Zajęcia jak to zajęcia. Olśnieniowo-twórcze.
Niezwykłą sesję jaką miałam to była w momencie, gdy biegliśmy trudnym szlakiem po lesie, a ja ryczałam jak bóbr, z powodu ponownego podłożenia się S.
To dla mnie trudny temat. Mam wrażenie, że się ciągnie. Czuję się często bezwolna. Co innego krzyczy moje wnętrze a co innego robię.
Po raz pierwszy widziałam Jedną Jaźń. Nie mam informacji mentalnych co do tego. Nie mam wiedzy na ten temat. Wiem to, co wychodziło na sesji. Pamiętam połączenie. Pamiętam Jedno. Pamiętam moją chęć indywidualności. Była wielka. Moja Wola. I związane "nogi". Wyrwanie się. I jej chęć zatrzymania mnie. Bo beze mnie Jedno nie będzie kompletne. Uciekłam. Kochałam tu być. Kochałam życie w ciele. Kochałam możliwość wolności samostanowienia. Wybrałam te wszystkie emocje jakich doświadczyłam. Mój wybór. I ona ciągnąca się za mną. Idzie się załamać widząc jak w tym wcieleniu ona powtarza te same pierdoły co poprzednio, i poprzednio, i ...
Te same emocje. Ta sama chęć wyrwania się od niej. *Wszystko* ułożyło się w całość. Las też był dla mnie olśnieniem. Moja droga nie jest taka sama jak jej. NIE JEST. Ona lubi łatwo i lekko, prosta droga do oświecenia. Ale jej droga nie jest dla mnie łatwa. Męczę się na niej. To, że po mojej drodze muszę nie raz się przebiec, czasem wdrapywać, pomimo tego, że pozornie jest trudniejsza (dla niej zwłaszcza), to dla mnie jest optymalna. Cudowna! Mi sprawia radość nad radościami! Czuję jak życie krąży w każdej mojej komórce, czuję jak głowa oczyszcza się, a serce otwiera. Na mojej drodze spotkałam wspaniałych i uśmiechniętych ludzi z psem, który dał się wygłaskać, wyczochrać i był tak szczęśliwy, że aż wyślinił mi bluzę. ! Ta obśliniona z radości bluza - to moja droga. Tak silna radość ze współdzielenia uśmiechu i serdeczności, że aż bluza do prania nie ma znaczenia. Liczyła się tylko radość i śmiech. Inaczej niż na drodze z S. Jej droga prosta. Bez wyzwań. Z nurtem. Bez możliwości korzystania z moich zdolności. Czułam, że umrę na jej drodze. Moja dusza dusiła się. Jej droga nie jest moją.
Nie znajdowałam tam nic co by mnie cieszyło, nic co by mnie radowało, nic co by mówiło "przejaw swą doskonałość, raduj się stworzeniem".
Jej droga nie jest moją.
Dzięki bogom, za cudowne postaci, które pomogły mi w "odklejeniu się" od niej, i jak wiatr popędziłam z towarzyszami. A kto mi towarzyszył? Najukochańszy przyjaciel jakiego w życiu miałam. Ktoś kto wie o mnie więcej niż często ja sama, który nie bał się mnie nauczyć. Wyrozumiały i akceptujący. Przyjaciel, który kocha moją drogę równie mocno jak i ja. Bo jego droga to i moja droga. Czasem razem, a czasem osobno. Ale tą samą ścieżką. Przyjaciel, który nie uważa swego ciała za ograniczenie, który zrobił mi zajebiaszczą sesję. Był z nami jeszcze jeden towarzysz. Sama nie wiem jak go określić na mojej drodze życia. Nie wiem jak mu było na tej ścieżce. Nie wiem jak się z tym czuł. Nie wiem jak odebrał tą podróż. Wiem, że jest w moim życiu. ... Naprawdę sama nie wiem (i on też nie koniecznie wie), dlaczego.
Na prosty rozum biorąc - nie powinniśmy się nawet dogadywać. A jednak. Wspólne pogaduchy po długim nie widzeniu się, odprężają.
Ot i takie właśnie były moje wczasy.
Były też niespodzianki. Moja pierwsza w życiu pełna kąpiel w morzu :D Ucieczki przed meduzami (brrrr), ucieczka przed krewetką, budowanie piramidy z piasku razem z tunelem i fosą, oraz z meteorytem spadającym na naszą budowlę :) Dodatkowo planetarium, we wnętrzu którego odkryłam, jak cudownie i łatwo rozluźniam się widząc niebo obsypane gwiazdami.
nanii 2008-08-20 11:23:31
Były naprawdę owocowe :)
Da. śpiewał mi piosenkę, jak już spałam, Ślimak przyniósł własno..., hm,...nożnie napisaną przez siebie kartkę, a G. obdarowywał prezentem co godzinę :D
Wiele niespodzianek i wiele pracy nad sobą miałam w ten dzień. Tapping przed dniem urodzin też swoje zrobił. Depresja/nerwica/strachy/lęki/agresja/poczucie winy/chęć ucieczki/smutek/samotność/niezrozumienie/krzyk/złość/zagubienie przedurodzinowe zostało wypukane. Nie pojawiło się. Nawet nie miałam dziecięco grymaśnych pretensji do mojej mamy, że jak zwykle złożyła życzenia i dała prezent PRZED urodzinami. Może ona tak ma:) I już. Poczułam w tej kwestii spokój i zrozumienie.
W jakimś moim wewnętrznym poczuciu, usłyszenie życzeń od kogoś na kim mi zależy, było dla mnie ważne. I cieszę się, że pierwsze chwile i pierwsze słowa usłyszałam od bliskich mi osób. Na gg, na ucho - jakkolwiek. Nie zapominam. To ważne.
A później?
Zagraliśmy w Satori. Temat po prostu idealny. Prosiłam przed grą o wsparcie, wskazówkę i prezent urodzinowy ;) I dostałam. Zdarzenie: ktoś odebrał ci władzę. Kontekst: społeczeństwo. IDEALNE. Idealne pod tym kontem, że w momencie przetransportowania odzyskam władzę nad moim życiem :) To co wychodziło, przekonania i blokady energetyczne oczywiście idealnie pasowały do sytuacji. Nowa opowieść - nic dodać nic ując.
Albo to umysł potrafi dobrać i dopasować wszystko do wszystkiego, albo naprawdę nie ma przypadków :)
Kąpiel w bąbelkach i zabawa gumowymi kaczuszkami i żabką (jeden z prezentów urodzinkowych), była dopełnieniem cudownej zabawy w urodziny.
Może to dziwne, ale..., mam wrażenie, że staję się dorosła. Tak jakoś naturalnie. Bez pośpiechu, naginania, oszukiwania i zakładania masek. Mała K. przestaje krzyczeć. Mała K. zaczyna odczuwać spokój i radość.
Tak to się czasem dzieje, że jeśli nie odczujemy spełnienia w niektórych kwestiach, to ta potrzeba zaspokojenia tych rzeczy nie mija. Nie odchodzi. Zostaje zagłuszona, ale wciąż jest. I dopiero zaspokojenie jej pozwala uzdrowić, odczuć pełnię. Spokój. Tak, o to słowo właśnie chodzi. Spokój.
Zgodnie z sugestią B. napisałam 27 życzeń. Patrząc na tą listę widzę jak przez lata moje priorytety się zmieniły. Są rzeczy ważne i bardzo ważne. Są też takie, które są lub ich nie ma. Jakkolwiek.
Dziękuję G, za cierpliwość. A dzisiejszy prezent ode mnie dla ciebie był z poczucia wdzięczności za twą otwartość, wsparcie i akceptację. Wdzięczność z serca.
Znaczy się tak naprawdę to serce połączyło się z Harusame i co z tego wyszło to już sam wiesz :*
nanii 2008-08-25 22:26:56
ezoterycy (cokolwiek to nie znaczy) na sesji są fajni. Widzący kolory, obrazy, czujący. Łatwo jest im wejść w siebie. Ale i problemy są charakterystyczne. To już druga osoba z podobnymi rzeczami. Chyba powinnam się przyjrzeć sobie, czy przypadkiem i we mnie to nie siedzi.
Tylko kurka wodna dlaczego łepetyna pęka (moja), kręgosłup boli tak bardzo, że aż się to przenosi na kolana i kostki!? OT 64 i mocne przytulenie na noc zdziałało cudeńka. Rano czuję się jak nowo narodzona :)
nanii 2008-08-27 11:00:47
Podoba nam się :)
W zależności od tego jak na to spojrzę to, albo jest to tekst "do odliczenia", spojrzenie ograniczające i w ogóle "o jejku jej", ale... Znam ludzi, którzy żyją w ten sposób. Ludzie, którzy tak naprawdę myślą, przejawiają się. Widziałam ich, widziałam jak żyją i naprawdę fajnie, że tacy istnieją. Może gdyby jeszcze przerobili kwestię trzeźwości i przytomności ;) Ale cała reszta jest ok :)
A piosnkę można posłuchać tu
nanii 2008-08-28 15:58:10
Cudownie, wspaniale, radośnie spędziłam ten dzień. Byliśmy na obchodach 90cio lecia lotnictwa polskiego.
Samoloty, samoloty, pokazy, samoloty, sprzęt wojskowy, samoloty, autobus angielski i my na jego szczycie, samoloty, niebieska wata cukrowa, samoloty, słońce, samoloty, pętle, samoloty, jazda na "czymś" i radość dzieci będących dookoła i ja śmiejąca się wśród nich, samoloty, samoloty, antyterroryści, samoloty, mój płacz ukrywany przed innymi, strzały, samoloty, czerwone twarze, samoloty.
Czuję się przeszczęśliwa.
Wrocław. Miasto możliwości. Potrafię tu mieszkać. Może nawet kochać to miasto. Nie potrafię tu samodzielnie funkcjonować. Nie dlatego, że miasto jest do bani, ale kraj mnie smuci.
nanii 2008-08-30 23:04:56