jakiś czas temu.
Wchodzę do kościoła z siostrą Anią. Coś się dzieje. Chcę wyjść. Zaczynają się przeszkody. Sen ma swoje własne plany. Chce zmęczyć i dobić. Miałam już tyle razy takie sny, że wiem, jak z nich wyjść. Ostatnia migawka, to szpital, gdzie leżą martwe zawinięte w worki niemowlęta. Nie żyją. Nie chcę, aby Ania je widziała, bo zaczynała się przejmować. Dotknęłam te dzieci, aby zasłonić, a one zapłakały. Z-martwych-wstały.
nanii 2007-07-01 22:28:54
bardzo lubię ludzi.
Są jak nie koniecznie skomplikowana książka, o lekkiej fabule. Czasem z zaskakującym zwrotem akcji. I to ich mgliste spojrzenie. Jakby żyli za zasłoną swoich własnych iluzji.
Lubię ludzi.
Grają rolę swojego życia. Naprawdę się starają. Są scenarzystami, aktorami, reżyserami.
Lubię ludzi.
Są gotowi poświęcić swoje dusze za Oskara Oskarów. W większości nie mają wolnego od pracy jaką sobie przydzielili. Dzień w dzień kolejne maski, role, scenariusze do odegrania. Czasem odgrywają po raz enty te same sceny.
Lubię ich.
Nigdy nie wypadają z roli, a jednocześnie łatwo przechodzą z jednej sceny do drugiej, ani na chwilę nie pokazując swej prawdziwej twarzy, aby ktoś postronny nie powiedział, że się nie nadają "do życia".
Lubię ludzi.
Czasem gram w ich filmach. Niektóre mi się nie podobają. Idę grać gdzie indziej, gdzie gaża za rolę jest wyższa. Nie gram za free. Nie chcę dopłacać. Gram, jeśli widzę korzyści. Zbieram kasę na mój własny film. Bycie producentem to ciężka, choć naprawdę przyjemna praca.
Lubię ludzi.
Czasami czytam scenariusze ich życia. Tak z ciekawości, albo dla sprawdzenia, czy jest tam jakaś rola dla mnie. Czasem ją znajduję. Wchodzę w rolę, nie tracąc pamięci Jestem. Wchodzę i gram.
Nie jestem najlepszym graczem. Nie często chcą mnie zatrudniać. Mówią, że nie uczę się tekstu, że nie umiem grać wg tego co zostało wcześniej ustalone. Mówią, że psuję im koncepcję. Nie potrafią grać ze mną. Nie trzymam się scenariusza.
I tak lubię ludzi.
Za ich wytrwałość w trzymaniu się roli. To co nie pasuje, wymazują. Mają wtedy taką mgłę w okolicach głowy. Wymazują i dla nich nic poza aktualnie stworzonym porządkiem świata, chociażby trzymającym się na bardzo cienkich nitkach realności, nie istnieje. Zazdroszczę im tego. Czasem próbuję się tego nauczyć. Tej mgły. Nie wychodzi mi. Muszę jeszcze poćwiczyć.
Mówi się, że po pewnym czasie aktor staje się postaciami, które grał. Zaciera się linia pomiędzy tym kim jest i maskami, które zakładał przez wieki. Potrafi być Alicją w krainie czarów, Kopciuszkiem, dzielnym Lancelotem, a nawet okrutnym Hao, mającym za nic ludzkie istnienie. Wszystko w krótkich odstępach czasu. Przejścia z jednej roli do drugiej są płynne. I żadna z postaci aktualnie grająca nie pamięta i nie wie o istnieniu tej drugiej. Czasem złoszczę się na siebie, że nie zapominam. Pamiętam role i wypowiedziane sekwencje. Nie umiem być jednocześnie osłem i Shrekiem. Nie zapominam. Tego kim Jestem.
nanii 2007-07-02 17:51:08
... i może właśnie dlatego, Bóg sam napisał dla mnie scenariusz. Powiedział: dam ci narzędzia, pieniądze, ludzi. A ty bądź. Bądź rolą na to życie. Nie zabraknie ci niczego.
Ogarnęły mnie smutki. Skąd będę wiedziała, że nie odbiegam od scenariusza?
Odpowiedź była prosta: Im łatwiej wszystko będzie się działo, tym bardziej możesz być pewna, że scenariusz jest dobry.
Pomyślałam chwilę... Kim będę ja?
A kim masz być? Sobą. Nieprzerwanie. Rola jaką masz do odegranie to bycie całkowicie i do końca sobą.
Ale presja :( Boję się zatracenia w roli.
Jeśli tak poczujesz - zrezygnuj.
...
I dostałam kolejny prezent, podarunek, możliwość.
Z jednej strony nie czuję euforii, a z drugiej czuję jakieś dziwne "zgadzam się". Przecież to normalne, przecież dostałam to o co prosiłam. A podziękowałam już za to znacznie wcześniej i radość z tego, że to dostanę też już była. To jest tak jakby dalszy ciąg.
Chcę pozwolić energii płynąć.
nanii 2007-07-02 18:22:23
fajna data ;)
Chciałam powiedzieć, że dobrze się wiedzie. Mi.
Klawiki bolą jak smok. Ale już nie wszędzie.
Plecy mam już proste. Łopatki się wyrównały (mogę swobodnie wykonywać pozycje jogi, które sprawiały mi trudność), miednica również cofa się na swoje miejsce. Prostuję mój kręgosłup, moją podstawę, moją podporę na to życie. Wdowi garb też już odszedł w zapomnienie. Wzmacniam moje wsparcie fizycznie i duchowo.
W sumie schudłam już 3,5 kilo :D
Zostało 2,5
Pestka :D
Obecnie próbuję oczyścić moje intencje do posiadania własnej firmy. Mam na to jakieś 3 miesiące. Myślę, że jestem na dobrej drodze.
No i w ogóle, z okazji tej pięknej daty, która kryje znacznie więcej niż pokazuje ;) puściłam totolotka :D Zobaczymy wieczorem
To wszystko na dziś :)
nanii 2007-07-07 17:37:15
jestem chorągiewką. Wietrze wiej. W piz*** to rzucę i ucieknę. Jak zwykle. A co złego jest w uciekaniu? To, że zawsze będę uciekać.
Nie umiem inaczej już.
Wylosowałam kartę z myślą "Boję się. Poradź co z tym zrobić" Karta powiedziała, że boję się otwierać bramę, bo jest założony łańcuch; że odczuwam strach przed działaniem; bo boję się, że mi się nie uda; że to jest skazane na porażkę; taka syzyfowa praca. Więc już z góry dopada mnie zniechęcenie i słabość. A okazuje się, że przez to całe "strachowanie" się nie zauważam, że tak naprawdę łańcuch nawet nie jest zapięty.
Boję się jak diabli.
nanii 2007-07-08 22:15:33
Kłamstwo jest jedyną ucieczką słabych.
-Stendhal (Henri Beyle)
Być wolnym, to móc nie kłamać.
-Albert Camus
Kto zna tylko jedną prawdę, musi wiele kłamać.
-Gabriel Laub
Są ludzie, którzy wolą raczej nic nie ukrywać niż musieć kłamać; ludzie którzy wolą raczej kłamać, niż nie mieć nic do ukrycia. I ludzie, którzy lubią i kłamstwo i tajemnice.
-Albert Camus "Upadek"
Każdy obywatel ma obowiązek umrzeć za ojczyznę, nikt nie ma obowiązku kłamać dla niej.
-Charles Louis de Secondat de Montesquieu (Monteskiusz)
Piękne kłamstwo? Uwaga! To już twórczość.
-Stanisław Jerzy Lec
Nie kłamstwa, lecz bardzo subtelne fałszywe uwagi wstrzymują pochód prawdy.
-Georg Christoph Lichtenberg
Największą karą dla kłamcy jest nie to, że ktoś mu nie wierzy, ale to, że on sam nie potrafi uwierzyć nikomu.
nanii 2007-07-18 13:22:37
drogi życia, praca, firma i takie tam
ja naprawdę nie wiem co robić.
Zrobiłam analizę porównawczą związku z Sylwią. Jako partnera do interesów. Wyszły bardzo wysokie noty. Byłybyśmy bardzo dobrymi partnerami również do życia:)Seksualnego ;)
Jednak tu chodzi o coś innego. O własną działalność gospodarczą. Wiele rzeczy, które początkowo by mnie obciążały (gdybym zakładała firmę sama), odpadają. Nie muszę się obawiać comiesięcznej opłaty składkowej dla państwa. Będzie mi się też liczyło do emerytury ;) W najgorszym wypadku zawieszam jej działalność i już. Koniec. Co zyskuję oprócz wspomnianej "emerytury" (w którą tak nawiasem mówiąc i tak nie wierzę)? Legalność moich zarobków, możliwość dofinansowania od państwa, UE na rozwój firmy, możliwość wpisywania jako "koszty" szkoleń, kursów, benzyny, rachunków za telefon itd itp. Zyskuję też rzeczy bardziej "nienamacalne". Ale o nich mi się nie chce teraz pisać ;)
A do czego zmierzam?
Ano do tego, że w jakiś sposób nie chcę tego. Z jednej strony chcę, bo tak ewidentnego prowadzenia boskiego nie można pomylić nawet z własną chęcią wykreowania czegoś podobnego, a z drugiej strony...- ja tego nie znam. To jest dla mnie obce. Tak jakoś mi się myśli, że wolałabym pracę na etat (nanii uchyla się przed ewentualnym atakiem ze strony etatowców, którzy marzą o samodzielnej firmie). Są plusy pracy etatowej. I taką przynajmniej znam. A własna firma? ...
To jest strach przed nowością. Lepiej siedzieć i wybierać kupę, bo ją przynajmniej znam. Nawet jeśli nowość miałaby mi przynieść TYYYLE radości, dostatku itd. :(
Nie chcę przegrać.
Życia.
Wiem, że możliwe jest znalezienie pracy etatowej, gdzie jest coś takiego jak szacunek do pracownika, jak możliwość rozwoju, jak dbanie o to, aby było mi dobrze, bo tylko wtedy firmie będzie dobrze. Nowoczesne, poprawne spojrzenie na firmę, którą tworzą ludzie. Pracowałam już w takiej pracy. W Londynie. Tam zobaczyłam, że możliwe jest bycie szanowanym i zarabianie fajnych pieniążków. ... Czemu nie potrafię tego odnaleźć w Polsce? Czemu nie potrafię uwierzyć w to, że to jest możliwe?
Gdybym miała do wyboru, pracę na podobnym poziomie psychofizycznym jak w L. to nie miałabym dylematu co wybrać. Nie zakładałabym firmy. Moją firmą stałaby się cudza firma. Że zarabiałabym na kogoś? I co z tego. Puki mi się to też opłaca, to co w tym złego? Rozwój finansowy, emocjonalny, intelektualny. To jest możliwe. I dla firmy, która jest mi w stanie to zapewnić jestem gotowa użyć wszelkich moich zdolności i umiejętności. A uważam, że mam do zaoferowania dużo. Dlaczego nie?
Mam wrażenie, że mam gdzieś wpisane dwie drogi życia (znaczy się, to jest trochę bardziej pogmatwane, ale nie chce mi się o tym pisać ;)) I jak stawałam przed wyborem szkoły miałam do wyboru pracę z umysłem, albo z techniką. Obie ścieżki byłyby korzystne dla mnie i dla społeczeństwa. Nie wybrałam żadnego z tych :/ grr
Teraz widzę, że to był błąd. Trzeba było olać stękanie rodziców i iść na to co chcę. :(
I co teraz?
Kupa.
Podejrzewam, że nie jest za późno. Po prostu odwlecze się w czasie. I tyle. DECYZJE. Teraz nade mną stoi tylko jedna osoba, która wywiera na mnie presje. Patrzy i czeka w którą stronę się wychylę, aby tylko mi przeszkodzić i pogrymasić. Nigdy wprost. Zawsze delikatnie podsyłając sugestie. Ciągle niezadowolona. Proszę Państwa oto - Ja sama. :( Jak się pozbywa takich oceniających, presjujących i grymaszących Ja?
Lesiu też wybadał, że mamy z Sylwią bardzo silny związek na naszej wspólnej drodze życia. ... Czyli mogłoby się okazać, że współpraca z nią... eh joooh
Nie chcę podejmować decyzji z pozycji strachu. Bo znowu przegram.
nanii 2007-07-26 22:44:34
Śni mi się, że mam dziecko. Niemowle. Jest głodne. Wiem to. Czuję jak komunikuję się z nim telepatycznie. A właściwie z nią. Jej imię zaczyna się na A. Biorę ją na ręce i przystawiam do piersi. Czuję jak bierze sutek do ust i zaczyna ciągnąć. Czuję uczucia ciepła, czułości, bliskości, bardzo silnego połączenia. Nie wiem czy jest "złe". Wiem, że jest i nie przeszkadza mi. To dziecko, na ten czas mnie potrzebuję, a ja zgadzam się mu poświęcić mój czas, uwagę, energię, ciało...
eh
nanii 2007-07-26 22:53:36
zgadnijcie co mi się śni.
Tak, oczywiście zgadliście:)
Mam dziecko.
Jest dziewczynką. Jest już starsza. Blondynka. Jest bardzo mądra, pełna życia. Rozmawiałyśmy.
Miałam dziecko.
Mój umysł był nastawiony na nią.
Byłam zdrowa. Nie było nerwicy. Miałam cel w życiu. Nie było depresji.Byłam szczęśliwa. Byłam normalna. Byłam człowiekiem.
Nie wiem skąd te sny. Pewne jest, że nic we mnie nie mieszka (oprócz wspomnianych już kiedyś bakterii;)) Nie myślę o dzieciach, nie chcę ich mieć.
Ale myślę o celu i sensie mojego istnienia. Więc może PS podsyła to co ma zaprogramowane. Kobieta, dom, mąż, dzieci, rodzina. To podsyła PS. To ma zakodowane - jeszcze.
Moja świadoma odpowiedź?
Nie.
Co na to PS?
Więc po co żyjesz?
No właśnie? Po co?
Nie wybrałam żadnej z dróg, gdzie byłabym pomocna dla innych podczas doboru kierunku studiów (pisałam o tym wcześniej), więc po co teraz jestem?
Obecnie jest brak protokooperacji między mną a światem. Pasożyt. To ja.
nanii 2007-07-26 23:06:14
no to niech będzie trzeci sen ;)
gadam z moim kuzynem. Jemu buzia się nie zamyka. Opowiada o swoim życiu, o swojej dziewczynie. To bardzo dziwny sen i wiem, że to sen. Pozwalam mu mówić, czasem coś wtrącam. Słucham i czekam. Wszystko kolorowe i żywe. Prawdziwe. Widzę jak po niebie leci kolorowa Matka Natura (he?). Wołam ją i proszę, aby nas zabrała. Wsiadamy na nią a ona pokazuje nam bogów żywiołu wody, powietrza..., przypominam sobie w locie, że znam też boga ognia i ziemi. Widziałam ich już kiedyś. Zawsze znajdują się blisko żywych istot. Są bardziej manifestacją "czegoś" niż świadomymi istotami. Ona nas wysadza obok domu Piotrusia. Znowu zaczyna gadać o swoich dylematach. Poznaję rodzinę jego dziewczyny. Nudzi mnie to. Na końcu poznaję Allana (taki jeden ktoś, kto jeździ po świecie ze swoją ukochaną Mary i opowiadają o miłości, Bogu i powracaniu do Domu, i których miałam okazję poznać i ukochać), który przytula mnie mocno. Kiedy się od niego odklejam (przyznam, że z lekkim wysiłkiem), mówi, że mam dużą siłę wewnętrzną, charyzmę oraz moc przekazu i że powinnam to wykorzystać.
Zawsze to jakaś odmiana po koszmarach z dziećmi w rolach głównych ;)
nanii 2007-07-26 23:19:02