napisałam wielgaśna notkę na temat zazdrości.
Zdaje się, że jest nieaktualna.
O. pięknie powiedział, że są chwile, w których rozwój duchowy wylatuje przez okno.
I chyba właśnie tak jest teraz.
Nie wiem nic.
nanii 2007-05-02 23:40:03
Pierwotne zranienie. Przyszło do nas, a my je powielamy, podporządkowując mu praktycznie całe życie, aby odczuwać ten charakterystyczny dla każdego z osobna ból. Co najczęściej przez wasze życie się przewijało? Jakie zdarzenia się pojawiały powodując to samo zranienie wciąż i na okrągło? Jakie za każdym razem podejmowaliście z-n-o-w-u te same decyzje?
U podstaw depresji jest właśnie to pierwotne zranienie. Taka osoba wciąż podświadomie szuka rozwiązania i uzdrowienia, ale gdy ono jest już coraz bliżej to ucieka przed nim.
Gdy tylko zbliżałam się tak bardzo do Światła, gdy tylko moje zdolności zaczęły przejawiać się łatwo i swobodnie, gdy tylko mój dzień to była jedna wielka modlitwa, dochodziłam do momentu, gdzie "coś" powodowało u mnie ogromnie silny ból psychiczny, pierwotne zranienie. Im więcej światła tym bardziej bolało. A TO MIAŁO BOLEĆ!(?)...-ucieczka
To musi boleć. Kiedy dochodzimy do pierwotnego zranienia nie łudźmy się, że to będzie jakaś popierdułka, z którą poradzimy sobie bez problemu, tudzież góra tydzień. To działa inaczej. Te wszystkie pochodne pierwotnego bólu (PB) to tylko maski, nakładki, odbicia, lustra, udawanie. PB jest inny. Tam nie można udawać. Najczęściej za bardzo boli i uciekamy.
więc czując kolejny atak uciekania w nieświadomość (aby tylko nie bolało), zaczynały się kolejne zjazdy. Zachłanność na mięso, alkohol, nieciekawe towarzystwo, dowalanie sobie podejmowanymi decyzjami. Aby tylko zjechać, aby tylko uciec do tego echa PB, bo nieświadomość jest bezpieczniejsza, bo mniej boli. Bo małe bóle mniej bolą.
Nie jadłam mięsa, nie piłam, odchodziłam od toksycznych ludzi - to też bolało. Bo walczyłam sama ze sobą nie transformując a gwałcąc. To też powodowało ból. Tak czy inaczej zjazd. Znieczulenie. Nie czucie. Wystarczyło. Bo przecież o to chodziło
Im bardziej oddalamy się od siebie tym bardziej będzie bolało. A my nie chcemy, aby bolało. A to i tak ciągle powraca, dopomina się uzdrowienia. Co robimy? Budujemy kolejne warstwy masek ochronnych (niby przed innymi... - ta, jasne), murów, barykad - aby tylko znowu nie bolało. Przyciągamy do siebie "małe" zranienia, aby tylko nie uświadomić sobie tego co zraniło początkowo. Jeśli przez chwile poczujemy się bezpiecznie, lekko uchylamy wrota do nas samych (co i tak jest uchyleniem bram do kolejnej maski), obrywamy, znowu się zamykamy. Kolejna warstwa osobowościowa. Budujemy osobowość matki, żony, męża, kochanka, pracownika, przyjaciela, mężczyzny, kobiety, osobnika czułego, ciepłego, z otwartym sercem, delikatnego, wrażliwego, lub zamkniętego i mrocznego oraz wiele innych. Wszystko po to, aby nie dotrzeć do pierwotności nas samych. A tam kryje się bolesne pierwotne zranienie. W pewnym momencie zdajemy sobie sprawę, że tych osobowości, masek jest zbyt wiele. Zaczyna nam to ciążyć. Boleć. Coraz mniej siły i coraz większe zmęczenie. Aby utrzymać udawanych nas trzeba naprawdę wiele energii w to włożyć. Czujemy się coraz słabsi. Coraz bardziej zmęczeni.
Wtedy reakcji jest kilka. Często odzywa się depresja. Zniechęcenie. Część ludzi zamyka się w 4 ścianach, przed monitorem, uciekając od ludzi, aby tylko nie musieć znowu udawać..., nie wiedząc, że udawanie się nie skończyło. Udajemy przed nami samymi. To jeszcze bardziej boli. Okłamywanie innych nie jest aż tak trudne po wielu latach praktyki. Najtrudniej jest oszukać siebie, bo w głębi i tak wiemy, że to wszystko to kłamstwo i udawanie. Deprecha pogłębia się. I teraz są dwa rozwiązania. Albo odbijemy i pójdziemy w górę łudząc się, że będzie już dobrze, albo szykujemy mocny sznur (tudzież kto co lubi najbardziej) i od nowa odzwyczajamy się od pieluch.
Napisałam, że łudzimy się, że tym razem nie cofniemy się, bo jak tylko już będzie tak dobrze i miło, świadomość ponownie wskoczy na wyżyny, ponownie zaczniemy być twórcami, scenarzystami naszego życia, to nasza WJ stwierdzi: "o, już jest dobrze, z pewnością tym razem sobie poradzi i uzdrowi" i ciach. Znowu dostajemy w dupcię. I znowu a piać od nowa. Ze strachu przed bólem.
Rozwiązanie?
Nie uciekać. Przecież będąc bliżej światła jest łatwiej. Mając wysoką samoświadomość jest łatwiej uzdrowić. Nie uciekać. Czy łatwo jest nie uciekać? Zwierzęta dobrze wiedzą czym może się skończyć nie słuchanie instynktu ;)
Nie wiem. Rozwiązanie jest dla mnie teorią. Dotrzeć do przyczyn bólu nie jest chyba aż tak trudno. Uzdrowić..., może też nie. Tylko musi coś w nas zaskoczyć, że można to uzdrowić, że to będzie dla nas bezpieczne. Sama nie wiem.
nanii 2007-05-04 10:05:40
*tu jest miejsce na twoją reklamę*
Długo niepisane, dużo się działo, nienawidzę, frajerka.
nanii 2007-05-21 11:17:49
Świetny wokal, tekst. Może nie koniecznie wykonanie. A może wykonanie jednak również pasuje do tekstu? Taki obłęd jakby.
Spadam - Coma
Spadam
Powoli spadam
W korytarze świateł
W pomruki znaczeń
Spadam
Jakby nie było
Całego świata
Jakby nie było nawet mnie
Nawet mnie...
Spadam
Pomiędzy zdania
W niedorzeczności
bez wahania
Spadam
Chroni mnie wiara
Niech będzie chwała Bogu
A w mojej duszy spokój
Spokój...
Spadam
Co się wyprawia?
Cały w spadaniu
Cały ze światła
Spadam
Jaka zabawa
Jaki tu spokój
Równowaga
Spadam
Nie czuję ciała
I tylko błagam
O łaskę trwania, jeszcze
Spadam
Zostaniesz sama
A może to mój chory sen?
A może śmierć?
A może nie ma
Nie, nie ma
Może nie ma mnie?
Nie, nie, nie, nie, nie, nie
Sen?
A może śmierć?
A może nie ma
Nie ma, nie ma, nie ma
Nie ma mnie?
Nie, nie, nie, nie, nie, nie
Sen
Śmierć
A może nie ma, nie nie ma
Może nie ma mnie
Nie, nie, nie, nie, nie, nie...
nanii 2007-05-21 11:33:49
Leszek Żukowski - Coma
CZASAMI WOLĘ BYĆ ZUPEŁNIE SAM
NIEZDARNIE TAŃCZYĆ NA GRANICY ZŁA
I NAWET STOCZYĆ SIĘ NA SAMO DNO
CZASAMI WOLĘ TO NIŻ CZUŁOŚĆ WASZYCH OBCYCH RĄK
POSIADAM WIARĘ W NIEMOŻLIWĄ MOC
POTRAFIĘ JEŚLI CHCĘ ROZŚWIETLIĆ MROK
MOGĘ PORUSZYĆ WAS NA KILKA CHWIL
TYLKO ZROZUMCIE KIEDY ZECHCĘ ZNOWU Z SOBĄ BYĆ
NA PEWNO CZUŁEŚ KIEDYŚ WIELKI STRACH
ŻE OTO MIJA TWÓJ NAJLEPSZY CZAS
BEZRADNOŚĆ ZNIOSŁA CIĘ NA DRUGI PLAN
CZEKANIE SPRAWIA ŻE GORZKNIEJE CAŁA SŁODYCZ W NAS
OGROMNY ZGRZYT ZNIECZULA NAS NA SZEPT
TAK TRUDNO ZNALEŹĆ DROGĘ W CIEPŁY SEN
SŁOWA ZLEWAJĄ SIĘ W FAŁSZYWY TON
GDY NADWRAŻLIWOŚĆ JEST JAK BILET W JEDNĄ STRONĘ STĄD
OKŁAMALI MNIE Z NADZIEJĄ ŻE
UWIERZYŁEM I PRZESTANĘ CHCIEĆ
MUSZĘ LECZYĆ SIĘ NA BÓL I STRACH
GDZIE JEST CZŁOWIEK KTÓRY Z SIEBIE SAM POKAŻE MI JAK
KTO POKAŻE MI JAK ?
CZASAMI WOLĘ BYĆ ZUPEŁNIE SAM
NIEZDARNIE TAŃCZYĆ NA GRANICY ZŁA
I NAWET STOCZYĆ SIĘ NA SAMO DNO
CZASAMI WOLĘ TO NIŻ CZUŁOŚĆ WASZYCH OBCYCH RĄK
POSIADAM WIARĘ W NIEMOŻLIWĄ MOC
POTRAFIĘ JEŚLI CHCĘ ROZŚWIETLIĆ MROK
MOGĘ PORUSZYĆ WAS NA KILKA CHWIL
TYLKO ZROZUMCIE KIEDY ZECHCĘ ZNOWU Z SOBĄ BYĆ
ZNOWU Z SOBĄ BYĆ...
NA PEWNO CZUŁEŚ KIEDYŚ WIELKI STRACH
ŻE OTO MIJA TWÓJ NAJLEPSZY CZAS
BEZRADNOŚĆ ZNIOSŁA CIĘ NA DRUGI PLAN
CZEKANIE SPRAWIA ŻE GORZKNIEJE CAŁA SŁODYCZ W NAS
OGROMNY ZGRZYT ZNIECZULA NAS NA SZEPT
TAK TRUDNO ZNALEŹĆ DROGĘ W CIEPŁY SEN
SŁOWA ZLEWAJĄ SIĘ W FAŁSZYWY TON
GDY NADWRAŻLIWOŚĆ JEST JAK BILET
W JEDNĄ STRONĘ STĄD
NICZEGO NIE BĘDZIE ŻAL...
OKŁAMALI MNIE Z NADZIEJĄ ŻE
UWIERZYŁEM I PRZESTANĘ CHCIEĆ
MUSZĘ LECZYĆ SIĘ NA BÓL I STRACH
GDZIE JEST CZŁOWIEK KTÓRY...
...NICZEGO NIE BĘDZIE ŻAL
nanii 2007-05-23 09:51:43
powoli wychylam główkę.
Może to dzięki radosnej celebracji życia (czytaj: seks), a może przez rozmowę z moją największą manifestacją ograniczeń na ten czas. Obecnie każdy mój przejaw pozytywnego działania, mający zaprowadzić mnie do pozytywnych zmian w moim życiu kończy się fiaskiem. Ale jakimś zadziwiającym trafem nie dołuje mnie to ani nie zniechęca.
Wyłożyłam sobie karty (ależ dawno tego nie robiłam), aby dowiedzieć się o stanie obecnym w moim życiu (było to noc po oczyszczającej rozmowie z G., któremu powiedziałam, że nie daję rady i odchodzę), a tu świat manifestujący się poprzez moją kartę powiedział mi wszystko to, co się zadziało, podpowiadając, że zmiany już się rozpoczęły, oraz napominając co się zdarzyło i co miało wpływ na mnie. Zachęcona trafnością wypowiedzi wyciągnęłam kartę mówiącą o mojej przeszłości. Hm. Albo miałam niesamowicie dobry dzień na kontakt z kartami (PS czy jakkolwiek, skądkolwiek czerpane są informacje), albo to tylko przypadek;) Trafność opisująca moją przeszłość była 100%. Co się działo, dlaczego, skąd, dokąd to zmierzało, co miało wpływ, jak się czułam itd. Zachęcona wyciągnęłam kartę mówiącą o przyszłości. Przyszłość lansuje się dość..., powiedziałabym niebiesko. Czyli trudności trudnościami, ale jeśli przytrzymam się i zadziałam tak jak radziła karta na teraźniejszość, to dam radę :)
I w ten oto enigmatyczny dość sposób kreuje się mój obecny świat. Dam radę.
nanii 2007-05-25 11:04:00
no to się zaczęło :D
dobrze się dziać oczywiście ;D
Wczoraj, po "Piratach z..." spotkanie u Sylwuni. Tak. Właśnie. U TEJ Sylwuni, która 4 lata temu robiąc mi sesje, w sumie, tak jakby, uratowała mnie od zjazdu psychicznego. Bycie wtedy u niej przez 6 godzin na rozmowie w połączeniu z sesją, tudzież raczej na sesji w połączeniu z rozmową, odkłamało moje życie i wskazało kierunek, którego byłam pewna i którego się nie bałam.
Byliśmy tylko na momencik. Miała jechać z G. na RSR i mieliśmy sprawdzić jej pojazd. Okazało się w konsekwencji, że nie jedzie, ale to nie przeszkadzało nam rozmawiać do 23:15 :D
Owoce tej rozmowy?
A oczywiście, że owoce są :D
1. Owoc - zaproponowała sesję na wymianę. Będziemy miały cały przyszły tydzień na ostrą pracę w temacie, uwaga, uwaga, nerwica-depresja :D Właśnie jest na etapie omawiania tego samego w sobie :) Normalnie cudowność:D
2. Owoc - jest sposób naturalny na wyleczenie mojej choroby/przypadłości/czegoś cosięzdarza/czegoś na co byłam leczona dwukrotnie już, poddawana nieprzyjemnym zabiegom prądowym/ czegoś co wciąż wraca. :D I to ucieszyło mnie ogromnie. Mogę to wyleczyć bez kolejnych nienaturalnych "rzeczy" wprowadzanych w moje ciało :D
3. Owoc - dowiedziałam się dużo na temat tajemniczych drożdżaków :) Ktoś przechodzi na dieeetę oczyszczającą, ktoś przechodzi na dietę oczyszczającą - JA ;D i G. też :D
4. Owoc - Sylwunia zamierza od września rozpocząć prowadzić zajęcia :D jeeeeeeeee :D Nareszcie. Już dawno miałam ją o to zapytać. Prosto, konkretnie, bez zbędnych słów. Inspirująco i rzeczowo :D w samo serce :) To w skrócie zajęcia u Sylwuni :D
4. Owoc - nie jestem sama - jest ratunek, którego boję się przyjąć. Ale przyjmę dając i biorąc. Dzieląc się.
5. Owoc - ... jesteśmy bardzo podobne do siebie. Byłam aż zadziwiona znajdując tyle podobieństw jako osobowości. Z drugiej strony różnice też są. Nieważne. Na ten czas i na tę chwilę nasze podobieństwa przyciągnęły nas do siebie dając szansę na uzdrowienie.
i kilka innych Owoców, których zapewne nie zauważyłam. Ale są i zadzieją się w odpowiednim momencie :)
aha. Nie podobało mi się zakończenie Piratów. Ogólnie był ok, chociaż czasem przybierał formę lekkich absurdów, tudzież amerykańskich zagrywek :) Nie kupię oryginału, ale cieszę się, że obejrzałam :D
Koniec tych uśmiechów, bo mnie już szczęka boli ;)
nanii 2007-05-26 10:01:26
a światło i tak dopada-nie ma ucieczki;)
- witaj Sylwiu, ja dzwonię w sprawie naszego spotkania
- tak?
- no bo ja chyba zrezygnuję z sesji
(...)
i tak dalej i tak dalej. Każde słowo, mówiące o uciekaniu ona przeinaczała tak, że to jest bardzo dobry temat na sesje i pracę z tym. Chciałam zrezygnować, a ona zaczęła się chichrać mówiąc, że czuła mój opór, gdy mi to proponowała, jednak ona nadal jest chętna i otwarta na pracę ze mną, wie, że przyniesie jej to wiele korzyści i mi zapewne też. Rozmawialiśmy przez siedem minut i przez ten czas dowiedziałam się tyyyyyyyyyyyyyle o sobie. To zadziwiające, ale kiedy ona mówi najprostszą afirmację, czy mówi jak wygląda problem to tak jakby mówiła DO MNIE. Może bierze się to stąd, że ludzie z taką świadomością, gdy mówią, to DOKŁADNIE wiedzą co mówią i dlatego ma to głębokie odbicie, a gdy słyszę to samo od innych to są to tylko słowa, słowa bez przekazu.
Z wysiłkiem i wbrew krzyczącemu głosowni we mnie, który powiedział, że nie chce zmian, powiedziałam:
- No to proponuję wtorek. O której możesz?
Koniec końców jestem z nią umówiona. Po rozmowie miałam milion myśli w głowie, na ustach i wszędzie. Opory, lęki i takie tam. Fajnie, że był O. Słuchał i gadał ze mną, ciągnął to co miałam w środku, aby wyjrzało i okazało się iluzją. Po tej pogadance zrobiło mi się nawet fajnie, napisałam Sylwii smsa podziękowaniowego i poszliśmy do O. Gdy wróciłam do domu, zjadłam maleńką przekąskę przedobiadową zaczęłam się modlić o uwolnienie od oporów, o inspiracje, zaczęłam wypełniać się światłem iii pobiegłam do kibelka. Silny ból brzucha, i chyba nie zostało mi już nic w jelitach co warte byłoby wspomnienia;)
Później zmęczona jak łoś po tym incydencie usnęłam na fotelu. Baaaardzo to dziwne. Gardło nawala. Ucho też. Mam jeszcze trochę czasu na puszczenie tych oporów. Jestem zdecydowana załatwić sprawę do końca. I tak właśnie zrobię.
nanii 2007-05-28 18:29:12
Przybyłam (w środę, nie we wtorek) ;) do Sylwii o 12 (lekko przed). Wyszłam o 24:15.
Ponad 12 godzin pracy nad sobą. Ciągłej i miejmy nadzieję skutecznej. A właściwie to nie mam nadziei. Mam pewność, że skutecznej. Dawno nie miałam takiego skumulowania energii, siły, chęci. Do życia, do działania, do czucia, do pracowania. Czuję się jeszcze lekko zagubiona. Tyle rzeczy. A tak naprawdę każda z nich łączy się w to samo. Wychodzę na prostą. I miejmy nadzieję, że tym razem nie cofnę się przed samym szczytem.
Rysowałyśmy nasze maski :) a później modlitwa, później sesja. Ja pierwsza. Później zamiana. Sesja dla Sylwii. Później modlitwa.
Na dziś mam zaproszenie ponowne. Tym razem popołudniu. Ale wydaje mi się, że nie dam rady. Za dużo rzeczy wyszło, ogromny natłok informacji. Chcę to ogarnąć, chcę pospacerować. Pomyśleć. Dużo wspólnych rzeczy miałyśmy. Dużo podobieństw sytuacji, podobne wzorce. Dużo tego. Noc miałam prawie bez snów. Nie mogłam usnąć, a rano po obudzeniu, po 5 godzinach snu obudziłam się nie pamiętając żadnej nawet poświaty snu, (co mi się naprawdę rzadko zdarza). Później usnęłam jeszcze na 2 godzinki, tym razem ze snami. W jednym z nich czyściłam kibelek. Po umyciu był bialutki i lśniący. Za to szczotka do mycia była czarna i ciężka. Pomyślałam, że żałuję, że nie mam szczotki, którą miałam na starym mieszkaniu. I że nie chcę tej. I że ją wyrzucę. Kupię nową :)
I tym optymistycznym i jakże ciekawym snem, zakończę mój dzisiejszy wywód. :)
nanii 2007-05-31 11:55:26
Coma - Pasażer
A JEŚLI W IMIĘ BOGA ZECHCESZ IŚĆ
ZOSTAW PO DRODZE NIEPOTRZEBNY KRZYŻ
MIŁOŚCI, NADZIEI NAŁADUJ W KIESZENIE I CHLEB
POTEM IDŹ GDZIE CHCESZ
AŻ NAJMNIEJSZA Z DRÓG
DOTKNIE TWOICH STÓP
WTEDY STAŃ NA NAJWYŻSZEJ Z GÓR
I POŁKNIJ WIATR BYŚ WYKRZYCZEĆ MÓGŁ
JA TAŃCZĘ, A NIEBO, NIEBO GRA
JA ŚPIEWAM, PRZE-NIEBIESKI CZAS
A KIEDY ROZDASZ NAJCIEPLEJSZY SZEPT
GDY PRZEWĘDRUJESZ KAŻDY MAŁY SENS
POMYŚLISZ ŻE TAK, ŻE WYPEŁNIŁ SIĘ CZAS
TO OSTATNIA Z DRÓG
SZUKA TWOICH STÓP
TERAZ STAŃ NA NAJWYŻSZEJ Z GÓR
I POŁKNIJ WIATR BYŚ WYKRZYCZEĆ MÓGŁ
JA TAŃCZĘ, A NIEBO, NIEBO GRA
JA ŚPIEWAM, PRZE-NIEBIESKI CZAS
JA TAŃCZĘ, A NIEBO, NIEBO GRA
JA ŚPIEWAM...
nanii 2007-05-31 12:08:45