powiem to tak.
Piszę tą notkę po raz trzeci. Albo się kasuje, albo znika nagle nie wiadomo jak i gdzie.
Albo nie chcę się podzielić wiedzą, którą mam. (wczoraj przybiegła do mnie radosna myśl zapalając wielką żarówkę nad moją czupryną)
Albo nic dobrego by z tego nie wyszło.
Więc w temacie Wolnej Woli i poddania się Woli tego na "B" sami se musicie poodkrywać.
Nie będę pisała nic więcej w tym temacie, bo znowu zniknie wszystko gdzieś nie wiadomo jak i dlaczego.
A tylko jeszcze info dla tych, którzy boją się, że zatracą swoją wolną wolę, gdy połączą się z Bogiem.
Nie utracicie jej :)
Eh, jakież to głębokie i piękne stwierdzenie ;P
A co tam.
"I co z tego? Czy byłoby źle, gdybym stracił WSZYSTKICH słuchaczy? Wiem, co wiem, mówię co mówię! I jeśli to źle, no to wielka szkoda. Loty samolotem są po trzy dolary, płatne gotówką, czy nie?"
nanii 2006-11-08 11:10:30
dobra, już wiem jak zrobić, aby sen nie był tylko krótkometrażowymi zdarzeniami. A przynajmniej, aby nie był męczący i abym swobodnie i z chęcią wstała rano z łóżka :D
No, ale nie wiem jak uchronić się od takich oto snów:
Dziś na tapecie była kocica, która zjadła swojego małego, aby samiec nie mógł go zagryźć. A później chciała go wypluć i wypluła tylko połowę tego małego kotka. Ale spoko, pomimo tego, że jego ciałko było już strawione, to główka wciąż żyła.
ehhh
Gdzie ten mój umysł jeszcze błądzi?
nanii 2006-11-10 10:12:36
a dziś była tylko walka z demonami. Byłam jedną z agentek (kto z animaniaków ogląda?) chyba Clower, albo Alex. I Sam połknął demon. I się dzięki jej energii oświecił :)
Widziałam budde ;)
hihi
nanii 2006-11-11 20:58:09
" I zstąpił między nas mistrz
zrodzony na świętej
ziemi stanu Indiana"
:)
i to tyle :)
nanii 2006-11-13 20:53:39
Jak wiele radości dały mi te rozmowy. I co dziwne, jak spotykałam się z moimi ukochanymi osobami, których bardzo długo nie widziałam, czułam niedosyt. Może dlatego, że było przekonanie, że oni zaraz wyjadą i znowu długo ich nie będzie. Albo jakieś przeświadczenie, że przecież i tak spotkamy się na następny dzień (nawet jeśli to nie prawda, bo oni wylatywali). Tym razem było inaczej. Spotkanie z B.,..., te kilka chwil wykorzystałyśmy obie w 100%. Czuję się spełniona po tym, nie czuję niedosytu. Owszem, gdyby było więcej, to byłoby cudownie. Ale było tyle ile było. Nie traciłyśmy czasu na stres, na zdenerwowanie, na niepewność (bo przecież nie widziałyśmy się tak długo). Było wykorzystanie minut, sekund naszego spotkania maksymalnie. Od pierwszego momentu była radość i spontaniczność. Nasze wcześniejsze spotkania kiedyś tam, były katorgą dla mnie. Dla niej również. Bo czułam niepewność, bunt, sprzeciw, żal, smutek, który nie został wyjaśniony, naprawiony. Ale tym razem, po wyjaśnieniu sobie tak tragicznego nieporozumienia, wykorzystałyśmy każdą chwilę na cieszenie się sobą, na ukochanie się słowem, spojrzeniem, ciepłem, radością...
Swojego czasu po Szkocji, gdy widywałam się z nią, gdy była w PL. czułam jakiś zgrzyt. Bo miałam o niej jakieś wyobrażenie. Czasem przeważało złe i okazywało się, że energetycznie nie współgra z rzeczywistością. A czasem szłam na spotkanie z myślą, że zostawię przeszłość za sobą i zaczniemy od nowa. Pielęgnowałam dobrą myśl o niej. Ale podczas spotkania czułam, że to co ja mam w głowie nie współgra z tym co realnie widzę. W jakiś sposób pogodziłam się z tym, że przecież nic nie mogę z tym zrobić. Może to karmiczne zależności, jakiś obraz jej, który zapamiętałam, a teraz żyjemy dalej, a ona nie jest tamtą osobą. Tzn., jest tą samą w swej Istocie, ale inną pod względem wzorców, blokad czy decyzji. I pogodziłam się już z tym, że utraciłyśmy siebie, że nasze drogi na jakiś czas (może nawet długi), rozeszły się. I spoko, zaakceptowałam to. I kiedy szłam z taką myślą na kolejne spotkanie okazywało się, że gdzieś tam znowu się mylę. Poddałam się. Aż ona znowu do mnie pisze i znowu budzą się moje demony. Tym razem powiedziałam o co mi chodzi. I tym razem ona powiedziała to co miała w sobie. Dlatego wczorajsze i dzisiejszo-poranne spotkanie było cudownością. Wygrałyśmy tę batalię. Obie.
To cudowne, że potrafiłyśmy i chciałyśmy to wszystko naprawić. Warto było.
nanii 2006-11-14 09:41:33
ale mam radostkę :)
Kilkadziesiąt notek wcześniej pisałam o jodze. O tym, że chciałabym robić asany poprawnie. Ogłaszam, że ostatnio wyginając się dotknęłam głową tam, gdzie do tej pory sprawiało mi najwięcej trudności :D
Nie wchodząc w szczegóły chcę powiedzieć, że moje dążenie do tego celu jest pełne wigoru i chęci, pomimo wcześniejszych zahamowań i zniechęcenia - bo nie widać rezultatów :)
A tutaj buum i pięknie z wydłużonym tłowiem kładę się na nodze :D (prawie - narazie kładę spokojnie i dość luźno głowę tylko :) Ale jestem coraz bliżej sukcesu:) )
nanii 2006-11-18 10:04:00
filmy*`* inspiracje*`*działania
a tak w ogóle to chciałam powiedzieć kilka słów na temat wiadomego większości "tej" społeczności, filmu.
The Secret
Obejrzany, zainspirowany iiii - nie zapomniany.
I co z tego, że tą samą receptę na kreację znalazłam kilka lat temu w mojej ukochanej książce Bacha "Iluzje", i co z tego, że znalazłam ją również w książce "Tworzenie pieniędzy"... co z tego, że znalazłam ją jeszcze w wielu innych miejscach, co z tego, że wielokrotnie Basia M. powtarzała to do znudzenia na zajęciach. I co z tego, że korzystałam z tego z sukcesem, skoro jakiś czas po osiągnięciu celu, zapominałam (?) i nie stosowałam tej metody, aż do ewentualnej następnej przypominajki. Okazuje się, że TA forma filmowego przekazu, najbardziej zmotywowała mnie do działania. Może dlatego, że PS nie miała szans na nudę i ucieczki. Bo na ekranie ciągle coś się działo, kolory, muzyka, tu trzeba czytać, słuchać, patrzeć. Przekaz na wielu płaszczyznach. No to zakasałam rękawy i sprecyzowałam to, czego pragnę. Nie czekałam aż znajdę odpowiednią tablicę korkową, nie filozofowałam niepotrzebnie, po prostu idąc za ciosem zrobiłam sobie samodzielny plakat i narysowałam to co jest dla mnie ważne.
No ale dość o tym co było, co wiedziałam i jak to działało.
Kiedyś zdarzało mi się, że coś mnie olśniło, ukochało, dało sił i wiary, a ja, zamiast działać i iść za ciosem dobrej energii, która zaczęła mnie otaczać, czekałam olśniona aż przejdzie, aby dopiero później, kiedy już będzie trudniej i ciężej, mogła spróbować działać, i wtedy może uda mi się coś zmienić. To takie jeszcze przywiązanie do gniotów życiowych, przekonanie o tym, że musi iść ciężko, z wysiłkiem, bo tylko to jest wartościowe co osiągnęło się ciężką pracą :/
Ucieszyłam się widząc, że już tego nie ma.
Po oglądnięciu filmu idę za ciosem.
Zrobiłam sobie plakat dążeń. Narysowałam to czego pragnę i powiesiłam przed łóżkiem, aby co rano i wieczór widzieć to co do mnie pędzi jak wielka ciężarówka zdarzeń zbliżająca mnie do celu. Film dał mi (tudzież po prostu przypomniał) receptę na życie, którego pragnę.
I zadziałało ;)
W nocy PS podsunęła mi info co myśli o tym czego pragnę. Dała mi podpowiedź jak mogę osiągnąć to co chcę (w łatwy sposób!) i pokazała czego w związku z tym się boi i jakie ma wątpliwości.
Okazało się, że świadomie pokazałam jej, że już się nie musi tego bać, że nie będzie takiej opcji, że nie dam jej (nas) skrzywdzić i będę się kierowała szacunkiem do nas (siebie). Nie tylko PS miała w tym udział. NS również dołożyła swoje trzy grosze. Przekazała mi, że jeśli przyjdzie do mnie ta łatwość w osiągnięciu celu a ja ją zmarnotrawię, nie wykorzystam, nie pójdę za ciosem... - to lipa. Nie dostanę nic. Wzrośnie brak szacunku do siebie, poczucie winy, karanie siebie.
Zatem chylę czoło i w pełni świadomie rozglądam się za tą szansą i okazją, której nie chcę utracić. Czuję, że właśnie dzieje się coś, co przybliża mnie do sukcesu. Każdy sygnał, każde zawirowanie energii sprawdzam i idę za tym. Mam cel. I nie zawaham się go użyć :)
nanii 2006-11-18 10:26:22
po wczorajszym śnie o ciałach atakujących mnie, które nie mają na sobie ubrań ani, co gorsza skóry, i po wczesno-porannym wstaniu, zaczęłam szukać, bo się już męczę od jakiegoś roku. Gdzie przez ten rok zdarzyło mi się...., dosłownie kilka "pełnych" nocy. Czyli bez budzenia się (na przykład około godziny 3:00 w pełni wyspana), bez płakania przez sen, bez koszmarów i zmęczona.
Przyczyn kilka znalazłam. Tylko po to, aby sny zmieniły się z jednych na inne. Ale trwają.
Połączyłam wszystkie fakty jakie mogłam.
Myślę, że to moja wciąż nie uzdrowiona nerwica.
Wczoraj kilka godzin przed snem wypiłam zioła. Meliskę z ogródka mojej mamci. Dziś spałam cudownie. Sny w normie, obudzona, z uśmiechem, wypoczęta, zregenerowane siły. Chętna do pracy i działania.
Hai.
Grudniowe zajęcia Leszka na temat nerwicy to dobra myśl:)
nanii 2006-11-21 17:28:13
no to okazuje się, że mam sposoba na dobry sen :D
Dziś spało mi się naprawdę "smacznie". Wypiłam meliskę około 19:00 tudzież 20:00. Spać poszłam o 23:00 (lol, jak wcześnie;) Kochany wracaj, bo niedługo zacznę chodzić spać o 22:00 :D )
I snyyyy:)
Fajne, normalne, bez szoków, nerwów, zawirowań. W ostatnim zrobiłam wystawę prac mojej znajomej i zapraszałam ludzi do środka (w MOIM WŁASNYM D O M U!!!). Każdy mógł wpisać się do bardzo starej księgi na pamiątke bycia na tej wystawie. A później robiłam wykład na temat energii, przejawiania się i kreacji.
Ależ cudownie się czułam. I obudziałam się dalej prowadząc ten wykład :D
Miałam na sobie spudniczke i czerwone rajtuzy :) (we śnie, nie po przebudzeniu;) ) Byłam szczyplutka ;) (nadal tylko we śnie :( ), mam nadzieję, że to był proroczy sen ;D
nanii 2006-11-22 09:20:02
wieeelkie ciężarówki kreacji pędzą do mnie z wieeelką prędkością :D
^^^^^^^^^^^^^^^||......|"
|CUDNA KREACJA ||......||'""|""__,_
| ______________ ||__..|I__|__I___ |)
|(@) |(@)"""**|(@)(@)********* |(@)
niech żyje świadomość kreacji, działań i pewności tego czego się pragnie. Opowiem tylko, że narazie ta "kreacja" jest już w formie możliwości. Jak STANIE się w Pełni w świecie materialnym to opiszę wszystko. Nie przerwaliśmy kreacji pomimo tego, że już zajeżdża pod naszą rezydencję ;) Jak zajedzie i rozpakujemy pakunki to podzielę się informacjami :D
A dodać mogę tylko - to działa:)
i już. :)
nanii 2006-11-28 09:30:21