Powolutku budujemy swojość.
Kosztuje to parę siniaków, zadrapań, wysiłku, złotych, ale i myśli, że to ma sens, że po coś to robimy, że do czegoś to prowadzi, że daje nam to radość i poczucie wkładania sił w coś co ma sens. I o ileż łatwiej jest to docenić, gdy możemy to robić razem.
nanii 2009-11-09 21:22:55
Proste przyjemności z posiadania
A ja właśnie posiadam ;)
Piękny komplet porcelanowy herbaciano-kawowy :)
Prezent ślubny :D
Wygląda niezobowiązująco delikatnie. Zielone liście herbaty z cytryną i miodem wspaniale komponują się smakiem w lekki, szaro-srebrny wzór na filiżance.
Posiadam ja, czy on posiada mnie?
Teraz to i tak nie ma znaczenia - cieszę się :)
Mogę poudawać dostojną damę przy s t o l e i prawdziwych krzesłach.
W środę przychodzi klientka.
Chyba już tego nie chcę.
nanii 2009-11-13 21:57:07
Ależ dziś była noc.
Po odejściu teściówków był problem z uśnięciem. Jakieś zdenerwowanie, strachy nie wiadomo skąd i dlaczego. Noc wcześniej G opowiedział mi dwie bajki i uspokojona usnęłam, ale teraz nie miałam serca go dręczyć. A on mi na to - mantruj. Oh well.
Po około 30 minutach, uspokojona, zrelaksowana i całkowicie nie śpiąca - usnęłam wciąż słysząc w głowie mantrę. Cała noc to było jedno wielkie nie spanie.
Byłam sobie we śnie, robiłam swoje sprawy. Wiedziałam, że G jest gdzieś blisko mnie. Nagle znalazłam się w podziemiach snu i przestałam czuć G. Byłam silna. Nie rozmywałam się. Wiedziałam tylko, że jeśli się rozmemłam to ten sen będzie okropnym koszmarem. Udając zatem współdziałanie, szukałam wyjścia. Zależało im, abym przyprowadziła G. Więc "niby szukając" doszłam do białych drzwi, które były wyjściem z podziemi. Udało się. W "między światami" wiedziałam, że mam większą zdolność manewru, więc wzniosłam się w górę, aby mnie nie pochwycili i trzymając w rękach komórko-przekaźnik, który pomagał wyjść ze snu, szukałam G. Gdy go znalazłam, ci z podziemi zmienili obraz wokół i znalazłam się w pokoju z oknem. Nie mogąc wznieść się w górę, ale mając już G przy sobie, nacisnęłam 1 w panelu i enter wiedząc, że jest to kod wychodzący ze snu. Czując napięcie wynikające ze zbliżającego się koszmaru, mówiłam do G "Jeden. Naciśnij jeden. Pamiętaj - jeden. I enter"- hop i całkowicie obudzona otworzyłam oczy. Zerknęłam na G - też już nie spał.
I tak całą noc;)
Nie męczyłam się tym, że w snach nie czułam, abym spała. Nie męczyłam się budzeniem się i byciem za każdym razem w pełni obudzoną. Czułam radość. Nie zasmuciłam się, gdy o 6tej rano radio zaczęło grać. Poczułam ulgę, że tym razem mogę już wstać, bezkarnie potarmosić G, wyściskać i ponapadać na niego, zrobić śniadanie i swoje poranne rzeczy.
To była dobra noc.
I bardzo dobry poranek.
Niech i dzień będzie taki.
nanii 2009-11-16 07:52:54
Przyszłam z miłego spotkania i miałam jeszcze godzinę do przyjścia klientki. Usiadłam w fotelu i siedzę. Hm. Zaczęłam być śpiąca. Nie no, przecież nie mogę pozwolić sobie na spanie przed sesją! Jak nie zdążę się wyspać to będę zaspana, że hej!
No to mala w łapkę i mantrujemy. Przyda się przed sesją bycie trzeźwym i przytomnym. Ale często z tą przytomnością jest różnie, zwłaszcza, gdy się jej potrzebuje. Musiałam zatem zmierzyć się z małpim umysłem i milionem zdarzeń w umyśle niezmiernie będących w potrzebie aby je zauważyć. Konsekwentnie wracałam do świadomego liczenia koralików mali ;)
Okazało się, że zaczęłam walkę przegrywać i najzwyczajniej w świecie usypiać! Grr. Gdy Morfeusz za bardzo wchodził mi w drogę delikatnie rozganiałam senne mary wracałam do mali.
Okazało się, że za kolejnymi razami, moje majaki senne mają sens i są ważne! (hę?) Najpierw zobaczyłam błysk światła z lewej strony. Nie mam pojęcia czy zobaczyłam go w momencie zamykania oczu, czy były zamknięte, a ja i tak wszystko widziałam wokoło plus to światło, ale aż otworzyłam oczy (lub wróciłam świadomością do już otwartych) i spojrzałam tam raz jeszcze. Nie było nic. Wróciłam do mantry. Po tym pojawiały się inne obrazy, ale będące kawałkami układanki. Z każdą wizją senną widziałam jakiś problem, który mnie trapił przez ostatnie miesiące, z którego nie zdawałam sobie sprawy, że był problemem. Takie małe problemiki, a do tego widziałam rozwiązanie. Wiedziałam jak je "załatwić". Jak je przeprowadzić, aby przestały być problemami. To były jakieś drobiazgi, ale widocznie trapiące mój umysł i dzięki tym marom zostały, zobojętnione. Przestały być kwasem a stały się zasadą.
Budząc się po raz kolejny i mając za sobą kolejne rozwiązane zadanie, pomyślałam: "o, super, już wiem jak rozwiązać te sprawy!" i zadzwonił domofon - klientka nadeszła, a ja nie pamiętam co mi się śniło :D
nanii 2009-11-18 21:14:31
- Dlaczego nas to nie spotyka? Dlaczego nie nudzimy się swoją obecnością? Dlaczego nie chcemy zmieniać siebie wzajemnie? Dlaczego nie jesteśmy r o z c z a r o w a n i?
- Bo z każdym dniem, każdą chwilą odkrywamy siebie coraz bardziej i okazuje się, że tyle jeszcze w nas do odkrycia i tyle cudowności jeszcze jest w nas.
- Czy można kochać jeszcze bardziej?
- Na to wychodzi, że tak.
- Czyli to wszystko dzięki temu, że pozwalamy sobie na bycie tym kim jesteśmy? Bo nie chcemy zmieniać? Tylko odkrywać?
- Na to wychodzi.
- Czyli akceptacja?
- Czyli akceptacja:)
nanii 2009-11-27 22:30:45