spełniam swoje marzenia.
Tak niechcący.
Nie wiem jakie mam marzenia to PS sięgnęła do marzeń, które kieeeedyś tam miałam i określiłam.
Dziwne uczucie.
Chodzę na jogę (to było dla mnie ważne), przekraczam moje własne ograniczenia, oraz bawię się gliną. Nie jestem jeszcze full professional lepiącą super ekstra anioły i garnki, ale bawię się tym co robię. Hm.
I to nie wszystko. Ale się wstydzę napisać ;P
Zdjęłam pierścień. Zaczęłam go gubić. Niby niechcący sama go ściągałam w bardzo dziwny sposób. No to go w końcu zdjęłam.
Chaos jest do bani. Srebro ten chaos tak jakby porządkuje i wszystko wokół się uspokaja. Ale to nie znaczy, że przyczyny chaosu przestają istnieć. Są, ale schowane. To nie jest dobre chociażby dlatego, że nie zamierzam tego symbolu nosić do końca życia! A po drugie - co to za uzależnianie się?
No to zdjęłam (a raczej nie założyłam już po kolejnym tajemniczym zdjęciu). I co? Po dwóch godzinach zaczęło wywalać i przybyły myśli, które przyjść nie powinny :/
Mam wrażenie, że coś się powtarza. Dochodzę do jakiejś granicy. Jak byłam mała i mniej mała, miałam ciągle w głowie myśl "Pamiętaj, że cokolwiek się wydarzy - nie zabijaj się!" I oczywiście nie zamierzałam tego robić, bo uważałam to za głupotę.
I teraz dochodzę do jakiejś dziwnej granicy. Coś się wypala. Coś się dokańcza. A ja? A ja chcę przestać istnieć. I w zasadzie dopiero dziś coś tak jakbym zaczynała być powoli ponad to. Ciekawe kiedy pojawią się strażnicy ograniczający mój rozwój i którym jednak zależy na mojej śmierci. ... Narazie cisza.
Brak ograniczeń. Jedynym hamulcem jestem ja sama i moje oddalenie od siebie.
nanii 2007-12-05 21:54:52
Mikołaj był super.
Cudowny orgazm przez sen, okres [jupi], oraz największą niespodziankę na świecie od Gmikołaja. Nie wyczułam nic a nic. Ani jednej małej myśli, że jakiś prezent ukryty leży sobie spokojnie przez parę dni pod bluzą G. I byo tam. Piękne, niebieskie, cudownie, nowe pióro Parker :D
Tak bardzo się ucieszyłam, że aż się osmarkałam płacząc jak bóbr ze szczęścia. Po prostu nie potrafiłam wyrazić tego jak bardzo wielką radość sprawił mi G.,yy, znaczy się Mikołaj. Zadzwoniłam do niego do Ulm. I nie potrafiłam wykrztusić słowa. Tylko wyłam (że tak to ujmę delikatnie) w tą słuchawkę.
Dlaczego tak zareagowałam?
A no bo tak. :) Tak mają dzieci, dla których w zasadzie określenie "niespodzianka" oznacza naprawdę duże zagrożenie. A prezenty? Nigdy nie były niespodzianką. :P
Eh, człowiek uczy się przez całe życie :)
aha, zapomniałam dodać, że zagadała mnie też "siostra" D.(upa) ;)
Tak po prostu. Wysłała słonko. Odesłałam jej słonko. I tak troszeczkę pogadałyśmy. O niczym. Bezpieczny grunt. W zasadzie nic groźnego.
Ale chyba nie umiem jej wysłuchać bez nuty przekonania, że coś się kryje za jej słowami. Coś ze zgryźliwym podtekstem. Postanowiłam reagować na to co pisze, nie na to co mi się wydaje, że myśli. Wyszło ok. Ale wciąż mam wrażenie, że utwierdziła się w jakimś przekonaniu, które nie koniecznie jest prawdziwe. Ale to pewnie mój, objęty na jej punkcie paranoją, umysł.
nanii 2007-12-07 20:57:06
Poddałam się.
Po prostu stwierdziłam, że te myśli "zmuszające mnie do samodestrukcji", są dla mnie za ciężkie. Nie mam ochoty z nimi już walczyć, wymyślać jak tu sobie z nimi poradzić. Po prostu przestałam. Rozluźniłam się i powiedziałam PODDAJĘ SIĘ.
I przeszło.
Zero myśli o bezsensie życia i snów zakręconych jak słoik z ogórkami w occie jabłkowym i musztardzie.
I co?
Hm...
Nie jestem oh i ah, bo blokada jakaś jest, ale doznaję przebłysków, hmm. Nie wiem jak to nazwać..., no..., przebłysków Boga? Ostatnio wyczułam miejsce mocy. Ludzie mają zdolność do tworzenia miejsc z wysoką energią i ja znalazłam takie miejsce doświadczając poszerzenia świadomości ObecNOścI. Za każdym razem gdy tam siadam tak się dzieje. Chociaż przez chwilę. No to chyba idzie mi ku zdrowiu.
A co mówi mi świat?
Pokazuje mi ogrom możliwości.
Czy korzystam?
No cóż. Skoro się poddaję to pozwalam, aby się działo samo. Nawet nie mam czasu na strach za bardzo. Bo skoro będzie strach tzn, że znowu zaczynam brać kontrolę nad wszystkim a ostatnio to się naprawdę źle kończy. Więc pozwalam. Czasem tylko złożę życzenie i pozwalam, aby się ono działo. Martwię się tylko, że nie ma we mnie nieograniczonej radości, że się realizuje. Nie chodzi mi o to, aby znowu się osmarkać ze wzruszenia, ale..., no... Sama nie wiem. Nie chcę stracić tego co dostaję. Ale jak sobie pójdzie to też nie umrę z rozpaczy z tego powodu.
Przydałoby się uwolnić od oceny, co? No.
Najważniejsze, że robię to, co naprawdę sprawia mi radość, w czym się spełniam, w czystych energetycznie miejscach, z harmonijnymi ludźmi. Wzrastam. Uczę sie. Rozwijam. I jeszcze na tym zarabiam. To wystarczy.
nanii 2007-12-11 14:02:02
Ciekawe sny.
Symboliczne.
Ogromne kiście winogron,
Drzewo, z którego leci woda życia; piję z niego i poję chudego, ale bardzo szczęśliwego psa. Zabicie dwóch wielkich srebrnych węży na pokarm dla głodnych.
Już po raz drugi budzę się z myślą, że jestem zupełnie gdzie indziej. I po raz drugi w nocy mam ochotę przytulić G., którego jak się okazuje - nie ma. Fizycznie.
nanii 2007-12-19 21:29:38
Może zakopię topór wojenny z D.(upa)
Taka jakaś miła jest i w ogóle. Tak jakby się stara. I to jest OK. Chyba. Ciągle nie ufam. Ale może tym razem święta obejdą się bez chaotycznych ruchów.
Czego jej życzyć?
Spełnienia (?)
Aby jej życzenia powróciły do niej pomnożone (?)
Oby nie powtórzyła swoich ostatnich.
Nie będzie już jak dawniej. I chwała bogom za to.
Ale niech nowe będzie bardziej... - harmonijne.
nanii 2007-12-19 21:34:49
Uzależnieni mistrzowie od rzeszy wielbicieli i wyznawców. Mamią doskonałością i marketingiem. "Kupujesz czy jesteś głupi?"
Śmieszy mnie to.
Podświadomość jeszcze zerka na "autorytety". Jedyne co widzi to to, że oni też są ludźmi.
Cieszy mnie, że zerka i sprawdza. Nie wierzy ślepo. Razem. Ja i moja PS wybieramy.
Uzależnieni uczniowie od braku własnego zdania.
Już nie jest mi ich szkoda.
"Idziemy grzeszyć?" swobodnie wypowiedziane zupełnie inaczej brzmi niż "pójdziemy na kawę?"
nanii 2007-12-19 21:59:31
miałam pisać o świętach, bo jest co pisać..., chociaż można wszystko zawrzeć w jednym zdaniu,..., no może w dwóch.
Ale o tym później
Teraz chciałam co innego:)
Dziś miałam masaż Lomisiowy na wymianę.
Kiedy kładłam się na stół jako pierwsza, podziękowałam w duchu dobrym siłom, które skierowały pieniążek orłem w górę. Dzięki temu do późniejszego masowania jej ciała podeszłam już z podniesioną wibracją i wielką radością.
Masowała cudnie. Dawno już nikt nie robił mi masażu utrzymując świadomość tego co robi tak długo. Inny styl masażu, inny nauczyciel. Było inaczej. Tego było mi trzeba w tym momencie. Nie czułam się zagrożona, ani zawstydzona swoim ciałem. Albo to przez osobę, albo zaczęłam akceptować siebie. Albo jedno i drugie.
Przychodziły różne myśli do głowy. Wyszło kilka smaczków do odreagowania ;) Leciutkich i łatwych. Ale przeszkadzających w życiu :)
Po masażu popędziłam siku. Coś się oczyszczało. Sikałam i sikałam, a później dalej sikałam i sikałam. Już zaczęło mi się nudzić nawet:D I sikusia nie bolała mnie nic a nic (ból to pozostałość po świętach w Miasteczku). Jak do tej pory nie boli. To była moja intencja do masażu. Uzdrowienie. I niech tak pozostanie.
Uważam, że dotyk otrzymany od kogoś z szacunkiem i uwagą to naprawdę ogromny dar. Dziękuję E. :)
Poznałyśmy się dopiero na masażu. Troszkę byłam, no, tak jakby, neutralna(?).
Nie umiem do tej pory się określić wobec niej. Ale tak jakby ją nawet lubię:) Nie mam żadnych odpychających reakcji. Wręcz przeciwnie. Może się jeszcze spotkamy, a może zakończy się to na naszym jednorazowym, wzajemnym podarowaniu sobie tańca Lomisiowego:) Jakkolwiek. To była ogromna przyjemność oddać się w jej opiekę :)
Z radością przyjmowałam każdy dotyk dłońmi, energią i uwagą.
Kiedy ja masowałam cieszyłam się jak dzika łosica :) Podczas śpiewania modlitwy głos mi się trząsł:D I to tak o, sam. Nie byłam zdenerwowana. Po prostu energie we mnie tańczyły w rytm Lomisiowego tańca.
No i teraz idę do wanny z gorącą wodą. G. mnie wygania :)
nanii 2007-12-29 22:27:36
Było ok. Prezenty trafione w 100% dla każdego oprócz Pati ;) no cóż. ;)
D. hmm..., mama przezornie, abym nie zdążyła uciec zaprosiła ich na 12 mówiąc mi o tym o 11:30 ;)
Łamanie opłatkiem..., D. przytuliła i nie chciała puścić. W zasadzie to się wzruszyłam. Ale ego walczyło ze wzruszeniem jak tylko mogło. Nie mogę okazać, że mi przeszło, że wszystko jest już ok. Nie mogę, nie mogęniemogę... Byłam raczej miła i uśmiechnięta. Podczas tych 4 godzin gdy byli u nas, nawet sobie pogadaliśmy. Miło.
Olivia cieszyła się z naszego spotkania i z prezentu ode mnie, ykhm, znaczy się od Mikołaja. Narysowała mi mnóstwo tatuaży i mówiła do mnie często szeptem i bardzo delikatnie. Zapytała, gdy odchodzili, kiedy do nich przyjdę. Powiedziałam, że nie wiem, bo nie wiem kiedy Grześ po mnie przyjedzie. (ta, jasne. Grr) A ona zapytała tak bardzo szczerze i otwarcie "Jutro?" ... Wspomniała jeszcze, że przygotuje skórki od pomarańczy... (Nie ważne o co chodzi ze skórkami. Po prostu 100% karmy rodzica. Wiem co się robi z dziećmi i jak z nimi bawi). Tak mi smutno było. Za moją upartość i głupie trzymanie się urazów.
Nie byłam. Nie poszłam. Nie wiem kiedy pójdę.
W środku moja Dusza krzyczy. Drze się jak szalona. A ja? Z upartości, głupoty..., sama nie wiem, nie chcę widzieć się z D. Nie wierzę jej. W ani jedno jej życzliwe słowo. Nie umiem. Nie chce nawet. Bo się boję. Boję się, że któregoś dnia znowu to zrobi. Znowu rozjedzie mnie walcem, włączy wsteczny i przejedzie znowu. I tak 6 razy. A mi serducho pęknie. Tego się boję. I dlatego, z przezorności, nie ufam i nie chcę "tworzyć" od nowa "zdrowych" relacji z nią.
ALE
jest jeszcze Olivia. Słonko kochane. Uśmiechnięte. Szczere. Bez 4 ząbków z przodu. Myślące i zakładające nogi za głowę. O nią moja dusza krzyczy. Za nią. Dla niej.
Może ją wezmę gdzieś następnym razem jak przyjadę do Miasteczka?
Tak. To mogę zrobić. Może pójdziemy na sanki. A jak nie będzie śniegu? No to zrobię śnieg. I pojedziemy.
nanii 2007-12-31 12:55:46