nowy wygląd (jeszcze trzeba będzie nanieść kilka poprawek i dołączyć niespodziankę dla odwiedzających, ale ogólnie to będzie wyglądało właśnie tak:)), nowe postanowienia, nowe siły do działania:)
Oczywiście sen.
Śnił mi się mój zmarły dziadziuś. Nie miał zębów. Wyciągnął gruszkę z barku, ale nie chciał jej zjeść. Powiedział mi jakąś mądrość ostrzegawczą i wręczył mi gruszkę. Nie pamiętam mądrości, ale pamiętam gruszkę. Ładna. Zielona. Soczysto-ciemno zielona. A tak poza tym, to była tam też mała dziewczynka o białych włosach bawiąca się lalką. Wyglądała jak Oliwia. Ale tak jakby była córką mojej siorki Ani. Moja mama robiąca sałatkę w wirującej frytkownicy.
I w zasadzie to wszystko co śniło mi się nad ranem.
(phiii, a miały być jakieś rewelacje. Mogły chociaż nr totolotka mi się przyśnić ;) )
Oczywiście ważne było, aby wstać o wschodzie słońca, aby obejrzeć jak wygląda niebo (taki będzie cały rok). Niebo ładne, z białymi chmurkami, widać było przez nie niebo. (po co ja to piszę?)
Miniony rok był dobrym rokiem.
nanii 2007-01-01 08:59:32
Byliśmy z G. w naszym domku. Było wiele propozycji, opcji, ludzi. Zrezygnowaliśmy z towarzystwa innych i zagłębiliśmy się w sobie;) (nie, nie, nic z tych rzeczy ;P )
Ogólnie - inspirująco, życzliwie, ciepło, wzruszająco, śmiesznie, radośnie w hukach kolorowych świateł wokół. Z decyzjami, myślami, w działaniu - twórczo.
Jakoś tak w tym roku opcja spotkania ze znajomymi nie do końca nas kusiła. G. spotkał się z ludźmi z roku dwa dni wcześniej, ja odreagowywałam święta w Miasteczku. I tak jakoś... Ten czas chcieliśmy spędzić sami. I oby więcej takich twórczych dni w nowym roku ^_^
nanii 2007-01-01 09:26:46
dziś miałam koszmar.
Śniło mi się, że mam kogoś kto bardzo mnie kocha (a we śnie byłam samotna). Czułam się w jakimś stopniu spełniona. Ale nagle pojawił się ktoś (śmierć), kto miał ciało kościotrupa (energetycznie) i zaczął mi zabierać każdą bliską mi osobę. Jeśli byliśmy w dużej grupie, to nic się nie działo. Ale jak byłam tylko ja i ktoś mi bliski - to umierał. "Spławiłam" ukochanego, bojąc się, że umrze. Zebrałam pozostałe 4 osoby mi bliskie w jednym pokoju, gdzie świeciło się światło. W kuchni właśnie umarła kolejna osoba. Zastanawiałam się czy powiedzieć wszystkim co się dzieje i dlaczego inni umierają. Nie wiedziałam czy mi uwierzą. Napięcie i strach rosły coraz bardziej. Zaczęłam bać sie o ukochanego - bo co jeśli śmierć widział nas razem? A ON był już coraz bliżej. Czy zabierze nas wszystkich naraz? Poczułam silne uderzenie i ze zrywem i bijącym serduszkiem obudziłam się.
Dzień lub dwa temu też miałam koszmar. Obudziłam się z szalejącym sercem i nie mogłam go uspokoić...
Mam nadzieję, że G. wybaczy mi kopniaka, którego mu dałam jak usypialiśmy (jeszcze przed koszmarem). Całe ciało zrobiło duży zryw. Tak silny, że G. dostał w piszczel. :( Nie chciałam... A śnił mi się w tamtym momencie tylko żywopłot i jabłko, które chyba wypadło mi z rąk.
nanii 2007-01-02 10:36:12
... tak, tak, tak..., oczywiście, robiłam test ciążowy ;) I nie, nie, NIE mieszka we mnie nikt oprócz mnie i mnustwa różnych bakterii ;)
...jeśli nie ciąża to co? Jest szansa na bezpłodność ;) ale i na raka (?)
No to zobaczymy po spotkaniu, tym razem, z panem Do-W-Cipnym :D
nanii 2007-01-02 21:55:59
*wruuuummmm, wrum wruuum....- ciekawe co to za dźwięk. Hmmmm...
*wruuummmm..., WRUUUMMM WRUM BRUuuuM....-ah tak. To ciężarówki kreacji. Wielkie. Ogromne. Wyładowane prezentami :) Jadą do mnie. Już widzę jak suną drogą. Nic nie może ich zatrzymać. (chyba, że coś lepszego ;) )
Zatem, przesyłam smsa kierowcy, że czekam. Wiem, że już jadą. I czekam. Z radością, herbatką i ciasteczkami. Z miłością i życzliwością ich powitam.
nanii 2007-01-04 22:18:28
była u mnie moja siorka kochana (Anula ma się rozumieć) z Patrycją :) Poszłyśmy na obiadek do Piramidy, a później domek, pogaduchy i takie tam. Pojechały dziś po południu. Ależ miło było. Bardzo mi tego brakowało. Zdążyły się pokłócić a ja rozstawiłam je po kontach tudzież przy drzewach;))
To był bardzo owocny czas. Poszłyśmy spać o 1:00
Anula może i jest prosta. Może nie potrafi samodzielnie prowadzić konwersacji sama ze sobą, tudzież ze wszystkimi naraz, nie potrafi również być w centrum cały czas, nie uśmiecha się przez 24h/dobę i nie czai się mówiąc to co ma do powiedzenia i właśnie dla tych wszystkich przyczyn uwielbiam ją najbardziej na świecie :) Wiem czego mogę się po niej spodziewać. Nie chowa i nie ukrywa niczego przed innymi. Mój umysł nie jest odruchowo w ciągłej gotowości do rozumienia ukrytych aluzji.
Odpoczywam przy niej. Właśnie dlatego też lubię ludzi.
nanii 2007-01-07 17:34:40
właściwie to cieszyć się powinnam. Kreacje przecież cudownie idą do finału.
Czemu zaczęło się pitolić w innych dziedzinach? Bo co? Poczułam się winna, że może nam się udać? Rozgorzała wieeelka bitwa klanu. Nie powiem, byłam zapalnikiem w pomieszczeniu pełnym gazu. G. nigdy nie widział mnie jako osoby krzyczącej w taki sposób i tak bardzo zdenerwowanej. Próbowałam to jakoś naprawić. Poskładać. Przedstawić swój punkt widzenia, aby go później wyjaśnić, zmienić - bo przecież głównym motorem produkcji gazu jest mój ojciec. Więc chciałam skonfrontować wersje wszystkich zainteresowanych. Nie udało się. Wyszłam tak czy inaczej na tą be. G. zaproponował całkowite odcięcie, olanie. Aby przestać tłumaczyć, poprawiać wersje gazownika, który kłamał i mącił. Skoro to i tak nic nie daje a słowom obraźliwym i, nie ukrywam, bolącym nie ma końca. Dlaczego teraz, w tym czasie stałam się zapalnikiem do mega bomby rodzinnej? Nie mogłam z tym poczekać do całkowitej materializacji tych cudownych kreacji? Co, było za duże natężenie energii stwórczej i chciałam ją gdzieś rozładować? Bo się przestraszyłam tego co idzie do mnie? No to mam. Albo i nie mam. Mam nadzieję, że kreacja z rozpędu wpadnie tak czy inaczej w moje progi. A rodzina? A poszła w pizdu. Przynajmniej jej część. Bardzo głośna część.
Chciałabym to przerwać. Tak całkowicie przerwać i zakończyć. Powiedzieć: sorry, nie interesuje mnie to już. Próbowałam to wytłumaczyć i naprawić. Zdaje się, że i tak każdy wyciągnął z tego co mówiłam to co chciał. Nie mam nic więcej do powiedzenia. Powiedziałam już wszystko. Nie zamierzam dać się zakrzyczeć krzykaczom. Moją intencją nie było wypluwanie tego co mi siedzi na żołądku, tylko skonfrontowanie wersji. Bo są różne. Ale skoro ma to wyglądać na arenę walk to ja dziękuję. Wypisuję się. Róbcie co chcecie. Między sobą. Mogę tak powiedzieć? Mogę tak zrobić?
Popsuło się. Po prostu się popsuło.
nanii 2007-01-09 12:19:39
wygląda "dogadanie się"?
Jak do tej pory myślałam, że chodzi o to, że każda ze stron przedstawia swój punkt widzenia, dochodzi do konfrontacji i weryfikacji. Tak było w przypadku Basieńki. Każda przedstawiła swoją wersję wydarzeń. Nie było oczerniania, chamstwa, złośliwości. Owszem, zapewne można to było tak odczytać. Ale obie wiedziałyśmy, że nie chodzi o nawalanie się i o przepychanki. Tylko o dojście do porozumienia. Dlaczego tutaj nie może być podobnie? Przedstawiłam swoją wersję i zamiast usłyszeć wersję z drugiej strony to zostałam zrównana z ziemią. Napisałam raz jeszcze o co chodzi. Dostałam odpowiedz. Już znacznie lepszą, ma oznaki chęci dogadania się. Tak mi się przynajmniej wydaje. Bo do tego jest dołożona cała gama złośliwości, wredoty, emocji i epitetów. Po co? Dlaczego z jedną osobą potrafię się świetnie dogadać, pomimo niezłego poplątania, a z inną już nie? G. stwierdził, że to dlatego, że ona po prostu nie chce się dogadać. Po prostu. Poczuła się zaatakowana i teraz broni się jak umie. A że umie w taki a nie inny sposób...
nanii 2007-01-09 13:02:21
Po tych wszystkich historiach dramatycznie telenowelowych moja nerwica przejęła stery w moim mózgu. Chyba nie zdawałam sobie sprawy, jak silnie zakorzeniły się te wzorce. Jak bardzo zaprzeczam sobie i temu kim w Istocie Jestem. Jak bardzo chcę jeszcze dopasować się do schematu "ludzkiego" i jak silnie walczą we mnie te płaszczyzny. Przeszło to już na plan fizyczny. Znaczy się na moje ciało. Skutki nerwicy przejęły nie tylko funkcje mózgowe, ale i zagnieździły się w sercu, w splocie, w brzuchu (jako takim). Ale ten na "B" ;) trzyma sztamę ze mną i podsuwał raz za razem narzędzia do zmian. Pierwsze podsunięcie olałam. Drugie również. Trzecie..., trzecie wzięłam i zastosowałam. Wzięłam te wcześniejsze i zabrałam się za ponowne przejmowanie sterów mojego życia (tudzież po prostu mojego ciała). Po południu ATL i OM, aby przestało boleć i abym mogła ponownie logicznie myśleć. Melisa była dzień wcześniej. Po późnym popołudniu obowiązkowe słuchanie zajęć Leszka o nerwicy. (lol) i jeszcze został mi jeden dzień do przesłuchania, gdzie główny temat to depresja (co się oczywiście wszystko łączy). Więc idąc za poradą położyłam się do sesji reberthingu. G. siedział niedaleko i pilnował ;) bo o uśnięcie nie trudno. Po zakończeniu wstałam i ... ja cię kręcę. Dwa razy w tygodniu, jak "lekarz" zalecił będę kładła się do porządnego oddychania. I nie ma uciekania i wykrętów! Nie ma co się oglądać na przeszłość. No. Szacuneczek do siebie musi być :)
nanii 2007-01-11 21:24:26
chciałam... a tak. Pamiętajcie moje dziatki... ten, tego..., no..., hmm,...,po owocach ich poznacie. taa.... Oratorzy słowem mamią lecz, by sprawdzić czy prawdę gadają, trza na owoce jakie rodzą spojrzeć. A na samym końcu i tak zostają tylko Ci prawdziwi. Ale i oni odejdą jeśli się ich odepchnie. Bo komu wierzyć w dzisiejszych czasach Panie? Ano jeno tym wypróbowanym. Bo nowy omami ładnym słowem. A starego zna się od podszewki - dobre i nie dobre strony. johh. Tak czy inaczej, no. Tego. Po owocach. Tak.
Jak nie wiesz co robić, Panie, to spójrz, Panie, czym drzewo obrodziło. Słuchaj serca głosu. Nie namiętności i pożądań. Panie.
A jeśli rada nie osiągnie celu, Panie..., to coż ja mogę. Idę swoją drogą dalej. A Ty, no,..., tego... Rób jak chcesz. Mi nic złego się nie stanie. A Tobie, dziecię moje, kij na drogę, aby podpierać się było łatwiej jak skończą się słowa i zacznie (enty)upadek.
nanii 2007-01-13 22:55:09
terapia przynosi efekty:) Już śpię lepiej i usypiam szybciej i nie mam natarczywych myśli o "sprawie" :)
A śniło mi się, że zaprosiłam do mojego domu moją dziewczynę (a jednak lesbijka;)). Dom był z bali, blisko lasu. Czułam ciepło i troskliwość, która biła od ukochanej. (ciekawe ciekawe. Wybadane mam, że moja "połówka" to kobieta:>). Okazało się, że mój dom był zajęty (za długa historia dlaczego), więc ona pogłaskała mnie czule po twarzy i powiedziała, abym się nie martwiła i że pójdziemy do niej. A już tak blisko było, aby powiedzieć rodzince, że jednak wolę kobiety :D
nanii 2007-01-14 10:03:30
...jest dla mnie ważne
Moje życie jest dla mnie ważne
MOJE życie jest dla mnie ważne
Moje ŻYCIE jest dla mnie ważne
Moje życie JEST dla mnie ważne
Moje życie jest DLA MNIE ważne
Moje życie jest dla mnie WAżNE
MOJE żYCIE JEST KURNA DLA MNIE WAżNE
Jestem cenna i ważna dla siebie
Jestem cenna i ważna dla siebie
Cholender jasna jestem cenna i ważna dla siebie!
moje moje moje
dla mnie dla mnie dlamnie DLAMNIE
ja jajajaja
dla siebie
ode mnie
dla mnie
ja dla siebie
dla siebie
moja uwaga dla mnie
moje zdolności dla mnie
moje odkrycia dla mnie
moje umiejętności dla mnie
moja czułość dla mnie
moje ciepło dla mnie
moja boskość dla mnie
moja mądrość dla mnie
moje rady dla mnie
mój gobelin dla mnie
mój szacunek dla mnie
moje dobro dla mnie
moje zdrowie dla mnie
mój blog dla mnie
moje życie dla mnie
...
Jak skończę ze sobą to podzielę się nadmiarem.
nanii 2007-01-16 11:20:55
no to jak ten "lekarz" już zalecił 2 razy w tygodniu tę sesyję reberthingową to dziś położyłam się grzecznie do oddychania ponownie (oczywiście również grzecznie ziółka piję. Dwa kubeczki dziennie:) ). Zdaje się, że przestałam oddychać tylko dwa, może trzy razy. (hihi, lepiej niż ostatnio). G. czuwał. Po jakiejś godzinie coś się zmieniło. Umysł stał się trochę inny. Jakby bardzo mocno świadomy. Dostałam tężyczki. I zaczęła się sesja regresingu. W sumie to sama sobie odliczałam, ale tak właśnie chciałam. Więc sesja przeszła po prostu cudownie. Uryczałam się jak bóbr. I odliczyłam co mi do głowy przyszło. A co mi nie przyszło też odliczyłam ;) I wywaliło to wszystko co uruchomiło ostatnio nerwicę.
Pamiętacie taki specyficzny stan podczas dobrej sesji, gdzie nagle wszystko staje się jasne i czywiste? Każda nasza intencja, decyzja, przyczyna i skutek w danym temacie jest widoczna jak na dłoni. A później okazuje się, że to wierzchołek góry lodowej, bo nagle poziom mętnych wód spada i widać od razu jeszcze więcej. No to tak było. Odliczałam, odliczałam i odliczałam :)
Czyli mam nadzieję, że ten temat już rozszyfrowany (oczywiście praca nad tym się nie zakończyła. Teraz trzeba zapełnić umysł pozytywami, aby w miejsce oczyszczone, starocie nie przyszły i nadal 2x w tygodniu oddychanie:)).
Po sesji głodna jak łoś :D Zjadłam kolację i MOMENTALNIE zaczęli gadać do mnie ludzie. Część z nich w temacie, który tylko spowodował u mnie uśmiech (a wcześniej ręce mi już opadały z bezsilności i też powodował reakcje nerwicowe) i ogólnie dobrze się ta rozmowa skończyła. Ktoś inny zaczął rozmowę również w "temacie", ale tym który dopadł mnie ostatnio! Normalnie zaczęłam zerkać z zaciekawieniem co z tego wyniknie:) oczywiście oba tematy pojawiły się na sesji (oczywiście:>)
I okazało się, że osoba, zupełnie nie znająca sytuacji, (mówię o telenoweli rodzinnej), zaczęła używać dokładnie tych samych słów, które między innymi wzbudziły we mnie burzę nerwicową. Tak patrzyłam sobie na to wszystko i moim pierwszym odruchem było zrezygnowanie z dalszej rozmowy. Bo nie było sensu. Totalne pole bitwy się zaczynało, a ja nie miałam na to ochoty. No to zrezygnowałam. I to było już w moim odruchu, a nie w przemyślanym dokładnie schemacie:) Suuuper :) A później zaczęłam się zastanawiać dlaczego po raz kolejny mnie to spotkało? Najpierw Dorota, a teraz on. I to te same teksty! (chociaż Dorocie dałam szansę na pełen popis, a tu zakończyłam już na początku). Tłumaczyłam sobie, że przecież sesja też ruszyła te tematy. Więc dlaczego pojawiło się to ponownie? Zaczęłam szukać. No i eureka! Bałagan jak nic. Może jednak powinnam poprosić G. aby sesję nadzorował, jak sobie sama robiłam. Bo pewnie powyciągałby to co umknęło mojej uwadze. Za to G. i tak mi pomógł później. Jak mu powiedziałam o co chodzi, podłapał temat i zaczął ciągnąć dalej. I zaczął się online z moją PS. Dobry jest :D Okazało się, że w momencie, gdy on coś powiedział trafnego momentalnie zapominałam co mówił. (sic!) Wiec grzecznie wzięłam kartkę i długopis i wszystko zapisałam. No, będzie trochę pracy.
Jeśli jeszcze raz ktoś oskarży mnie o ... (nie powiem o co, aby nie prowokować:P ), to najpierw urwę mu głowę i nasikam do środka, a później będę się zastanawiała co jeszcze zostało w tej mojej pięknej i nie docenionej główce do przetransformowania:)
nanii 2007-01-16 21:50:43
"Myśl jest czystą energią. Raz pomyślana, myśl pozostaje na zawsze twórcza"
nanii 2007-01-22 19:37:39
Pasja to nie oczekiwanie, oczekiwanie to nie pasja
"Pasja to zamiłowanie do przemiany bycia w działanie. Ona napędza tworzenie. Obraca koncepcje w doświadczenie.(...)
Nigdy nie wyrzekaj się pasji, gdyż to oznacza wyrzeczenie się tego, Kim W Istocie Jesteś i Kim Naprawdę Pragniesz Być. Osoba uduchowiona nie odrzuca pasji - odrzuca jedynie przywiązanie do skutków."
nanii 2007-01-22 19:40:00
"Prawdziwy Mistrz to nie ten z największą liczbą uczniów, a ten, który szkoli najwięcej Mistrzów.
Prawdziwy przywódca to nie ten, który ma najliczniejszych zwolenników, a ten, który wychowuje najwięcej przywódców.
Prawdziwy król to nie ten, który rządzi największą liczbą poddanych, a ten, który najliczniejszą rzeszę podnosi do rangi królewskiej.
Prawdziwy nauczyciel to nie ten, który posiada największą wiedzę, a ten, który przekazuje wiedzę największej liczbie.
I prawdziwy Bóg to nie ten, który stanowi Jedno ze sługami, a ten, który służy najliczniejszej rzeszy, przez co czyni Bogów z pozostałych.
W tym bowiem zawiera się cel i chwała Boga: aby Jego poddani przestali nimi być i aby wszystkim Bóg znany był nie jako niedostępny, lecz jako nieunikniony."
nanii 2007-01-22 19:42:37
Jesteś tym, kim myślisz, że jesteś. Jesteś ucieleśnieniem myśli o samym sobie
nanii 2007-01-22 19:43:54
"Większość ludzi tworzy związki uczuciowe z myślą o tym, co mogą zyskać, a nie co mogą wnieść.
Celem związku jest uwidocznienie tej naszej cząstki, którą postanawiamy okazać, a nie pojmanie i zagarnięcie wybranej cząstki drugiej osoby."
nanii 2007-01-22 19:48:52
Dziesięć Etapów Twórczej Samorealizacji:
Dziesięć Etapów Twórczej Samorealizacji:
1. Stworzyłem ciebie na obraz i podobieństwo Boga
2. Bóg jest twórcą
3. Jesteś istotą troistą. Te trzy aspekty swego bytu możesz nazywać, jak ci się podoba: Ojcem, Synem i Duchem Świętym; ciałem, umysłem i duchem; nadświadomością, świadomością i podświadomością.
4. Tworzenie to proces zachodzący na trzech płaszczyznach. Twoimi narzędziami są: myśl, słowo i czyn.
5. Wszelki proces twórczy zaczyna się od myśli ("Pochodzi od Ojca"). Następny etap to słowo ("Proście, a będzie wam dane, mówcie, a stanie się wam"). Tworzenie dopełnia się w czynie ("A Słowo ciałem się stało i mieszkało pośród nas").
6. To, o czym myślisz, ale czego nie wypowiesz, tworzy na jednym poziomie. To, o czym myślisz i o czym mówisz, stwarzasz na innym poziomie. To, o czym myślisz, o czym mówisz i co robisz, objawia się w twojej rzeczywistości.
7. Tworzenie jednak nie może się obyć bez udziału wiary, dlatego nieodzownym składnikiem jest pewność, wiedza. To absolutne przeświadczenie. To coś więcej niż nadzieja. To wiedza z całą pewnością ("Przez waszą wiarę zostaniecie uzdrowieni"). Dlatego etap czynu musi opierać się na wiedzy, jasności, absolutnym przeświadczeniu, uznaniu czegoś za rzeczywistość.
8. Ta wiedza łączy się z intensywnym, niesamowitym uczuciem wdzięczności. To dziękowanie z góry. W tym zawiera się sekret tworzenia: wdzięczność poprzedzająca stworzenie, dla stworzenia. Branie za pewnik to niechybna oznaka Mistrza. Wszyscy Mistrzowie wiedzą z góry, że dzieło się wykonało.
9. Czcij swe stworzenie i raduj się nim. Odrzucenie jakiejś jego cząstki równa się odrzuceniu cząstki siebie. Cokolwiek ukazuje się jako przynależne do twojego tworu, uznaj to za swoje, błogosław mu i dziękuj. Nie potępiaj go, gdyż to znaczyłoby potępienie siebie.
10. Jeśli stwierdzisz, że jakiś twój wytwór nie jest ci przyjemny, bądź dlań wyrozumiały i po prostu go zmień. Wybierz na nowo. Powołaj nową rzeczywistość. Pomyśl coś nowego. Wypowiedz nowe słowo, uczyń nową rzecz. Zrób to w wielkim stylu, a reszta ludzi pójdzie za tobą. Proś ich o to. Wezwij ich. Powiedz: "Jam jest Życie i Droga, idźcie za mną."
nanii 2007-01-22 19:51:04
jak zrobić z cytryny lemoniadę?
"Jak [dusza] może wzlecieć, jeśli nigdy nie upadła? Skąd może znać ciepło, jeśli nie poznała zimna, dobro, jeśli nie uznaje zła? Przecież dusza nie może wybrać, czym chce być, jeśli nie ma z czego wybierać."
nanii 2007-01-22 19:54:18
"Nie jest zadaniem Boga wpływać na warunki czy okoliczności twojego życia. Bóg stworzył ciebie na obraz i podobieństwo Boga. Ty dokonałeś reszty, za sprawa mocy, jaka nadał ci Bóg. Bóg puścił w ruch proces życia, lecz wyposażył cię w wolną wolę, abyś mógł postępować w życiu, jak uznasz za stosowne"
nanii 2007-01-22 19:57:30
jak nazwać ludzi, którzy budują "swoją rację duchową" na kłamstwie? Ludzi, którzy, aby potwierdzić swoje "oświecone" teorie używają podstępu, krętactwa i manipulacji słowem?
nanii 2007-01-26 09:45:25