czy jest możliwością, aby po tej całej imprezie zależało nam jeszcze bardziej? Na sobie? Na harmonii? Czy to możliwe, że jeszcze lepiej i łatwiej/szybciej się dogadujemy (nawet jeśli problemy wychodzą również szybciej i początkowo wszystkie naraz)? Czy to możliwe, że po tych paru słowach i paru podpisanych papierkach jeszcze milej nam się przytulać, jeszcze więcej czasu chcemy spędzać razem, jeszcze radośniej się gzimy i łobuzujemy? Czy to możliwe, że nam jeszcze bardziej "po drodze"?
Chwilo trwaj. Chwilo, jesteś piękna!
nanii 2009-07-04 22:06:40
właśnie wróciłam z wyprawy rowerowej z G. Trasa to jakieś 21km. w obie strony. Daleko - nie daleko - nie ma znaczenia. Chodzi o to co działo się ze mną; we mnie; wokół mnie. :D
Tego zaczęło mi brakować tu. W tym miejscu. Takiej jakości ruchu i takiej jakości zmęczenia! :D
Prędkość, uważność i wysiłek. Endorfinki i czasem nawet adrenalinki ;) Dar dla mojego ciała. Cudowne zmęczenie, cudowny kontakt z ciałem. I o to chodziło. Napięcia, stres, złosie - wszystko to odeszło w zapomnienie i nastąpiła cudowna rozluźniająca, orzeźwiająca świadomość, że zrobiłam coś dobrego dla mojego ciała. Dla mnie :)
Zmiana w ciele. Zmiana w umyśle. Zmiana w duszy.
I oby o tym nie zapomnieć.
nanii 2009-07-05 18:22:53
Można żyć naprawdę długo jak 20-sto latki, jak studenci, na żywioł, ale może się zdarzyć, ale tylko "może", że obudzimy się z przemożnym uczuciem stania w miejscu.
To kłamstwo, że małżeństwo nic nie zmienia.
Wzmacnia - to jedna z możliwości - pewne rzeczy czynią nas silnymi. Nie tracisz nic. Ja nic nie straciłam. Zyskałam. Podwójnie.
To coś nowego. I pchnęło do przodu.
Po porostu zatrzymałam się kiedyś na granicach moich własnych wytycznych "jak żyć" i okazało się, że już ich nie ma. I kiedy ich tak sobie nie było, stworzyła się w głowie myśl stworzenia czegoś pięknego. Stworzenia manifestacji tego co w środku.
Czas wydobyć z siebie pokłady mocy, które leżą uśpione. Nie byłam w stanie sama ich obudzić bez ciężkiej i mozolnej pracy. Aby było łatwiej potrzebny był bodziec. Stworzenie czegoś z kimś.
I okazuje się, że teraz, właśnie teraz, MY, oznacza coś całkiem innego. Nowego. I na bogów, o ileż bardziej korzystnego. Może zachowuję się jak stara maleńka, ale nie zrozumie tego ten, kto tego nie przeżył. Może gadam o tym w kółko, ale to dlatego, że to dla mnie ważne. Może pociągam do rozmów o tym nieodpowiednie osoby.
Widzę i słyszę te myśli osądu.
Ale wuj z nimi. One nie są na moim miejscu.
Myślę, że jestem szczęściarą, że znalazłam możliwość stworzenia ohana bez strachu i niepewności, w poczuciu bezpieczeństwa i radości.
A gadam o tym bo staram się znaleźć potwierdzenie, że to co czuję , ta radość i moc, nie jest niczym nienormalnym. Z drugiej strony szukam dowodów na to, że to jednak JEST coś fikuśnego, bo nie znam osób, które tak mają. I w konsekwencji wychodzę na debilkę. Bo słowa, które starają się mi powiedzieć, że wszystko jest ok, brzmią jak cymbał głuchy w środku, który dzwoni tylko dla ograniczonych umysłowo. Szukam nie tam gdzie trzeba.
czuję w sobie moc. Czuję się silna i stabilna. czuję się mocna i pewna siebie, zdecydowana i głośna, czuję się d o r o s ł a. Wiem, że papier nie czyni mnie taką, jak również brak papierka nie dyskwalifikuje mnie jako dorosłą. Ale przeszłam most. Niewielu chce go przejść. W większości ze strachu. Ja go przeszłam. I to teraz ja jestem dorosła, i to ja mówię co to znaczy być dorosłą. Jeśli będę chciała obejrzeć pokaz przyklejona czterema kończynami do kolumny i wyglądać jak koala, to tak będzie. I to będzie oznaczało dorosłość. Bo jestem dorosła. I tak właśnie powiedziałam. I jeśli będę chciała poskakać w wodzie po uda i porobić fale i pobawić się w rekina - to to też będzie dorosłość. BO TAK! :P
nanii 2009-07-16 11:04:04
Menzies wciąż siedzi w głowie. Aż dziw bierze jak silnie.
Wciąż uważam, że warto było.
nanii 2009-07-18 12:41:47
Zapach chleba.
Mężczyzna powinien wybudować dom, posadzić drzewo i coś tam
Kobieta powinna upiec chleb.
Upiekłam. Nasz chleb. Chleb ohana :)
Cudowny zapach i radość z jedzenia czegoś co przyrządziłam samodzielnie. Cudowność. Razem go wyciągnęliśmy, razem ukroiliśmy piętkę. Razem ją zjedliśmy.
Domowo się robi.
Lubię to.
Domowo.
Ładne słowo.
Domowo.
Bezpiecznie.
Ciepło.
Miło.
Cieszę się. Życiem tutaj. Po raz pierwszy w życiu na Ziemi, cieszę się z tego, że jestem tu. To wcielenie właśnie do tego ma służyć. Do cieszenia się tym co sama mogę stworzyć.
Bo mogę.
Z tym się kojarzy. Z domem, miłością, współdziałaniem.
I to tez jest ok ;)
domowo.
nanii 2009-07-18 18:52:56
bip bip bip
nieregularna jakość bipania.
szkoda by było usłyszeć jak przestaje bipać.
Niech bip nigdy się nie kończy.
nanii 2009-07-19 21:39:08
po tyyyylu latach.
Idę sobie ulicą w Miasteczku. Jakaś dziewczyna/pani mówi do mnie "cześć Kasiu". Odruchowo mówię niepewnie i cichutko "cześć", ale zastanawiam się czy nie powinnam przypadkiem powiedzieć "dzień dobry" do tej pani...?
Znam tą twarz. Bogowie kochani, skąd ja ją znam??!
Minęłyśmy się.
Kurde, znam ją przecież!
Spiesz się, kurwa!
Jeszcze jeden krok dalej od niej!
Już kiedyś ją tak mijałam, już kiedyś zastanawiałam się nad tym samym!
Kiedy to było?
Inna okolica, zieleń wokół, ogródki..., wtedy ją minęłam i też te same myśli... - przecież ją znasz!
"E!!!"
Odwróciła się :D "tak to ja" :D
O MATKO Z CÓRKĄ! E! TO TY!!!
uściskała mnie!...
Ona naprawdę mnie uściskała...
Bez skrępowania, z nieukrywaną radością, chęcią, ciepłem - uściskała mnie...
Myślałam, że się poryczę tam! Tak bardzo brakowało mi uścisku, którego nigdy od niej nie dostałam. Pamiętam tylko jeden, taki niesamowicie zimny i zamknięty. Potrzebowała pomocy, a ja nie potrafiłam jej udzielić. Chciałam ją uściskać, aby wiedziała, że nie jest sama z tym wszystkim..., ale..., to nie wyszło. To była ostatnia rzecz jakiej by sobie życzyła.
Nie raz i nie dwa, wychodziłam od niej z domu płacząc. Z bezsilności, że nie mogę pomóc i z przekonania, że jestem jedyną osobą, której zależy na naszej relacji. Myślałam, że ona mnie nie chce i że robię z siebie debilkę.
A teraz?
Po tylu długich i pełnych przygód latach - przytuliła mnie. Jej ciało..., takie maleńkie..., jej głos, jej oczy..., jej dłonie...
Wtedy, na ogródkach, też sobie przypomniałam kim jest. Ale było za późno. Po prostu za późno, aby pobiec za nią i powiedzieć, że tęsknie, że śni mi się po nocach, że szukam jej na internecie, że była i jest dla mnie ważna. Bez oczekiwań, bez przymusu, bez "specjalnych zachowań", że nie przestała być częścią mnie. W środku.
Zapytała czy do niej zadzwonię, czy się umówimy, czy spotkamy na pogaduchy.
!
Wyszła z inicjatywą. Nie śmiałam nawet prosić o to, aby nie czuła się w jakiś sposób przygnieciona przez moje "staranie się". Nie chciałam jej wystraszyć, aby znowu nie zniknęła. Zapytała. A ja powiedziałam, że z chęcią i że za 5 dni będę ponownie w miasteczku. (Nie żebym specjalnie miała po co, ale dla niej, dla naszego spotkania). Zapytałam tylko, czy dalej mają ten sam stacjonarny, bo ten nr wyrył mi się w pamięci bardzo głęboko. Mieszkam 3 rok pod jednym adresem i wciąż go nie pamiętam! Ale ten numer... Po tylu latach wciąż dźwięczy mi w mózgu. Wyryty jak jedno z dziesięciu przykazań.
5 dni później z lękami jak to będzie, stałam pod jej bramą. Te same drzwi. Nic się nie zmieniło. Jej kuchnia, kafelki... Znowu tam byłam, siedziałam przy stoliku i słuchałam jak mówi... Jej głos, jej oczy...
Jesteś dla mnie ważna. Teraz kiedy już wiem, że "chcesz mnie", nie zostawię cię. Będę się starać na tyle na ile umiem. Z uwagą i szacunkiem do twojej strefy prywatności. Tylko na tyle na ile mi pozwolisz. Bez oczekiwań i przymusu.
Jesteś ważna.
I jestem z ciebie dumna
nanii 2009-07-26 20:00:44
Dzięki temu spotkaniu nie miałam za dużo czasu nawet, aby w pełni utopić się w emocjach dotyczących lekkiej formy autyzmu we mnie.
Przestałam się bać.
Zaczęłam rozumieć.
Mam miedziane włosy.
Są piękne.
nanii 2009-07-26 20:08:04