Bardzo lubię moją pracę. Z jej powodu zaczyna brakować mi tabletek na "w razie jakby co", ale cena jest warta tego - jeszcze. Uczę się społecznych zależności współpracy. Uczę się nie przejmować. Uczę się, że są rzeczy, na które nie mam wpływu i których nie mogę zmienić. Dorastam... ;)
Radość z zarobionych pieniędzy jest równie wielka. Radość z kupienia G prezentu z wiedzą, że pod koniec miesiąca konto znowu będzie pełne, radość z odkładania pieniędzy (tak, to dziwne, ale czuję radość, gdy prawie połowę wypłaty mogę odłożyć miesięcznie, bez specjalnego rezygnowania z przyjemności- tym bardziej, że mam cel, na który te pieniądze zbieram), radość z płacenia kartą bez poczucia winy, że ruszam skarpetkowe, robienie prezentów dla rodziny nie zastanawiając się nad tym ile to kosztuje - aby doświadczyć tego wszystkiego - warto tu być.
Brak mi tylko możliwości dzielenia się. Brak mi godzin spędzonych na gadaniu o zawiłościach "czegokolwiek", o czymś co pobudzi moje szare komórki, co zmusi mnie do myślenia i szukania rozwiązań. Z kimś. Nie sama.
I jest coś jeszcze, co chciałabym zrobić i czego brak odczuwam. Masaże. Nie wierzyłam, że może mi tego brakować, ale z ogromną radością bym kogoś wymasowała lomisiowo. To chyba nie pierwsza rzecz na liście, o której myślałam, że będzie mi jej brakowało. Masuję już samą siebie. Ale to trudne. Nie mogę tańczyć jednocześnie masując siebie ;) Znalazłam dwa źródła, z których mogłabym kupić/pożyczyć/wynająć stół, ale to wszystko idzie zbyt trudno. Albo moje opory i przekonania kopią mi dołki pod nogami, albo mam jednak wrócić do PL i tam masować ;) hehehe - ta, jasne :>
Wróżba na nowy rok była jednoznaczna.
Tak niesamowicie trafna, że aż bolesna w swej prostocie.
Wiem co jest moją drogą życia.
I tak jakby, robię wszystko, aby tego nie robić.
Ale i tu mnie to dopada.
Tutaj z tym nie walczę.
Zobaczymy co z tego wyniknie - ale dopiero jak wyzdrowieję ;)
Ten rok jest rokiem decyzji.
nanii 2009-01-23 16:48:55
Cudowna analiza Leszka tak jakby dopełniła brakujące klocki.
" Podobne stany przeżywają osoby między 24 a 30 rokiem życia niezależnie od tego, czy się zajmują RD, czy nie. Po prostu następuje przekierowanie uwagi i działań. I wtedy to co było okazuje się jakieś nierealne. Najczęściej osoby w tym okresie przeżywają ogromne zagubienie i nie potrafią otworzyć się na duchowość, a najlepszy okres ku temu zaczyna się ok 28 roku życia.
To była uwaga ogólna.
Druga ogólna uwaga dotyczy specyfiki polskiej - otóż kiedy ludzie z achodu odreagują sobie presje, dostają skrzydeł do działania. Kiedy ludzie ze Wschodniej Europy odreagują sobie presje, przestaje im się cokolwiek chcieć. Dlaczego?
Bo na Zachodzie uwalniają się od presji ograniczających (nie wolno, nie wypada, nie da się), a na Wschodzie od presji zmuszających (musisz, trzeba, to twój obowiązek). Ludzie Wschodniej Europy są tak urzeczeni wolnością od obowiązków (bywaja nawet w wolnościowej ekstazie "wreszcie niczego nie muszę"), że nie zauważają przez dłuższy czas, że nie uwolnili sie JESZCZE od ograniczeń i zakazów!
A teraz szczegółówo:
Wiele osób, kiedy odreagowały sobie sztuczne (nieprawdziwe) motywacje i nakręcenia, wpada w podobny stan. I wtedy trzeba zacząć się przekierowywać. Motywacją już nie będą presje, przymusy, zachcianki czy chwilowe podniety, a PŚ jeszcze nie przyzwyczaiła się kierować intuicją oraz boską Miłością i Mądrością.
Tu np przydaje się afirmacja:
Wybieram radosne, szczęśliwe, zdrowe, miłe, spełnione życie na trzeźwo i przytomnie.
Lubię (wybieram) działanie na luzie i z przyjemnością. "
Codziennie to czytam, bo jest tak trafne, że aż nie do przyjęcia przez mój umysł ;)
Wiem, że to genialny klucz.
Czemu nie powiedział tego 2 lata temu? ;)
Może dlatego, że nie potrafiłabym wtedy z tego skorzystać? ;)
dalsza część na planie drugim :)
nanii 2009-01-23 16:52:24
przyjemność tak wielka, że - niemożliwa. Do opisania. Przeżycia.
napięcie całego ciała? Spazmatyczne skurcze? Nie.
Coś znacznie bardziej ogarniającego.
na początku jest tak jakby zapadanie się w sobie. Wielka czarna dziura, która pochłania wszystko co materialne. Ciało napina się, a potem, na ułamek sekundy, całe ciało rozluźnia po to by nastąpiła eksplozja zmysłów..., krzyk rozkoszy nie dlatego, że chcę ale dlatego, bo nie mam wyboru. Tracę kontrolę. Nad ciałem, nad oddechem, nad krzykiem, nad światem w okół.
Jakaż cudowna to ulga.
Na początku następuje silny skurcz tylko jednego mięśnia. Silne mrowienie, może ból. Ogień. I wiem, że to nadchodzi. Wiem, że za chwilę mój mózg zatopi się w niebyciu, a ja zatonę w przyjemności. Ogarnie mnie energia tak silna, że gdybym miała wybór przestraszyłabym się, że nie przeżyję. Ale wiem, że gdy zginam się lekko w pół - nie ma już odwrotu. Przyjemność obezwładnia mnie. Przejmuje kontrolę i moja świadomość nie mieści się już w ciele. Ciało rozpływa się, więc i mój umysł robi to samo. Brak ograniczeń. Prędkość tego zjawiska jest nieskończona. Staję się. To proste. Poszerzać swoją świadomość w stanie ekstatycznej przyjemności. Nie mam władzy nad ciałem, które właśnie przechodzi katharsis. Krzyk który słyszę nie jest mój. Nie może być mój. Nie mam kontroli nad tym, że krzyczę z rozkoszy, nie mam władzy nad moimi nogami, tułowiem, głową, dłońmi. Przestaję istnieć. Roztapiam się. Na ułamek chwili, która dla mnie jest wiecznością - nie ma mnie. jednocześnie jestem wszystkim.
I wtedy.
następuje cisza. Na ułamek chwili następuje cisza. I On staje się Mną. I ja Staję się Nim. Świadomość. W tym słowie zawiera się wszystko. ale nie w formie rzeczownika. Świadomość jako czasownik mówi wszystko.
A później płaczę.
Zawsze płaczę.
Na początku z radości tego co widziały moje uszy, z radości tego co słyszały moje oczy. Nad tym co posmakował mój nos, co wywąchał mój język.
A później, po godzinie, lub dwóch płaczę bo wszystko wraca do siebie. Ja do ciała, ciało w moje władanie, wszystkie wzorce znowu przyklejają się do mnie, powraca wszystko to co "tworzy moją osobowość". Widzę jak bardzo nie jest to prawdziwe. A nie potrafię bez tego tu żyć. Znowu wszystko otacza szarość. I tylko pamięć tej jednej chwili, tego jednego momentu sprawia, że ... że nienawidzę swojego życia, bo dalekie jest od Tego.
Tu gdzie teraz jestem, w wielkim świecie ..., nie odnajduję Boga. Prowadzę tu idealnie mundańskie życie. Zarabiam sporo kasy, pracuję codziennie, wracam do domu, robię swoje rzeczy, cieszę się całkowitą samodzielnością materialną, prowadzę nic nie znaczące rozmowy, bez wyzwań i myślenia. Plusem jest brak depresji. Pojawiła się na początku. Pokazała rogi i odeszła. Nerwica pożarła już prawie wszystkie tabletki, ale przynajmniej nie ma podłoża depresyjnego.
W PL dostaję depresji, bo staram się żyć jak mundańczyk i nie wychodzi mi. Tu mi wychodzi, ale nie ma w tym ani odrobiny mnie.
Wiem po co tu przyjechałam.
Dostałam to.
Właśnie to dostałam.
Nie jestem tym.
Nie jestem tym co chciałam doświadczyć.
Wiem po co tu jestem.
I wiem co mogę robić.
I mogę.
W Polsce mogę być tym czego doświadczam za każdym razem, gdy..., TO się dzieje. W Polsce każdy mój krok jest modlitwą. Tu modlitwa umarła. Jeszcze przez jakiś czas, na początku, było ok, a później nawet radość ze wschodów słońca stała się czysto umysłowa. Umysł patrzył na niebo, aby znaleźć Boga. Ale Go tam nie odnajdywał.
Dzień przed wyjazdem z Pl, byłam z przyjacielem "pochodzić". Zrobiłam zdjęcie. Na kamieniu wyryte "Do nieba patrzysz w górę, a nie spojrzysz w siebie; Nie znajdzie Boga, kto go szuka tylko w Niebie." Jakże to teraz aktualne..., i jak bardzo nie przypadkowe.
Nie pasuję tu.
To nie moja droga, nie powinnam tu być.
W kwietniu kończy się umowa na mieszkanie.
Wracam:)
nanii 2009-01-24 21:34:02
26.01.09
Zmieniam się ja, zmieniają się zdarzenia wokół mnie. Coraz mniej strachu, mniej zagubienia. Pewność w tym, że jednak znam ten niesamowicie prosty język ;) i pewność, że bycie zarządzającą innymi to mój świat.
Mieliśmy party Staff. Było naprawdę cudownie. To było podziękowanie dla nas za naszą pracę. Usługiwali nam nasi menagerowie. Najpierw wystawny obiad. Dzięki bogom, że pamiętałam, że sztućce najbardziej z brzegu, to te właściwe do danego dania. Starter to owoce cudownie udekorowane z sosem z owoców leśnych (lub do wyboru krem z pomidorów z bułką). Danie główne to wybór trzech różnych mięs udekorowanych w coś tam ;) Szef kuchni stanął na wysokości zadania robiąc mi łososia na parze z cebulką i „o matko z córką jakie to było dobre!” a później deserek, kawa i lekkie alkohole. W moim przypadku to tylko woda z lodem ;) Dziewczyny nie chciały uwierzyć, że mówiłam serio, że nie pije. A później nie chciały uwierzyć, że NAPRAWDĘ nic nie piłam ;) Dla nich, aby tak się bawić trzeba wypić. Eh. Bez komentarza.
Bawiłam się jak dzika łosica. Uśmiałam się, wytańczyłam iiiiiiii wygrałam konkurs taneczny z całym managementem!!!!!!!!! Razem z Łukaszem (mój partner do tańca) mieliśmy zatańczyć tango, jakieś szkockie coś, i jeszcze parę innych rzeczy, których nie mam pojęcia jak się pisze ;) I wygraliśmy. Po prostu wygraliśmy. To było naprawdę wspaniałe! A później wygraliśmy kolejny konkurs :D Ja, Łukasz i jego dziewczyna Ania :) Mieliśmy go pomalować jak kobietę :P Dodatkowo muszę powiedzieć, że mieliśmy wspaniały doping i ogromne wsparcie od polskiej ekipy kochanych babeczek :) Dzięki dziewczyny!! I tak jakoś, wylądowaliśmy w męskiej ubikacji ;) Szkockie babeczki też tam przyszły i ciekawe kto wpadł na pomysł, aby rozkręcić tam imprezę :> ;) Niestety, ale musiałyśmy opuścić ten zakazany dla oka kobiecego przybytek. A szkoda, zapowiadało się coraz ciekawiej.
I to właśnie z takich dziwnych przyczyn dziewczyny nie chciały uwierzyć, że jestem taka rozluźniona, radosna, ekspansywna – a piłam tylko wodę z lodem. Po prostu potrzebowałam taka być. Aby całe zmęczenie, aby cały stres, całe napięcie – odeszło. I udało się. Myślałam, że padnę od zakwasów, ale nie było żadnych.
Takie chwile są ważną częścią życia. Reset mózgu. I można zacząć od nowa. Z nowymi siłami i chęciami do zmian.
nanii 2009-01-26 17:02:57