chora. Smarkata. Z gorączką. Marudna. Nie skora do kompromisów.
Za duże napięcie. Pragnienie przystopowania. Za szybko. Za dużo.
nanii 2008-04-02 21:07:47
powiedzieć, albo nie powiedzieć
Klient na sesji.
Pierwsza jego sesja.
Ciężki.
Po zakończeniu mam dylemat. Wiadomość stulecia, a ja wiem tylko komu mam nie mówić. I nie powiem. A mogę komuś innemuuuuu?? :> (mamie) :D
Nie zapytałam.
Więc nie wiem.
Więc nie powiem.
Ale przyznam, że dostaję świra.
Potrzebna mi sesja.
Bo czemu tak bardzo mnie to dręczy?
Bo tyczy się mojej tzw rodziny, bo śmiać mi się chce, bo czuję jakiś rodzaj złości, może satysfakcji, bo upadł jakiś mit w mojej głowie, bo co to się teraz będzie działo hoho ho, dobrzeCiTak,żeTakSięBędzieDziało, napiętnowanie za napiętnowanie. Miasteczko jest małe. Wszyscy będą wiedzieć, gadać, piętnować. Jak za dawnych czasów.
Chcę się zemścić?
Chcę, aby to się stało?
I tak się stanie.
Ale to poczucie satysfakcji...
Mądrości mędrca D.*:) (nie ten D, o którym myślicie ;) )
*może to był pre-paid?
*wiesz, wypiłaś wino jakiś czas temu, teraz rosną winogrona?
*wiedzieć, że coś się dzieje, orientować się w swoich motywacjach, to już sukces, nie?
*skoro widzisz, że coś z satysfakcją nie tak, to już plus
-tak?
*resztą się musisz zająć, byle delikatnie
*a nie?
*ruszyłaś maszynę
*teraz doglądaj
nanii 2008-04-07 17:54:44
Początek dnia kiepskawy.
Kawusia inusia przesłodzona(bleeeeeeeee), śniadanie obrzydliwe - wyrzuciłam - zrobiłam drugie - nie daleko odbiegało od poprzedniego. Nie mam apetytu na nic, ale głodna jestem. Początek dnia do bani. Zjedzenie czegokolwiek to jakaś taka niestraszna perspektywa. Czuję strach, zagubienie. Kiedy pomyślę o tym co będę gotowała na obiad to płakać mi się chce. Nie mogę przestać słyszeć w swojej głowie tego co powiedział. Nie chcę dać temu ani minuty uwagi. I tym bardziej się to dobija do mojej świadomości.
Czy aby na pewno chcę robić ludziom sesje?
Słyszałam już nie jedno, przeżycia takie, że włosy się jeżą na głowie, ale jednak zawsze od ludzi już rozwijających się, mających świadomość emocji, wrażeń, doznań. Mających choć maleńki dystans do siebie i tego co odczuwają. Obcych.
Nie byłam na to przygotowana.
Chciałabym wziąć nóż, wbić go sobie w brzuch i wyciąć kawał mięsa, w którym są moje emocje. Nie chcę się im przyglądać. Dlaczego tak bardzo to na mnie wpłynęło? Bo co, bo to samo wtedy myślałam? Bo miałam to samo wrażenie? Bo o tym samym marzyłam w tym samym momencie? I co z tego, że to było prawie 10 lat temu! Brakowało mi tylko świadomości, że to nie moje. A może moje tylko nakręcone cudzym.
A może teraz brakuje mi świadomości tego, że to była przecież sesja. Emocje podświadome. Ukryte, schowane, niejednokrotnie zamknięte dla samych zainteresowanych. Nie ma tu często racjonalności. Moralności. Grzeczności. Hamowania. Ale jedno wielkie bagno, które trzeba odliczyć. Po co przywiązywać temu wagę? Nie powinnam być zaskoczona. Przecież przyszłam tu z taką a nie inną karmą. I gdyby nie rozwój odegrałabym po raz kolejny scenariusz rodem z horroru. Przeraża mnie to. Boję się tego. Phhh..., boję się tego co mogło się zdarzyć. Mam wrażenie jakby to się stało. Ale nie dziś. Nie w tym świecie. Gdzieś indziej K. w wieku 15 lat nie trafiła na swojego starego mistrza, który podsunął odpowiednie książki i gry. K, która poddała się nasilającej się presji wyobrażeń na jej temat. K, która szukając z utęsknieniem doznań Boga, odgrywa po raz kolejny rolę, która da jej tylko poczucie winy, strachu, a na końcu przedwczesną śmierć.
Trochę się boję tego, co się nie stało, ale mogło ;) Myślenie dyskursywne w istocie boli.
No więc co kochana? Zamierzasz w tym zostać i zastanawiać się dalej co by było gdyby i nakręcać się tym? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Więc się przesiądź i doceń to co zrobiłaś do tej pory. Doceń to co osiągnęłaś i co rozwija się wraz z tobą. Doceń i przetrwaj moment swej samobójczej śmierci. W dzieciństwie bardzo często we mnie pojawiała się myśl "Cokolwiek się stanie nie zabijaj się.", co było raczej dziwną myślą, biorąc pod uwagę szacunek do życia jaki wtenczas miałam i poczucie całkowitego bezsensu pozbawiania siebie życia. Teraz tylko ta myśl trzyma mnie tu.
Zatem w te pędy do wnętrza siebie i powiedzenie "dzięki za możliwości i za poczucie, że nie jestem skazana na odgrywającą się karmę". Jakieś nieprawdziwe to zdanie. Powinnam powiedzieć, że doceniam to, że jestem daleko od tego całego zamieszania, ale to nieprawda. Jestem w tym. Mocno. Emocjami. Odgrywam to. Walczę z tym, tym bardziej przywiązując się do tego. Boże kochany tak bardzo jest mi to niepotrzebne. To nie moje decyzje, to nie moje życie, nie moje pomieszanie, nie moje urojenia, nie moje gry, nie moje manipulacje, nie moje pozory. NIC w tym nie jest moje. TO co odczuwam teraz, to NIE JESTEM Ja.
Nie ma ludzi bez rogów.
nanii 2008-04-08 11:26:23
realizacja wieszczenia w nowy rok
"Zobaczyło mi się", że w mojej rodzinie przybędzie w tym roku dziatwy. Oczywiście wykluczając mnie i Anię, która, jak wiadomo, rodzi za jakiś czas.
No i stało się. Tak jakby wiadomo już kto stanie się szczęśliwymi rodzicami. Kuzynka z narzeczonym (ło matko, ale to brzmi). Chociaż przyznam, że myślałam o kimś innym. No, ale cóż. Dziecko to dziecko.
No to czekamy na zaślubiny :)
nanii 2008-04-08 11:47:05
Ostatnio było spotkanie kilku ludzi z LO w Miasteczku. Z różnych przyczyn i przy tekstach mojego ojca wzbudzających poczucie winy (ale tylko na chwilę) nie poszłam.
Okazało się, że dobrze się stało.
Chciałam ich zobaczyć. Te mordki, uśmiechy, oczy, włosy. Ta ciekawość co u nich, jak żyją, jak myślą, co innego jest w nich, ...
I tu powinnam dodać również: jak piją, jak żygają.
Żadne z nas nie jest tą samą osobą co 8,9 (?) lat temu. Miło ogląda się ich zdjęcia. Choć nie wszystkich. Niektórzy po prostu mnie drażnią. Sama jeszcze nie doszłam dlaczego. Ale w zasadzie jesteśmy teraz dla siebie obcymi ludźmi.
Wszyscy, którzy mieli aspiracje, jakiekolwiek, wyjechali z Miasteczka. Poznań, Wrocław - cały świat. Tylko nie Miasteczko. Reszta siedzi na d. i leczy kompleksy dając na net zdjęcia swoich laskowatych żon i uśmiechniętych dzieci. Ich osiągnięcia życiowe. Złapali super laskę i stworzyli r o d z i n ę. Koniec historii ich życia. Z kobitkami jest różnie, ale i tak co poniektóre świetnie się bawią żygając do kibla.
Co się z nimi dzieje?
Dali się pochować za życia, a jedyną rozrywką jest możliwość skoczenia do kawiarni (HA! W miasteczku jest K A W I A R N I A ! Chyba tylko z nazwy?) i uchlać się aż ich ciało powie dość. Tego chcieli? Jeśli tak - ok. Jeśli nie, co oni tam jeszcze robią?
I teraz zaczynam patrzyć na ciszę i spokój tego miejsca jak na coś co nie koniecznie mi odpowiada. Cudnie pachnące powietrze, zapach ziemi, którego we Wro mi brakuje, ptaki wrzeszczące głośniej niż dzieci na placu zabaw. Las. Cisza. I gwiazdy, których nie deklasują uliczne lampy...-to jest ok. Do tego tęskni mi się czasem. Często. Ale. Nie do ludzi. Tam nie jest się anonimowym. Tam każdy każdego zna. Chociażby z widzenia. Ludzie się nudzą i gadają, gadają, gadają. Brak prywatności przeraża. Będąc tam jest się osobą publiczną. Presja społeczna jest odczuwalna bardzo mocno. Ugniesz się, będziesz miał pozorny spokój od nich (lecz nie od sumienia), nie ugniesz - zginiesz marnie ;)
Wczoraj znajomy powiedział mi coś o babeczce mieszkającej w Miasteczku. Nic nowego nie powiedział. Nic. Ludzie gadają. Ludzie wiedzą.
W zasadzie powinnam to olać. Nie przejmować się. Tak wybrali.
Ale nie potrafię.
Żyłam z tymi ludźmi. Elka, Łukasz i jeszcze inni... Mają potencjał. Marzenia. Aspiracje. Możliwości. I umierają tam. Nie dziwota, że jedyne czego pragnęli to uchlać się i zapomnieć. Aby nie słyszeć tych, którym udało się wyrwać z tego miejsca.
To mnie boli. Zatracone marzenia, które wcale nie przestają się dobijać do świadomości, a nie pozwolenie im dojść do głosu powoduje jedynie zapadanie się w sobie.
Nie chcę tam wracać. Nie chcę tam mieszkać. Nawet w okolicy. Za blisko. Za blisko bab siedzących w oknach i znających każdego z nazwiska panieńskiego i z dwóch nazwisk kolejnych mężów/żon.
Smutne.
Chciałoby się powiedzieć: nie moje.
Może za miesiąc tak powiem ;)
nanii 2008-04-12 14:44:47
IKE - świat jest taki, jaki myślisz, że jest.
KALA - nie ma żadnych ograniczeń.
MAKIA - energia podąża za uwagą.
MANAWA - moment mocy jest teraz.
ALOHA - Kochać to znaczy być szczęśliwym.
MANA - Cała moc pochodzi z wnętrza.
PONO - Skuteczność jest miara prawdy.
nanii 2008-04-25 21:28:18