Załóżmy, że za 100 lat, nadal będę tu na Ziemi inkarnowana. Załóżmy, że za 100 lat napiszę, namaluję, wyrzeźbię albo sfotografuję coś pięknego. Załóżmy, że znajdę również sposób, aby moją twórczość przenieść o 100 lat wcześniej do roku 2007. I zostawię to tak, aby moja obecna inkarnacja to znalazła. I zrobię to w określonym celu.
Czy Ja obecna to odczuje? Zauważy? Co poczuje? :>
W zasadzie za 100 lat będę bardziej, hm..., oczyszczona z karmy, różnych wzorców itd. Pewnie do tego dojdą nowe powiązania karmiczne. W zasadzie będę kimś innym. Prawie. Będzie ta sama dusza, ta sama część boskości we mnie. Czy w takim razie moja obecna dusza odczyta przesłanie mojej duszy z przyszłości? W zasadzie czas nie istnieje (a właśnie, że tak twierdze i już. I kiedyś to udowodnię!) więc..., może moja dusza tu i teraz jest połączona z tamtą, a więc tak w zasadzie to mogę doświadczyć też tamtej duszy za 100 lat już teraz.
Jakkolwiek staram się to ubrać w słowa tym gorzej to wychodzi. Chciałam tylko powiedzieć, że to jest możliwe i następuje TO SAMO "wrażenie" gdy np Mozart, który już się wcielił, słucha swoich utworów sprzed x lat. No.
Ja tylko to chciałam :)
Dobranoc ;)
nanii 2007-10-02 20:05:46
Odurzony dziecięcymi myślami
zastanawiam się,
dlaczego dusze są tak głębokie, a ludzie są tak ślepi?
Jak to jest możliwe, że dusze mogą być przyćmione
przez tak drobne umysły?
Czy kochamy parne korytarze piekła?
Tam każda kropla wyblakłej wody
spływającej ze ścian pieczary
to zabrudzona muzyka wyryta w ciszy...
Moje ulubione sny znikły
zasiadając na grzbietach orłów.
Ze skrzydłami opuszczanymi w dół, unoszonymi do góry,
oddalają się niczym niezwykle subtelne,
eleganckie nasiona
unoszące się na krystalicznym wietrze.
Bez nich
jestem duchowo bezużyteczny
jak puste naczynie, które nie spełnia już swojej roli.
Mogę tylko wpatrywać się w ciszę
bezustannie nasłuchując szeptu niebios.
Wiedząc, że za przysłaniającą mgłą
aniołowie wznoszą schronienia dla ludzkiej niewinności.
Schronienia wyrwane od czegoś mrocznego
i poważnie rannego.
Porty opierające się wszelkiej chorobie.
Myślałem, że byłem obdarzony
pięknem obiecanym,
które uwolniłoby zaniedbane sny półboga.
Pięknem, które rozwiązałoby krępujące je kiepskie węzły
i uwolniło ku pieszczącym promieniom światła.
Jednakże wspaniałe lejce,
których kiedyś byłem właścicielem,
teraz obdarte i zabrudzone krwią,
wyślizgnęły się z moich dłoni jako długo nieużywane,
na podobieństwo tkaniny rzuconej w odmęty wichury.
Wciąż jeszcze mogę je dosięgnąć.
Pamiętam to uczucie, gdy znajdowały się w moich dłoniach.
Pamiętam ich siłę, podobną do burzy elektrycznej,
która wędrując bez celu niczym nie napędzana
po jakimś czasie skazana jest na wyczerpanie.
Ten kawałem papieru
wyrwano od czegoś mrocznego
i poważnie rannego.
Jest on lustrem, które wystawiam ku zaczernionemu niebu.
Nietypowym poświęceniem.
Przeskakując z gwiazdy do gwiazdy
oczy moje tkają konstelację.
Myśli moje poszukują bezkresnego ogromu.
Serce moje nasłuchuje dźwięku
nieskalanego dziecięcego śnienia.
Wędrowiec po snach odwraca się i spogląda na mnie.
Szepczącym głosem wypowiada moje imię.
Przywołuje mnie wyciągniętym skrzydłem.
„Wzbij się! Twoje ulubione sny wyczekują na ciebie!”
Głos ten zagrzmiał niczym uderzenie pioruna.
Moje skrzydła drgnęła jakaś nieużywana dotąd energia,
gdy tylko natrafiły na prąd powietrza
dający znaki zaistnienia możliwości odblokowania.
Na prądy, które zaniosłyby mnie
na górne gałęzie drzew
karmiące słońce na obszarach wykraczających poza moje królestwo.
W momentalnym interludium
rozpostarłem moje skrzydła i wzbiłem się
ku błękitnemu przedsionkowi.
Z całkowitą prędkością.
Rzeki poniżej wyglądały jak brązowe żyłki
biegnące wzdłuż nóg Ziemi,
lub jak dziko pnące nacięcia krwawiące zielenią.
Słońce wycięło otwory w chmurach
delikatnymi włóczniami szkarłatnego światła.
Księżyc wschodził po wschodniej stronie nieba –
muszla ostrygi
naznaczona przez czas.
Samotne wiatry nabrałyby pędu
poprzez poszukiwanie placówki spokoju.
Ziemny loch
spojrzał do góry na mnie z pogardą
niczym guwernantka zwolniona od obowiązku.
Zapomniałem czym jest stąpanie po ziemi.
Zneutralizowałem siłę grawitacji.
Po tym jak zbalansowałem w sobie rdzenne nadzieje i lęki
stałem się szamanem, który tańczy
w duchowych wodach przodków
wyłuskując słowa i znaczenia z nieporęcznego powietrza.
Moje myśli wciąż krążyły wokół wędrowca po snach...
świętym wietrze rozpalającym na nowo
moją niezwykle silną tęsknotę za nieprzetworzoną prawdą.
Tęsknotę za tym, aby pochwycić ją jak lekarstwo
dające nadzieję wyleczenia gdy bezsennie leżysz z gorączką.
Tęsknotę za iglicą błogości!
Zakurzonymi od zapomnienia miejscami niewinności.
Skrzydła te wyrwano
od czegoś mrocznego i poważnie rannego.
Przenoszą mnie one ku moim ulubionym snom
i całkowicie tłumią poddawanie się obojętności.
Ich siła jest idealnie dopasowana
do mojego przeznaczenia.
Jedną milę dalej poza te drzewa
i spadłbym jak spartaczona gwiazda
wprost do fosy wygłodzonego świata.
Moje ulubione sny ponownie będą wędrować.
W swoim czasie wzniosą się ku drzewom wspanialszego królestwa.
Wówczas moje skrzydła ponownie podążą za ich lotem,
wyśledzą bicie ich serca
i utworzą tkaninę składającą się z tysięcy snów połączonych razem.
Kolejna runda na niekończącym się okręgu.
Tablica rozgrywania snów przywrócona do życia.
Stan do żeglugi --
odpowiedni nawet na mroczne wody
i zachmurzone nieba wędrownego podróżnika.
Wędrowiec po snach ukazuje się
(z odwróceniem klepsydry niebios),
zarówno u góry
jak i na dole.
Stwarzaj swój świat i pozwól mu iść naprzód
powierzając go jednemu, które jest wszystkim.
Subtelne działania wpływające na korzyść całości wezmą górę.
To jest lekcja, którą nabyłem
wznosząc się na moich skrzydłach rozpostartych pod
błyszczącym niebem.
To jest nieprzetworzoność, którą szukam
nie poddana żadnemu polerowaniu.
nanii 2007-10-08 11:22:48
Ktoś wziął moje dzieciństwo, moje wzorce, moje strachy, moją starannie zbudowaną osobowość i wsadził do jednej książki. Aż tak przewidywalna jestem? A myślałam, że jestem sprytna i dzięki tak skomplikowanym zachowaniom uniknę rozszyfrowania i zranienia. A tu lipa. Książka, która ograbia mnie z mojego bastionu przeżycia i sprytnie uknutego planu "jak przeżyć", zabrała mi mnie. Skoro tak łatwo można mnie sklasyfikować, to ..., gdzie w tym wszystkim jestem ja? Moje super zdolności i umiejętności zniżone do poziomu - przewidywalne/standardowe/oni tak mają. Gdzie jestem ja? Skoro to wszystko co się dzieje ze mną to nie ja, skoro te wszystkie boskie dary/zdolności, które nadawały mi aury (pfff) prawie doskonałości, nie są moje, ale funkcjonują jako efekt uboczny urodzenia się w takiej a nie innej rodzinie, to..., która część mnie nie jest iluzją?
Jeśli dziecko zostaje zranione przez rodzica, od którego zależy i którego kocha najbardziej, sądzi, że jest złe, niegodne miłości, szacunku. W ten sposób uczy się nie ufać sobie i innym. Rozpoczyna samotne życie. Odcina się od swoich uczuć, wypiera potrzeby. Uczy się udawać i kłamać nawet wtedy, gdy może mówić prawdę. Miłość oznacza dla niego dbanie o kogoś i zapominanie o własnych potrzebach. Spontaniczność jest nieracjonalna, złość równa się agresji.
..., gdy mają ciepłego i kochającego partnera, z którym mogą czuć się bezpiecznie, toczą w sobie "wojnę" z wrogami z przeszłości i na aktualne domowe sprawy reagują tak jak w dzieciństwie. Nadal czują pustkę, nie ufają, izolują się.
..., nie wierzy, aby dobra relacja mogła trwać dłuższy czas, dlatego podświadomie dąży do jej zakończenia, ale bez ludzi czuje się pusty i zalękniony.
..., wykształciły w nim zazdrość i nadmierną odpowiedzialność, nauczyły się "czytać ludzi". Dzięki tym cechom osiągają wielkie sukcesy w pracy zawodowej buduje swoją karierę. Jednak te same zdolności nie pozwalają mu budować szczęśliwej rodziny. Jeśli spotyka się dwoje takich ludzi,..., wtedy problem narasta ze zdwojoną siłą.
..., podświadomie walczą ze sobą, czują pustkę i są nieszczęśliwi, chociaż odnoszą sukcesy.
.... Dorasta z poczuciem niejasności, winy, złości, wstydu i strachu. ..., Raczej rzadko przeżywają radość i relaks.
Jeden zestaw reguł, stworzony przez rodziców, sprowadza się do: "Nie mów", "Nie czuj", "Nie ufaj".
Drugą grupę reguł tworzy dziecko. "Jeżeli nie będę mówił, nikt nie będzie wiedział, co czuję, i nie zostanę zraniony", "Jeżeli nie będę pytał, nie będę odrzucony", "Jeżeli świetnie będę sobie radził sam, pozostawią mnie w spokoju", "Jeżeli będę niewidoczny, nic mi się nie stanie", "Jeżeli będę uważny, nikt sie na mnie nie wścieknie", "Gdy przestanę czuć, nie odczuję bólu". Podstawowa zasada brzmi: "Muszę zrobić wszystko, by być tak bezpiecznym, jak to tylko możliwe". Jednak za to bezpieczeństwo płaci się wielką cenę, i to przez całe życie.
..., oceniają siebie i innych bezlitośnie. Szukają potwierdzenia siebie na zewnątrz. Nie przyjmują pomocy innych i ze wszystkimi chcą radzić sobie samodzielnie. Gdy coś idzie nie po ich myśli, czują lęk i często nie kończą rozpoczętych spraw. Z trudem przychodzi im mówienie o sobie, ponieważ dotychczas musieli być niewidoczni (ja bym tu dodała "chyba że czują się bezpiecznie w danym rejonie/przy danej osobie/itd). Są lojalni wobec ludzi, którym się to nie należy. Życie nie ma dla niech większego sensu. Mając poczucie nieadekwatności, muszą domyślać się, co jest normalne, a co nie.
...i tak przez 110 storn.
I co?
Książka zrobiła ze mnie sieczkę. Wg badania zostało mi 8% DDA. Najgorsze 8%. Chociaż obecnie liczyłabym znacznie więcej. Wywala wszystko na wierzch. Wszystko. Nie było tak. Nie reagowałam tak, wszystko było naprawdę ok, a tu nagle, przeczytałam jakąś tam książeczkę i uaktywniło się coś, czego wcześniej nie było! Im bardziej irracjonalne tym silniejsze. Bez powodów, bez potrzeby, nie wiadomo skąd. Sypie się wszystko wokół. Czuję się nie do życia. Ranię siebie i wszystkich wokół. A najgorsza jest świadomość, że to wszystko jest przewidywalne, opisane i sklasyfikowane. A ja, wiedząc o tym reaguję na świat wg tej pieprzonej książki. KURDE. Czekam aż to minie, aż przejdzie, pójdzie sobie. Niby coś robię w tej kwestii, a mam wrażenie, że coraz mniej mogę.
Cały Świat zaprzysiągł się przeciw mnie, przeczytał książkę, wypunktował to co w niej najistotniejsze i serwuje mi zdarzenia rodem z..., horroru? Eee tam, z dzieciństwa tylko :P
A co jest moim odruchem? Ucieczka.
Ostatnio nie mogłam się obudzić. Miałam OBE i nie mogłam wrócić do ciała. To tak, jakby część mnie powiedziała: "mam dość bycia w tym ciele i życie z tobą. Chcesz sobie tam dalej siedzieć, to sobie siedź. Ja rezygnuję. Pa." Nosz kurde.
Mam kilka myśli na uwadze. Kilka decyzji. To co chciałabym zrobić - nie mogę. Czuję się ograniczona (pewnie i tak przez samą siebie:/). Ale wiem jak to rozwiązać. Brakuje mi już tylko odwagi. Dałam się wciągnąć w uzależnienie.
Wczoraj robiłam masaż. Zrobiłam modlitwę w intencji osoby, która leżała na stole. Nagle wszystko odeszło. Byłam tylko ja i ciało, które leży. Taniec i dotyk. Pozwoliło mi to na stanięcie z boku. Dużo mi to dało. To było odpoczynek od siebie. Kiedy zaczynam masować mam wrażenie, że wszystko zostaje w tyle. Nie ma mnie. Jest taniec i ciało. Cieszę się, że jutro też mam osobę na masaż. To dobrze. Może ostatnie 10% wątpliwości odejdzie.
nanii 2007-10-10 12:12:33
Była u mnie Jola na masażu drugi raz. Miałam wrażenie, że dostałam zupełnie inne ciało, zupełnie innego człowieka. Moje myśli i zamotanie odeszło z momentem przygotowania stołu. Nie wiem co takiego jest w tańcu hula. Ale jakby wszystko czym ja nie jestem stało za drzwiami i czekało aż skończę, a masowanie, taniec Lomisiowy, był jak moja modlitwa dla tego ciała. Jola wstała ze stołu rozanielona. Zupełnie inaczej czuła się po tym masażu, niż po pierwszym. Oddała się w moje ręce, a jej ciało nie przestawało do mnie mówić. Kochane, cudowne i piękne ciało.
Dziś, przez całą noc śniły mi się zasady huny. Non stop. Jak się obudziłam nie przestawałam ich śpiewać.
A ja? Ja czytam kolejną książkę z branży ;)
O_o
Dowiedziałam się np, że decyzje, które roją się w mojej głowie, również są przewidywalne i sklasyfikowane. Mam wrażenie, że biorę udział w jakimś filmie i zapomniałam, że to nie rzeczywistość. Scenariusz i gra.
TO NIE JA.
Ale czuję się znacznie lepiej. Znalazłam dekrety odpowiednie dla mnie i wzięłam się do pracy.
Hehe, muszę też uwolnić się od strachu przed sklasyfikowaniem mnie (hahahaha)
nanii 2007-10-12 13:56:52
Wierzą, że w idealnym związku nie ma konfliktów ani gniewu. Wiedzą, że logicznie rzecz biorąc jest to niemożliwe, jednak takie właśnie są ich emocjonalne oczekiwania. Gniew jest dla nich czymś skomplikowanym i niezrozumiałym. W przeszłości należało go tłumić.
... Dlatego uczą się nie odczuwać nigdy gniewu. Zamiast tego racjonalizują, znajdują dla wszystkiego wytłumaczenie, a w końcu popadają w depresję. Słowa, którymi opisują swoje załamanie, są pełne złości. Jeśli tłumi się gniew, staje się on nie do wytrzymania i w końcu przemienia się w furię. One boją sie furii, ponieważ nie wiedzą, do czego byłyby zdolne pod jej wpływem. Niektóre wiedzą,... Niektóre mówią: "Nie pozwalam sobie na złość, gdyż jeśli stracę kontrolę, mógłbym zabić". Ponieważ jednak nigdy nie skrzywdziliby innych, kierują gniew przeciwko sobie i myślą o samobójstwie. Obawiają się także gniewu innych ludzi, skierowanego przeciwko nim.
..."Skoro jestem na ciebie zły, nie kocham cię. Jeśli ty jesteś zły na mnie, znaczy to, że mnie nie kochasz. Ponieważ cię kocham, nie mogę czuć do ciebie złości. Jeśli ty mnie kochasz, nie będziesz zły na mnie".
...Wniosek jest jeden: "Jeśli nie mogę pohamować mojego gniewu na ciebie, muszę z tobą zerwać. Jeśli ty nie potrafisz pohamować gniewu w stosunku do mnie, musisz mnie zostawić". Znowu para zapomina o problemie, który wywołał złość. Po co troszczyć się o jego rozwiązanie, skoro wyjściem będzie zerwanie.
...nie wiedzą jak radzić sobie z odczuwaniem gniewu, bo nie mają doświadczenia we wspólnym rozwiązywaniu problemów. Nie wiedzą jak rozładować złość.
nanii 2007-10-12 14:10:10
dlaczego przy największym wkurzeniu mówi się największe głupoty?
gupia krowa.
nanii 2007-10-24 22:39:31