jak mi się tu żyje...
Cóż mogę powiedzieć?
W pierwszy dzień dostałam wiadomość, że jest dla mnie praca. Przemyślałam sprawę i stwierdziłam, że nie chcę jej. Ze strachu? Zbyt dużej odpowiedzialności? Rzekomemu pracowaniu "po godzinach"? Z lenistwa? Ze strachu, że to za szybko?
...
Ale świat był upierdliwy. Przyniesiono mi do domu aplikację i powiedziano, że to tylko formalność, że w zasadzie to mam już tę pracę. No to jak już tak, to nie będę się broniła.
I dostałam tę pracę.
Pierwsze parę dni to lekcje dla mnie o życiu w społeczeństwie polskim na emigracji. Bardzo mocne lekcje. Czasem bardzo smutne i bolesne. Jeszcze trochę uczę się jak robić, aby jednym uchem wpuścić a drugim wypuścić, bo konfesjonał to za rogiem, nie u mnie ;) (karma dopada wszędzie).
Wszystko o co poprosiłam dostałam. Łatwa, lekka praca, może być w gronie Polaków, ale bez przesady, chcę mówić po ang, najlepiej jakby ktoś sam mi przyniósł ofertę do domu :) Tym razem mogę dojeżdżać autobusem, chcę zobaczyć jak to jest, chcę mieć wolne popołudnia, mogę wstawać wcześniej, płaca wyższa niż najniższa krajowa, blisko do centrum, w czystym domu bez żył, w spokojnej dzielnicy, dobre jedzenie, żadnych śmieci i oszczędzania na jedzeniu, chciałam znaleźć miejsce, gdzie będę chodziła na jogę, dostęp do neta. W mojej kreacji, było też miejsce na masaże. Ale w tym kierunku jeszcze nie dzieje się nic, poza tym, że mam już pierwszą klientkę (lekarkę), tylko nie mam stołu ;) Ale zarabiam sobie radośnie na stół.
Z innych rzeczy, to chciałam tu odnaleźć mnie samą. Wrócić do stwarzania, bez ograniczeń, których nie mogłam przekroczyć. To z pewnością się udało. Uciec od zaciskającego się paska na mojej szyi, za który ja sama trzymałam.
No i tak w zasadzie, wszystko idzie ku dobremu.
DS będzie pod choinkę, mini cooper będzie trochę później, zabieg laserowy w marcu :D
Tylko że, aby wszystko szło tak jak idzie, CODZIENNIE muszę odnawiać to co wspólne pomiędzy mną i Bogiem. Bez tego, jeden dzień przerwy, a ja się rozpadam.
W ogóle wszystko dzieje się trochę jakby obok mnie. (Czasem na pół dnia zapominam o tym). Im bardziej obok, tym bardziej jestem rozluźniona i tym łatwiej i szybciej osiągam wcześniej uruchomione kreacje i tym mniej czuję się od nich zależna.
Ave
nanii 2008-12-02 18:25:43