straszna rzecz się stała. Zaginął nasz StefAn. Ukochany, należący do Ohana. Miał dodatkowy żołądek na spagetii i uwielbiał kawę mrożona w Grycanie. Lubił się wylizywać i wchodzić w różne zakamarki. Uwielbiał psoty i figle. Podejrzewamy, że nasz Stefek wybrał się poszukać kumpli z paczki (Stefana Juniora oraz Romana).
StefAnku kochany, tęsknimy za Tobą.
Upłakałam się jak dziki renifer i wysmarkałam 5 miliardów chusteczek. Jutro jedziemy Cię odnaleźć StefAn. Nie zmieniaj się, proszę.
nanii 2009-12-03 19:39:07
Iv - ale mi wstyd, bo ja nic dla ciebie nie mam...
ja - owszem masz
Iv - ale co?
ja - chcesz mnie. I to jest ten nadmiar, który jest dla mnie radością.
Obie mamy życia, za którymi tęsknimy. Ja za jej, ona za moim. Nie to, że całkiem rezygnujemy ze swoich - kochamy to co stworzyłyśmy (każda na swój sposób), są tylko pewne małe rzeczy, których niedobór na dłuższą metę powoduje ogromny smutek i chęć poddania się. Ona ma to co ja chcę mieć, ja mam to co ona chce mieć. Za rzadko się widzimy, aby nasze światy się połączyły, ale mam wrażenie, że nasze wspólności zaczną się po trzydziestce ;)
Fajnie, że jesteś Iv. Jesteś dla mnie ważna. Poszłyśmy totalnie innymi drogami, żyjemy w różnych światach, nie mamy nawet wspólnych znajomych, ale jesteśmy dwoma stronami tej samej monety. Ciągnie nas do siebie. Karma? Tożsamość? Nie ważne. Te części wspólne sprawiają, że ciągniemy do siebie i jesteśmy dla siebie ważne.
nanii 2009-12-06 11:59:26
jestem w klasztorze buddyjskim w Chinach (?) Chyba. Tak przynajmniej zakwalifikowałam język i budynki, które widziałam. Równie dobrze mógł to być mandaryński ;)
Rozpoczynają się modły. Wyciągam swoją malę i mantruję. Inni dookoła również. Środkiem drogi idzie pochód dostojników mnisich. A na końcu, w momencie największego nasilenia się modlitwy, przeszła Bogini. A właściwie to "książę" (przyszło mi do głowy to określenie, ale chodziło o wcielenie kogoś wysoko urzeczywistnionego i "przebranego" za Nią). Bardzo mocno to odczułam. Gdy przechodziła obok mnie (biała maska i czarne sukno), poczułam ogromne ciepło i rozluźnienie. Totalnie nie pasowała do całej reszty barw wokół niej. Czerwień, pomarańcze, żółć.
Obróciła się do mnie. Coś powiedziała w języku, którego ni w ząb nie zrozumiałam, ale jakaś część mnie odebrała wszystko.
Po zakończeniu ludzie zaczęli się rozchodzić do swoich spraw. Założyłam "japonki" na bardzo wysokiej koturnie (jakieś 12cm) i poszłam. Czułam się zagubiona, bo absolutnie nie wiedziałam co robić, gdzie iść, gdzie jestem. Założyłam malę na rękę i poszłam w kąt oglądać niesamowite widoki. Przyszedł do mnie "książę" i coś zaczął mówić razem z jakiś jeszcze gościem. Prosiłam, aby mówili po angielsku, bo ich języka ni w ząb nie rozumiem. Coś opowiadali, ale mało mnie to interesowało. Nie wnosiło nic nowego. Nagle pojawił się Bon Jovi z jakąś laską - coś gadali, śmiali się - nie obchodziło mnie to.
Chciałam, aby znów nadszedł czas modlitwy. Kiedy będzie szósta? No, kurcze, kiedy?
I nagle usłyszałam dźwięk dzwonów, który przerodził się w budzik z G. komórki. Trwał trochę dłużej niż zazwyczaj i to było cudowne. Powoli wychodziłam ze snu, rozkoszując się dźwiękami i tym, że nareszcie nadszedł ten czas.
Fajne.
Nic nie wnoszące fajne.
Wyspana.
nanii 2009-12-09 11:26:21
Bardzo. Za StefAnem. Za tym co reprezentował. Jeszcze nie zakończył swego zadania. Wiem, że muszę sobie przebaczyć to, że to przeze mnie się zagubił. Poczucie winy zjada powoli nawet jeśli co rusz wymyślam w jaki sposób się odnajdzie.
Muszę przebaczyć sobie. Te wszystkie zagubienia (Emil, barbie, Anetka, królik, kamień z muchą...). Obwiniałam tych innych ludzi. Za to co zrobili, za to, że wyrzucili do śmieci, oddali innemu dziecku, ukradli, zgubili... Ale to nie na nich byłam zła, ale na siebie, że pozwoliłam, że jako 6,7,8 latka nie potrafiłam się obronić, ani tego co kochałam, tego co było dla mnie ważne. Więc to ja raniłam siebie.
A teraz StefAn. Nawet nie mam na kogo zwalić winy. Może na O, że zadzwonił, że wyciągałam komórkę z torebki. To też nie jego wina, że to ja byłam nieuważna.
Więc to sobie muszę przebaczyć.
Bardzo trudne to jest.
Niemożliwe?
Trudne.
Tęsknię.
nanii 2009-12-17 21:53:24
zabiegane dni. Mamy GnoMa w domu. Śpi u nas już prawie dwa tygodnie. Tzn spał, bo dziś wyruszył na swoją przygodę i po 5 min od jego wyjścia G przyszedł do mnie do kuchni i mówi, że brakuje mu GnoMa, że szkoda, że pojechał. Hyhh, no cóż, do niektórych gnomowych istot człowiek przyzwyczaja się za bardzo. Fajnie, że był. Nie ciążył, nie przeszkadzał. Chichy chachy wieczorne - miłe.
Ale życzę mu w nowym roku, aby jego życie potoczyło się tak, aby nie musiał tułać się po ludziach i aby odnalazł swój dom. Zasłużył na to jak mało kto. Może sam nie wie jeszcze co to znaczy być szczęśliwym i przez to nie wie do czego ma zmierzać. Oby w nadchodzącym roku odkrył:)
nanii 2009-12-31 20:21:30