Decyzja to wolność. Wolność to łatwa decyzja, którą lekko poruszasz świat.
czasem życie zaskakuje mnie sposobami na przerobienie najcięższych blokad siedzących głęboko we wnętrzu za stertą staroci.
Pozostaje tylko wiara w to, że pojawia się to w momencie, gdy mam wystarczająco dużo siły na uniesienie tego i wyrzucenie z mojego życia
Wiecie jak to jest, gdy dzieciństwo rozgrywało się w patologicznej rodzinie, z ojcem alkoholikiem z doskoku (to taka moja nomenklatura) i gdy sie dorastało w nienawiści, złości, wściekłości, przerażeniu - to wszystko budowało się gdzieś tam we wnętrzu. Jako małe dziecko radziłam sobie z tym całkiem dobrze. Płaczem. Pod kołdrą. Aby nikt nie widział. Takim totalnym, mokrym katharsis. Jakoś pozwalało mi to przetrwać. Niebywale dużo dawała mi również modlitwa. .... Chociaż błagając, aby On zabrał mnie z tąd, wciąż słyszałam odpowiedź: "jeszcze nie teraz. Jeszcze masz coś do zrobienia w tym domu, jeszcze się nie nauczyłaś".
Takie sytuacje pchnęły mnie do szukania rozwiązań. Do szperania, uczenia się...
Jako duża dziewnczynka, mogę stwierdzić, że ojciec obciąża mi karmę już tylko w 3% DDA-8.
Nie bawiąc się w skromności - odwaliłam kawał dobrej roboty. ..., ale wiecie co zostaje na samym końcu? Największe strachy, żale, smutki, przerażenie, nienawiść. ...
Uciekłam z tamtego domu, aby było mi łatwiej to przerobić. I idzie sobie całkiem dobrze. Moje stosunki z tatą są naprawdę na całkiem wysokim poziomie. Już nie boimy się do siebie przytulić, powiedzieć kocham, zależy mi itd. Nawet jesteśmy oboje gotowi wysłuchać co druga strona ma do powiedzenia. Potrafimy rozmawiać :D i to jak jest trzeźwy :D
ale...odzywają się te najcięższe rzeczy, sprawki do oczyszczenia...
Jest plus. Nie musze tego oczyszczać przy nim.
Mam za to znajomego, który jest idealnym odwzorowaniem wzorców do oczyszczenia związanych z moim ojcem. Dzięki Bogom, że to nie G. Pokazuje mi to co w nim było najgorszego, co pchało mnie do nienawiści i złości..., wszystko..., zachowanie, słowa,..., sposób mówienia i to co robi na sam koniec zawieruchy - nie wie o co chodzi i co powiedział nie tak. I się tłumaczy nadal z pozycji kata. Tak samo jak mój ojciec..., a na końcu jest bezradną ofiarą....chuj jebany.
Zgadzam się ze stwierdzeniem, że ofiary mają w sobie kata, a kat ofiarę.
Więc i ja mam kata w sobie, będąc ofiarą. Wiem i widzę. Chcę to już mieć za sobą. Oczyścić, uzdrowić i móc napisać książkę o tym :D jak sobie radzić z katami wokół i w nas samych :D hihi Soi-żadnych komentarzy na ten temat, proszę:D
To wszystko na teraz. Przynajmniej tu :)
nanii 2006-09-01 12:54:13
proooooszę o modlitwe wstawienniczą o uwolnienie od wszelikich negatywnych powiązań z inicjowaną połówką. I moich intencji podtrzymywania tych zależności. Goooszszsz to zabiera mi mnóstwo energii i chyba trza mi troszkę wsparcia.
sesjiiiiii mi trza :D
Dziękuję
Niżej podpisana i wdzięczna
K. alias nani:)
:)
nanii 2006-09-04 22:35:17
wszystkim, którzy wsparli modlitwą (dzięki kochani) pragnę przekazać, (nawet jeśli pozostajecie w ukryciu ;) ),że się ruszyło do przodu. Nadal przyda się sesja:), ale w miarę da się już normalnie funkcjonować. Bez zbędnych emocji.
Aha.
OMek jest bardzo dobrym narzędziem terapeutycznym. Polecam :*
nanii 2006-09-07 22:35:47
I List do Koryntian, 13.1-13.8
Gdybym mówił językami ludzi i aniołów,
a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca
albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania
i znał wszystkie tajemnice,
i posiadał wszelka wiedzę,
i wszelką możliwą wiarę,
tak, iżbym góry przenosił,
a miłości bym nie miał,
byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza sie bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamieta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli sie z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje,
nie jest jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie.
nanii 2006-09-07 22:48:39
Wskazówki na życie - Dalaj Lama
1. Weź pod uwagę, że wielka miłość i wielkie osiągnięcia zawierają w sobie wielkie ryzyko.
2. Gdy coś tracisz, nie trać tej lekcji.
3. Stosuj zasadę SSS:
+ Szacunek dla siebie,
+ Szacunek dla innych,
+ Stuprocentowa odpowiedzialność za wszystkie swoje czyny.
4. Pamiętaj, że nie otrzymanie tego co chcesz, jest czasami cudownym łutem szczęścia.
5. Naucz się zasad, tak abyś wiedział jak je właściwie łamać.
6. Nie pozwól, aby mała niezgoda zaburzyła wielką przyjaźń.
7. Kiedy zdasz sobie sprawę, że popełniłeś błąd, natychmiast podejmij kroki, aby go naprawić.
8. Spędzaj trochę czasu samotnie każdego dnia.
9. Bądź otwarty na zmiany, ale nie porzucaj swoich wartości.
10. Pamiętaj, że cisza jest czasami najlepszą odpowiedzią.
11. Prowadź dobre, honorowe życie. Kiedy się zestarzejesz i będziesz je wspominał, przeżyjesz je z radością jeszcze raz.
12. Atmosfera miłości w twoim domu jest podstawą twojego życia.
13. Podczas kłótni z kochanymi osobami, zajmuj się tylko bieżącą sprawą. Nie przywołuj przeszłości.
14. Dziel się swoją wiedzą. To sposób na osiągnięcie nieśmiertelności.
15. Szanuj naszą planetę Ziemię.
16. Raz w roku pojedź do miejsca, w którym jeszcze nie byłeś.
17. Pamiętaj, że najlepsze partnerstwo to takie, w którym wasza wzajemna miłość przewyższa wasze wzajemne potrzeby.
18. Oceniaj swój sukces poprzez to, z czego musiałeś zrezygnować, aby go osiągnąć.
19. Podchodź do miłości i gotowania z beztroskim zaniedbaniem.
nanii 2006-09-07 22:55:23
A taką mam potrzebę popisania sobie:)
Co tam u mnie...
a nawet ok. Byliśmy w Miasteczku z G trzy dni. Fajnie było. Planujemy przeprowadzkę. Gdybym zapytała się odpowiedniej osoby w odpowiednim czasie, to mielibyśmy już naprawdę fajne mieszkanko, za naprawdę niewielką cenę. No ale cóż spóźniłam się... zważywszy na to, że to mieszkanie zagorzałego KKowca ;), który uważał mnie już za prawie straconą ponieważ byłam na kursie Silvy a później jeszcze Reiki [ło matko z córkom] niekoniecznie byłoby mi tam miło ;D On wyjechał do UK wraz z Ż-O-N-Ą szukać lepszego życia. Znalazł. I chwała mu za to :D za to jego mieszkanie zajął ktoś inny:) no to ok.
W Miasteczku spotkałam się z M&M i D :D fajnie było. Zjedliśmy pizze i miło spędziliśmy czas.
Moje obecne Miasto zaczyna mnie przytłaczać. Ostatnio byliśmy na zakupach. Powinno nam to zająć góra 1 h. Zajęło 3. A te dwie to stanie w korkach. Gorąco, spaliny, ogólna atmosfera zniechęcenia. To nas trochę dobiło. Chcemy do Miasteczka, gdzie po zakupy zasuwasz na nóżkach, tudzież na rowerku, gdzie do lasu masz rzut kamieniem. Gdzie usypiasz w ciszy i spokoju. Mam problemy uśnięcia w moim pokoju w Miasteczku. Jest za cicho :)
No ale.
Co tam jeszcze u mnie?
Jestem na diecie. Tak, myślę, że to ważny komunikat. Ale to taka specjalna dieta. Usunęłam z mojej diety dwa składniki. A niech tam. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Moja siorka stwierdziła, że jak zrezygnujemy też z tego (bo mięsa już dawno nie ma) to ona już sama nie wie co my będziemy jedli :)
cotamjeszcze.... aha
Zgubiłam kontakt z moją WJ. Tak jakoś, gdzieś sobie wszystko poszło. Próbuję powrócić. Wewnętrzny głos krzyczy we mnie "@#$%^&* idź i siadaj do medytacji!!" ... a później z pogróżek przeszło do próśb. Obecnie jestem na tym etapie. Nie wiem co będzie dalej. Czuję, że medytacja nie wyjdzie. Jakoś nie czuję kontaktu z wnętrzem moim. Wolę teraz się pooczyszczać energetycznie nie poprzez medytacje, ale z zewnątrz. Krija, hata, świece. Nie lubię czuć ciężkość w medytacji, a takowa teraz jest.
cotam jeszcze....
a zaczęłam pisać powieść. Sprawiało mi to duużo radości. Nawet napisałam sporo. ALE
zobaczyłam coś niepokojącego. Wchodziłam w jakiś dziwny astral pisząc. Ciągle czułam jakiegoś rodzaju podniecenie. Wszystko odbywało się na poziomie drugiej czakry. Do tego stopnia, że zaczęłam odczuwać ból (który może kiedyś nazwałabym przyjemnym rodzajem podniecenia, ale teraz wiem, że to nie jest zdrowa dla mojego ciała ani dla mnie. Ból to ból. Zwłaszcza jeśli uzależnia;) )
Więc przestałam pisać. Jak będę umiała podłączyć się ponownie pod WJ i napisać coś podobnego a nawet i o podobnej tematyce , (to nie ma znaczenia - tym bardziej, że pomysł jest nowatorski), to to zrobię. W tej chwili nie jest to dobry pomysł. To niezwykłe co czasem emocje potrafią z nas wyciągnąć ;)
cotam jeszczeumnie...
a na dziś to wszystko. Już się wypisałam.
nanii 2006-09-16 22:16:43
a to wkleje jeszcze tłumaczenie piosenki, która ostatnio ciągle chodzi mi po głowie :D Oczywiście Lamb. Gabriel
"mogę latać
lecz chcę jego skrzydeł
mogę świecić nawet w ciemności
lecz łaknę światła które on przynosi
rozkoszować się piosenkami które śpiewa
mój anioł gabriel
mogę kochać
lecz chcę jego serca
jestem silna nawet sama
lecz z nim nigdy nie chcę się rozdzielić
był tu od samego początku
mój anioł gabriel
błogosławiony dzień w którym zaistniał
anielskie skrzydła
przyniosły go do mnie
niebiańskie
mogę latać
recz chcę jego skrzydeł
mogę świecić nawet w ciemności
lecz łaknę światła które on przynosi
radowania piosenkami które śpiewa
mój anioł gabriel
:D aby nie było. Muzyka jest fajowa. Ja nie świece. I nie jest to zabawa w stylu: "ależ ja jestem oświetlona i świece jak żarówka i oh i ah" :/ Po prostu - fajna piosnka :)
nanii 2006-09-16 22:25:55
kurde miała być notka, ale kurde od czterech godzin... nie, od prawie pięciu już, nie mogę jej napisać. AAAAAAAAAA.
napiszę. Na pewno.
Bo zostały jej ślady w edit padzie. Nie zapomne. Napisze jutro. Mam nadzieję, że jej urok nie zniknie :)
nanii 2006-09-18 23:31:56
Działo się to 18-tego:)
Przed snem postanowiłam zharmonizować energie w ciele techniką kriji. Jak skończyłam to nie mogłam się opanować i "musiałam" usiąść do medytacji.
*-a co ty tu robisz obwiesiu? - zapytał jeden z uczących się tam adeptów
-yyyyy, ja tego (kurde, gdzie tamci dwaj się podziali??) - no bo ja chciałem posłać do waszej szkoły magicznej mojego syna (jakiego kurde syna??) no i chciałem (chciałem? a to ja przypadkiem nie kobieta?? oj, to musze otulić się szczelniej tym czarnym płaszczem.... kurde, czemu taki brudny?)
*
Po prostu skupianie się na centrum duszy i na białym świetle dało niesamowite rezultaty. Siadłam do tej medytacji i złapałam kontakt z moim WJ. To było cudowne doznanie i nagle pojawiła się chęć, aby zajrzeć do serca duchowego. I zajrzałam. Zobaczyłam tam cudowność samą. Ja i on - mój ukochany...- opiekun...
no i...
*Wszedł twórca szkoły.
- a któż to? - zapytał bez emocji
[dong dong] nie mogłam oderwać oczu. Czułam zachwyt i rozchodzące się ciepło po całym ciele. Był cudny. Długie blond włosy, proste. Zaczesane do tyłu. Podkreślenie inteligencji, autorytetu. Gdy na mnie spojrzał nie powiedział nic. Tylko stał. Znam go....hmmm, doskonale go znam. Te oczy, tą twarz. Wiem kim jest.
*
...wzruszyłam się
to było niesamowite doznanie. Trwałam tak w tym co czułam. Cala w bieli i cudowności. W pełni zasługująca i w pełni świadoma. I po prostu mogłam tak siedzieć cala noc. Radość nad radościami i miłość nad miłościami. Cudowne połączenie centrum Duszy i serca. Wiedziałam, że On tam jest. I było mi z tym cudnie. Czułam się bezpieczna. Później pogadałam troszkę, (powiedzmy, że to było gadanie. Nie było tam słów, ani przechodzących przez struny głosowe, ani będące tylko w umyśle. Tak, jakbym rozmawiała obrazami i ..."stanem bycia"). Poddałam jedna myśl co jest dla mnie obecnie ważna, i nad czym chciałabym popracować.
no i
wzięłam OMa
*-yyy . eeeee . no bo ja syna chciałem. Do waszej szkoły.
- myślisz, że jest godzien?
-myślę, że tak. - Ale miałam przeświadczenie, że już nie do końca mówimy o tym samym. - Chcę zobaczyć jak Ty walczysz, aby zobaczyć, czy wy jesteście godni przyjąć mojego syna.
- Dobrze, zobaczysz jak walczą moi najlepsi.
-Nie. Ja chcę zobaczyć jak TY walczysz. - I znowu ta cisza, ten jedyny kontakt na jaki mogliśmy sobie wtedy, tam pozwolić. Mądrość to główna cecha jaką zdołałam odnaleźć w nim samym.
-Dobrze więc. Zobaczysz. Będę walczył z najlepszym.- i pojawił się taki sam jak on. Również w czarnym płaszczu, wysoki, białe włosy... nawet twarz ta sama, te same rysy, tylko że tęższy. Bardziej zbudowany i z mniejszym spokojem wewnątrz.
*
...i zaczęłam wahać z intencja transformacji wszelkich negatywnych energii, wibracji w białe światło i poczułam się cudnie. Gdy skończyłam położyłam się spać. Usnęłam bez problemu. Nadal skupiona w centrum Duszy. i spałam.
*zaczęli walczyć. Zmieniali postacie, stawali się tym czym chcieli. Nie czułam, aby to było ważne. Już nie byłam tamtym kimś. Byłam tym "synem". Yyy Albo raczej - "córką":)
Później była moja kolej walki. Z jakąś chudziutką, jednakowoż bardzo utalentowaną, dziewczyną. Wszystko było ćwiczeniem, uczeniem się w tej szkole. Gdy zostałam z siłą ogromną pchnięta w tył, przeleciałam przez 3 pary drzwi, aż w końcu wylądowałam w Jego pokoju. Był bardzo czysty. Zielony. Prosty. Kanapa, fotel, jedna szafka. Nic więcej. Za to z wieloma odcieniami tego koloru. Służący (notabene ten, który mnie przyprowadził do tego miejsca pod pretekstem wykradzenia dokumentów) wkładał do wnętrza ...-powiedzmy, że torby, matę z kształtem smoka. Tak mi się przynajmniej wydawało. Wiedziałam co to znaczy. Czas był na misję. To moja pierwsza. Coś jak sprawdzian umiejętności. Działanie w terenie. Czarny koń, cudny, wspaniale się dogrywaliśmy w galopie. Nagle przebłysk i widzę równoległy wymiar. To mój Miasteczkowy dom i pani sadząca cebule. Kee??
- O, dzień dobry K. Widzę, że wyruszacie. No to powodzenia i pamiętaj, że zło dziś lata wysoko. - hmmm.
Popędziłam dalej aż dojechałam do Placu Wolności. Większość już tam była. Nie podróżowaliśmy w grupach. Każdy to indywidualista szkolony w swojej dziedzinie.
Wszyscy poukrywali się w kępie drzew. Na szczytach. hmm, no dobra, niech będzie, ja też tak zrobię. To moja pierwsza misja. Oni zapewne wiedzą lepiej.
*
sny były ... no.. nie powiem ze jakieś super, ale to tak jakby się wszystko układało w mojej głowie. Jakieś stare zaprzeszłości.
ale następnej nocy...- to było coś cudnego:
*kurde, wybrałam kiepskie drzewo. Na samym brzegu. Przecież tu się nawet nie ma jak ukryć. Kurcze, i dlaczego wszyscy są w takiej ciasnej grupie? Przecież tam łatwo ich dorwać.
Zmieniłam zdanie. Zeszłam z drzewa. Usłyszałam odgłosy dezaprobaty. Miałam to gdzieś. I tak wiedziałam, że robię dobrze. Nie zamierzam bez sensu się narażać i z góry być skazaną na klęskę. To jest najgorsze co może być. Posiadanie świadomości klęski i nie zrobienie z tym nic. Tylko czekanie na "bohaterską" śmierć. Dalsza część snu to niepotrzebne słowa.
Budziłam się bardzo powoli czując jeszcze posmak bycia gotową do działania. Mogłam jeszcze tam wrócić. Ale wiedziałam, że wpadnę w niski astral i po obudzeniu będę padnięta. A nie chciałam. Budząc się pozwoliłam sobie na rozkosznie powolne wychodzenie z tego stanu czucia snu i dobrze wykonanego zadania. Mimo tego, że nie doszło do konfrontacji ze "złem" ;) Ale mój test został zakończony. Przynajmniej na teraz. Zdałam.
Wstałam wyspana i uśmiechnięta. Czułam się super, bo spałam od początku do końca :D
Wiem, że to był On. Jak byłam mała często mi towarzyszył. Był chłopcem. Miał blond włosy. I dokładnie pamiętam jego twarz. Była taka sama. Nic się nie zmienił :) oprócz tego, że rośnie. :) Razem ze mną. Często w snach mówił mi o ludzkim umyśle i o rozwoju. O tym co to jest karma i o ludziach. Często w snach dogrywały jakieś moje resztki niektórych wzorców. Tak jakbym nie mogła ich oczyścić tam gdzie byłam wcześniej, bo będąc tylko tu, w materii, mogę się do końca od nich uwolnić. Tak jakby też poniekąd to on mnie wychowywał.
Nic to.
W tym śnie dowiedziałam się kilka rzeczy o sobie. I dobrze. Do niektórych spraw jeszcze nie dojrzałam. A inne stały się już pełnią :D I super :D
nanii 2006-09-19 09:16:21
nanii 2006-09-22 14:25:31
odchodzą ci, którzy nie potrafią....
.....- którzy nigdy nie wyszli poza zakres monologu...z samym sobą. Oni nie wiedzą co to zrozumienie i życzliwość.
...
Zostają tylko ci prawdziwi
nanii 2006-09-23 22:09:51
dostała się..., udało jej się..., tam, gdzie widziałam siebie, radośnie i z uśmiechem. Udało jej się. Cudowny przejaw życia w materii. Szczęśliwa i pełna dobrych myśli...udało jej się...to super, to fajnie...
mi się nie udało.
Też bym chciała, aby się udało.
Ale się nie udaje. Wciąż...
nanii 2006-09-25 21:13:48
"Gdyby twoja pochwa się ubierała, to co by nosiła?"
jedwab
"Gdyby twoja pochwa umiała mówić, co by powiedziała w kilku słowach?"
miło mi
"Jak pachnie moja pochwa?"
jak jesień
a wasza?
Odpowiedzi męskiej części tego społeczeństwa mnie nie interesują.
nanii 2006-09-25 22:38:46
"SPYTAŁAM SZEŚCIOLETNIĄ DZIEWCZYNKĘ
- Gdyby twoja pochwa się ubierała, co by nosiła?
- Czerwone adidasy i czapkę z daszkiem tył na przód.
- Gdyby mogła mówić, co by powiedziała?
— Wszystkie słowa na „p" i na „w"... na przykład „papuga" i „wakacje".
— Co ci twoja pochwa przypomina?
— Śliczną ciemną brzoskwinię. Albo brylancik, który znalazłam, mój skarb.
- Dlaczego twoja pochwa jest wyjątkowa?
— Bo tam głęboko wiem, że mądra z niej dziewczynka.
- Jak twoja pochwa pachnie?
- Jak płatki śniegu."
nanii 2006-09-25 22:45:31
Czasem ze strachu, przerażenia, czasem ze smutku, czasem ze zmęczenia, a jeszcze innym razem ze zwykłego czucia się winnym
nanii 2006-09-27 11:53:05