Tęsknota tak wielka, że aż boli. Tęsknota tak wielka, że aż trudno myśleć, jeść, pracować.
Boli druga i trzecia czakra.
Tęskno
Wczoraj Sylwia śpiewała dla mnie cudną pieśń. Tęsknota zapukała.
Do serca.
Tęsknię.
Boli.
Wywala.
Im dalej i im większy opór, im więcej ucieczek, tym gorzej się myśli, czuje.
Moja dusza płacze. Smarkam trochę. Gorączka.
Ciało prosi o uwagę. O czułość i ciepło. Moją czułość i moje ciepło.
nanii 2007-09-06 15:25:46
J. chciała bardzo masaż. Super, fajnie, zgoda. W zamian, zrobi mi masaż shiatsu. Super. Wymasowałam, wygłaskałam, wyuciskałam. Na koniec ona mówi, że chce mi zapłacić, bo użyłam swojego olejku, mogła się u mnie wykąpać, używała mojego stołu i chciała mi za to zapłacić.
Wywaliło mi.
Nie oczekiwałam tego.
Wymasowałam już kilkanaście/(dziesiąt?) ciał i... no...
Wywaliło mi. Silny stan regresywny. Odruchowo, intelektualnie powiedziałam dziękuję, super, fajnie, niech się mnoży i powraca pomnożone... Czułam ścisk na podbrzuszu. Nie potrafiłam powiedzieć nic więcej. Głupio się próbowałam tłumaczyć z tego co czułam i... kurde jak bardzo mi wstyd.
W końcu położyłam się na sesję.
Bo w moim przekonaniu, nie powinnam brać za to pieniądzy. Bo to nie jest tylko masaż. Nie da się go zrobić mechanicznie. Wkładam w to dużą dozę swojej uwagi, energii, serca... I mam ogromny sprzeciw, aby brać za to pieniążki. Kiedyś odreagowywałam sobie jakieś tam rzeczy związane z tym. Ale wciąż brakowało jakiegoś elementu.
To pewnie do odreagowania. ALE.
Ja naprawdę czuję sprzeciw, aby brać pieniądze za... niematerialne obdarowywanie innych. Czyli inspiracje, jasnowidzenie, podpowiedzi, przesyłanie reiki, modlitwa w czyjejś intencji... Nie umiem. I dzisiaj G., podczas sesji powiedział mi ważną rzecz. Duchowość za duchowość, materia za materię. J. zapłaciła mi za olejek, który kupiłam, za możliwość kąpieli, za ręcznik, za mój czas, za moje materialne (!) ręce, które ją dotykały. Za to. I jak to powiedział to mi przeszło. Poczułam, że super, dziękuję, cudownie. Wielkie dzięki dla niej. Za docenienie tego wszystkiego. A niech się jej za to mnoży i pomnaża bogactwo, którego pragnie. A reszta? Moja uwaga, energia, modlitwa, dobra myśl podczas masażu była za free. Prawie ;) Duchowość za duchowość. Dałam jej to co umiem robić najlepiej w zamian dała mi równie cenną lekcję duchową :) I o to właśnie chodzi. Nie czuję już ścisku na podbrzuszu (tylko na sercu ;) ale to dlatego, że podczas sesji wyszło coś dodatkowego poza sprawą z J.), nie czuję już sprzeciwu.
nanii 2007-09-10 19:24:08
jeśli nie wiesz, która decyzja jest właściwa, znajdź tą, która jest niewłaściwa.
Trudne.
nanii 2007-09-19 10:05:50
Po przyjeździe z Lomisiowych zajęć czułam się cudownie! Wręcz wspaniale. Odnalazłam siebie i wiedziałam czego chcę i co jest dla mnie ważne.
Ale widać, nie było mi z tym dobrze bo zachciało mi się jechać do Miasteczka.
A mówił mi świat nie jedź tam.
Nie przyjechały dwa autobusy. Tramwaje zniknęły. Lekko się zirytowałam i już chciałam olać sprawę. Nie jedź tam. Mówił świat. Ale zdecydowałam się jednak postać i poczekać na coś co jedzie na PKP i pojechać późniejszym pociągiem.
A w pociągu kogo spotkałam? Taką jedną Anię. Okazało się, że ma gdzieś jakieś tam społeczne trendy czym się w życiu zajmować, olewa to czy zarobi czy nie i zajmuje się tym co kocha, co sprawia jej radość i idzie w tym właśnie kierunku. Dojechałam do miasteczka wieczorem. Nawet zaintrygowana rozmową w pociągu.
Miałam wracać już na drugi dzień. I co? I za namową (bo będzie miał kto dla robotnika obiad ugotować, bo będzie miał kto Pati przypilnować, bo będzie miał kto zakupy zrobić itd itp, a my jedziemy na grzyby), zostałam.
Noc była koszmarem.
Facet, który mieni się moim ojcem wyrwał mnie ze snu. Chodziło o pierdołę. I później raz jeszcze.
W zasadzie nic wielkiego. Gdyby nie to, że byłam tak wyrywana ze snu przez jakieś 21 lat. (oczywiście nie cały czas;))
21 lat w ciągłym strachu i gotowości czy to ten wieczór? Czy prześpię spokojnie do rana? I za każdym hałasem zerwanie się z łóżka, silny strach i panika, stan gotowości, ból żołądka.
To nie moje miejsce, to nie mój dom.
Kurna.
Zapomniałam już o tym wszystkim.
Wyjechałam najszybciej jak mogłam. Czyli następnego dnia po 15 :/
Efekty? Pierwsza noc w moim mieszkaniu to koszmary. Męczące. Nie mogłam usnąć. Druga po modlitwie radosnej o regenerujący sen - cudowna. Przespałam do rana. Ale wzorce już wyruszyły w swoją podróż. Kolejna noc to koszmary. Prawie zero snu. Przy okazji przypomniałam sobie jedno zdarzenie z moim (tfu) szwagrem.
Kurde! Jak już zaczęło wywalać to na całego. Grrr.
Dziś nawet myślałam czy nie napić się czegoś mocniejszego. Na rozluźnienie. Albo zapomnienie jak kto woli. Nie chciałam sama, a ten, który mógłby mi potowarzyszyć, zniknął ;) ehh
Więc co?
Ano mam syndrom ucieczki.
Wypieki na policzkach i wielki krzyk: "Spier...laam!"
Tak czasami jest, jak już się nazbiera wszystkiego po same brzegi, to jedyną możliwością jest zostawić ten zapchany worek i zacząć od nowa, na czysto.
Gdzie indziej. W innym kraju ;)
Nie wiem czy mam pozytywne intencje co do wyjazdu do UK (gdziekolwiek ale tam). Pewnie nie. Obecnie jedyną decyzją jaką podjęłam to taka, że jutro jadę do Sylwii i mówię jej, że rezygnuję. Tego akurat jestem pewna.
A reszta?
Zamykam się na 4 spusty w sobie i zajmuję się tylko i wyłącznie sobą. Chcę ponownie odnaleźć siebie, zharmonizować to co tam jeszcze zostało.
Boję się.
nanii 2007-09-24 22:14:37
Strach ma wielkie oczy. Jeśli się czegoś boisz - zrób to (jak to powiadała jedna moja znajoma).
Powiedziałam Sylwii o moich planach, o tym czego chcę a czego nie chcę. Rozmowa przebiegła naprawdę miło i bezpiecznie. Wyszłam od niej radosna, W O L N A .
Zmiany.
Mogłam przecież zmienić zdanie.
Najważniejsze, aby nie stać w miejscu. Zmiana zdania też jest działaniem. Bo wybrałam coś innego. I konsekwentnie do tego zmierzam.
Otworzyły się przede mną nowe możliwości, nowe drogi rozwoju. Uśmiecham się. Jest mi miło. Wystarczyła taka mała zmiana (która mnie rozbrajała na części), a już świat do mnie puka i mówi: hej, nazywam się Andrzej, co oznacza twój nick?
No to ja (niechętna nowym twarzom) mówię, że to imię boginki, że nie pamiętam tytułu książki, i że często ludzie czytają ten nick błędnie. Ogólnie zlewka. No to on podaje tytuł książki, autora i dodaje, że też lubi jego twórczość ;)
A puenta jest taka, że gadając z nim uświadomiłam sobie, oprócz tego, że po raz pierwszy zagadał mnie koleś, który przeczytał coś więcej niż "nasza szkapa", że mam coś do zaoferowania. Napisał, że jestem artystką(sic!). A co to takiego? Jakiś gatunek człowieka? Nie, no, y, to przegięcie. ALE.
Pisząc o tym co lubię i co cenię, uświadomiłam sobie swoją wartość. Bo ani razu nie przekoloryzowałam, nie przegięłam. Tylko to co umiem i co czuję. A on mówiąc o sobie pokazał mi w lustrze mnie. Kurde. Ja naprawdę mam duszę i coś potrafię(lol). To niesamowite odczucie. Ale to nie koniec. G. dziś opowiedział mi swoją inspirację na temat szacunku do siebie i do swojej pracy. Wciąż jestem pod wrażeniem, że w jakiś sposób w TEJ DZIEDZINIE, mogłam być dla kogoś inspiracją. A p o k a l i p s a ! ;)
Aż się wzruchłam (to moje ulubione słowo, jeszcze nie wymyśliłam jak je pisać poprawnie) przypominając sobie przedwczorajszy rozkład kart. Czy wy też tak macie, że gdy chcecie sobie wyłożyć karty, ot tak sobie, to niewiele z tego wychodzi, a jak jesteście na skraju psychozy i błagacie o pomoc w odzyskaniu równowagi, to nagle karty mówią wszystko?
Jedno wyłożenie kart. Jedno połączenie z WJ. Jedna możliwość. Jedna karta. Mówisz i masz. Tylko chciej.
Odzywają się ludzie wokół mnie. Dobrzy ludzie. Mają w sobie dobrą myśl. Jak mogę się przed tym bronić? Po co?
Danusia, która w zasadzie mnie nie zna. Mówi o mnie, że...
Czy ja jestem ślepa, głupia, czy może przemawia przeze mnie ignorancja? Fałszywa skromność? Debilizm? Kurde!
Martwisz się tym? Nie wiesz? Dobrze. Proszę bardzo. Daję ci odpowiedź. Znajdziesz ja w książce "Gdzie się podziało moje dzieciństwo." O DDA. Proszę.
Grrr
Ktoś wziął mój życiorys, moje wzorce, moje motywy działań i włożył do tej książki!!!! AAAAAAAA
Dziwne. Jakbym czytała swojego bloga od strony analitycznej ;)
heh.
Coś jeszcze Panie? Wciąż otwartam na Twe wskazówki. :) A narazie - dzięki, że czuwasz :*
nanii 2007-09-26 10:37:38