Po powrocie z lotniska wystarczyły 3 godzinki, a migdałki wielkie jak stodoła, z nosa zaczyna kapać, gorączka, zimno.
Dobrze, że mój miły wyruszył na przygodę. Niedobrze, że zaczęłam chorować. Wraca temat RD. Ale nie takiego, który jest tylko wymówką do nie robienia nic, ale takiego w środku. Do przodu. W Niej/Nim.
Chyba gorączka za wysoka.
Głupoty gadam.
nanii 2010-02-01 22:23:50
Katar ma to do siebie, że czasem źle się śpi. No to ja dziś nie za dobrze śpię. A raczej wcale. Smark.
Mam ogromną potrzebę wypisania się, ale katar nie pozwala mi myśleć. Smark.
nanii 2010-02-03 02:21:48
dziś znowu nie spałam. O 2:30 w nocy wzięłam w końcu słuchawki na uszy, aby posłuchać gayantri (samodzielna próba mantrowania bez mali nie powiodła się). Usnęłam. Nie wiem o której.
Czuję się już bardzo zmęczona.
Może powodem tego jest brak G przy boku jako kogoś przy kim czuję się spokojnie i bezpiecznie. Wciąż ta strefa bezpieczeństwa. Wciąż nie czująca się bezpiecznie. Chyba właśnie ułożyłam sobie afirmację na ten temat. [pochyla głowę]
Choć tak naprawdę to nie czuję nerwicy, lęku. Nie odczuwam tego. Po prostu galopujące myśli na miliard różnych tematów nie pozwalają mi usnąć. A jak się budzę to tak jakbym nie spała. Myśli powracają jakby nigdy mnie nie opuszczały. O medytacji mogę zapomnieć.
nanii 2010-02-08 19:59:45
Druga noc i śpię już dobrze. Pierwszej śniło mi się, że lecę na zielono złotym smoku, do którego przyczepieni są moi znajomi. Obok nas leci czerwony smok i chce nas atakować. Odczepiam znajomych i odstawiam na brzeg (wszystko dzieje się w wodzie). Walczę z czerwonym smokiem. Rozplaskuję go o ścianę. Na końcu miziamy wszyscy naszego smoka po brzuszku. Jest uśmiechnięty. Zakładam złoto-żółto-pomarańczową suknię.
Druga noc: jestem Avatarem :P Uciekam przed OGROMNYMI mechami. Jeden z nich jest kobietą (hę?). Sen się kończy w miarę dobrze. Zamykam oczy. Śni mi się, że wstaję z łóżka, bo dzwoni moja siostra. Mówi do mnie zapłakana: "Kasiu, mam wiadomość. Szczęście dzisiejszego dnia..." Nie chciałam słuchać nic dalej. Nie podobało mi się to co chciała powiedzieć. Nie dzieje się. Z łóżka, obudzona totalnie, wstałam bardzo szybko. Nie dzieje się.
nanii 2010-02-14 10:46:13
z zaskoczenia.
Taka jej nie grozi. Tak samo jak nie groziła babci. Jest czas na zastanowienie, powiedzenie słów, które chce się powiedzieć. Można wybrać sobie ostatni strój.
Przygotowanie.
Ja też się przygotowuję. Po raz kolejny w tym roku. To będzie już ostatni na jakiś czas.
nanii 2010-02-16 20:19:58
Jak napisać coś czym można mnie potępić? Jest milion słów na potępienie tego co noszę w sobie i każdy ma to wkodowane tak mocno, że się nie zastanowi jak wygląda druga strona medalu i w pierwszym odruchu wyrok zawsze będzie skazujący - i niewiele słów istnieje na obronę.
Bo to temat tabu.
Na tematy tabu reakcja jest taka sama u wszystkich. Oh, przepraszam, nie u egoistów, zadufanych w sobie i myślących tylko o swoim tyłku, bez sercowych, wyrodnych córek.
Wyrok skazujący.
A to nie ja wybrałam sobie takie życie. To nie ja wybrałam sobie tyrana za męża, aby zrobić na złość swojej mamie, to nie ja uwiązałam się do tej mamy, aby zasłużyć na jej miłość, to nie ja dawałam się poniżać, aby udowodnić, że jestem tą dobrą, to nie ja znosiłam poniżenie ze strony rodzeństwa, mamy, męża, aby tylko udowodnić, że ..., że co?
To nie ja paliłam jak smok, nawet, gdy inni dookoła rzucali palenie, aby udowodnić im, że..., że co?
To nie ja zgadzałam się na zamknięcie mnie w domu i przymus zrezygnowania z przyjaciół.
To nie ja stworzyłam sobie chorobę, aby pokazać innym jak bardzo cierpię i błagać w ten sposób o odrobinę miłości. (Wszyscy wiemy jak to się kończy)
To nie ja olałam sprawę malutkiego czerniaka na karku i z zadowoleniem informowałam ludzi, którym zależało, że "a, najwyżej umrę", to nie ja podjęłam decyzję, aby dalej nie iść do lekarza, nawet jeśli on był już wielki i gdy się rozsiewał. To nie ja. To wszystko nie ja! Dlaczego więc to ja mam płacić jakąkolwiek cenę za to? Dlaczego to i ja mam być skazana na umieranie w tym przeklętym domu?
Karma?
Odfajkowana.
Nie czuję się w żaden sposób odpowiedzialna za jej decyzje, za jej wybory.
Choć ona żąda tego ode mnie.
Robi brzydko.
Żąda, abym była tym samy czym ona była dla swojej mamy.
N I G D Y.
Zrobię to co mogę, ale z przeze mnie wytyczonymi granicami.
Do tego dochodzi ojciec, który poczuł zew zwalenia na mnie w s z y s t k i e g o. Między innymi, zaczął syfić w domu "bo ja przecież posprzątam". Dzięki temu odpoczywałam tylko wtedy, gdy siadałam do jedzenia. Powiedziałam, aby się ugryzł. Nie mógł uwierzyć. Wielkie oczy zrobił i: "Co?" A ja z uśmiechem: "Ugryź się:)" I nie zrobiłam tego co chciał. Powiedział, że podziwia moją stanowczość.
Nie będę jego sprzątaczką, jak była moja mama. I to też był jej wybór. Nie wiedziała, że można inaczej? Ja też nie wiedziałam do 21 roku życia żyłam w iluzji, że będę skazana na to samo. Ofiara i kat. Dwa w jednym. Naprawdę myślałam, że tak mają wszyscy, że to normalne.
Trzeba mi podziękować Lesiowi, bo odmienił moje życie. Dał metodę, która zapoczątkowała serię cudownych zmian. Dał mi nadzieję, możliwości i narzędzia do stworzenia ohana.
Szacunek, zrozumienie, akceptacja, miłość, ciepło, cierpliwość, zrozumienie. Nie stracę tego na rzecz bycia pomiataną "bo po to zostałaś urodzona".
nanii 2010-02-22 20:42:53