego wcześniejszego wzruszenia i radości to wszystko minęło po kilku dniach. Zaczęło wywalać....- bo nie wypada mieć tyle, bo co ja teraz zrobię? Uaktywniły się jakieś wyobrażenia na temat tego jak powinnam się teraz zachowywać, czego nie robić... - a że takie wyobrażenia mi nie odpowiadają, to podświadomie stwierdziłam : "no to spadamy w dół"....nadal coś siedzi z tego we mnie. Nie odreagowane, nie ruszone. Ale nie zamierzam tego tak zostawić. Afka pójdzie w ruch. Medytacja i regres. Nie zostawię tego tak. Zbyt wiele razy dawałam się na to naciąć. Zbyt wiele razy uwierzyłam w to, że nie jestem dość dobra.
Odkąd "uciekłam" od moich guru, radzę sobie całkiem dobrze. Widać po wynikach i stopniu przejawienia się tego w życiu. Prędzej czy później dojdzie do konfrontacji z nimi i nie chcę dać się załatwić jednym dobrze trafionym zdaniem.
Jak to mówi Shrek : "NIE ZGADZAM SIE!!!"
:P
W sumie wychodzę na plus. Z zajęć skorzystałam na maksa. Jednak miejsce noclegowe... Tak nie powinno być. Jedynym dobrym noclegowo miejscem jest chyba tylko L. dom. No dobra, jeszcze domek, w którym mieszkaliśmy :D
Ale odpromiennik tam założony (bardzo silny) miał zbyt słabą siłę przerobową :/
No i obecnie żyję sobie.
Po przyjechaniu ukochałam i utuliłam moje Słońce :)
Jutro jadę do Miasteczka, aby pogadać z moimi superowymi ludźmi i jeszcze, aby sprawdzić, czy rzeczywiście zostało odnalezione nowe wcielenie mojego psiaka :D Obecnie jest dziewczynką ;) Wiedział co wybrać ;)
No. Czas popracować ;)
Pieniążki nadal sobie radośnie płyną :)
Trza skorzystać ze swoich mocy i zadziałać w kwestii materii:) Karma materialna za mało przepracowana :) ale jestem do przodu :)
To miło:)
nanii 2006-08-18 18:42:01