ja tak sobie żyję jakoś. Trochę szybko, trochę powoli. Zależy jak leży i jak się ułoży. Nie zabijam się o pracę (ku lekkiej irytacji i zadziwieniu "lepiej wiedzącej"), "nie za wszelką cenę"-to moje motto. Zwiedzam cudowne ogrody i olśniewam się przy zlewie. Pieniążki radośnie płyną, klienci rezerwują terminy. A ja wciąż boję się myśleć o przyszłości. Najlepiej, aby wcale nie istniało jutro.
Piętrzą się rzeczy do zrobienia na wczoraj...
nanii 2008-05-14 08:14:51
ja, używam jej, aby było mi przyjemnie. Po to ją stworzyłam. Niczym nie ograniczona swoboda. Kiedy już jej nie używam, jestem bogatsza o nowe doświadczenia. I tyle. Życie toczy się dalej.
Smutno i boląco jest, gdy on korzysta z niej jako wymówki, aby odejść. Gdy poprzez "zasadę" chce udowodnić sobie i mi, że jestem do dupy. Ekhm. Nie. To moja interpretacja. A jaka jest jego? A chuj wi.
nanii 2008-05-18 08:01:10
pomyliłam się wymyślając "zasadę". Byłam w błędzie. Tak zostałam wychowana i to nie było dobre. Chore, nie moje, do odreagowania.
"Zasada" była fajna, gdy ja ją używałam. Nie pchałam się, aby korzystać z niej zawsze i wszędzie. Po prostu, gdy już byłam na "granicy normalności", ona była kołem ratunkowym. Jak reagowałabym, gdyby on używał jej tylko w takich sytuacjach? Inaczej niż teraz? Nie wiem tego. Bo jego intencja [używania] jest inna.
Wolę, aby "zasada" nie istniała, niż aby miała wprowadzać taki zamęt i ból. Mój ból. On go nie rozumie. Ja też nie rozumiałam bólu B. jakieś 5 lat temu. Ja wysiadam z tego pociągu. Nie jedzie już w moją stronę.
nanii 2008-05-18 08:15:58
Byłam na kursie. Proste, banalne, zadziwiające, śmieszne, skuteczne, działające.
W przeciągu kilku(nastu) minut z trzęsącej się, zagubionej i przerażonej K., nie wiedzącej co dalej, przeraźliwie smutnej i wściekłej, nienawidzącej i bardzo samotnej - pukpuk, taptap, mhmhmmmm, 1,2,3,4..., mhmhmm, pukpuk taptap - stałam się wyciszona, pewna siebie, spokojna, czułam zharmonizowanie, umysł mi się rozjaśnił, odświeżył. No to czas na działanie.
Boże, jakie to proste.
I jakie skuteczne.
Nie boję się zwrotów o 180*
A na pamiątkę zostanie mi piękny, hm..., pierścionek :)
nanii 2008-05-19 11:24:44
czasem trzeba coś stracić, aby to docenić. A później odzyskać. A następnie znowu to stracić, aby docenić. A później znowu odzyskać. A później znowu stracić, bo się nie doceniło.
Czy istnieje granica, po której już się nie da odzyskać?
My do tej granicy nie doszliśmy. Jeszcze.
i dobrze.
nanii 2008-05-23 22:43:45