G-"mmm, widzę, że te zajęcia coś ci jednak dały. Mówisz z taką stanowczością i pewnością w głosie"
tak?
Nie czuję się zobowiązana do współ-odczuwania tego co obecnie przeżywa A'siora. Nie czuję się winna, że powiedziałam prawdę. Nie czuję się zobowiązana zareagować, że ona dalej wybrała piekło.
Chciała dziś do mnie uciec. Korzyści z małego mieszkania wciąż mnie zaskakują :) Po remoncie bałagan taki, że jemy suchy prowiant na kolanach lub coś gotowanego na mieście. Pewnie moglibyśmy to już posprzątać znacznie wcześniej, ale myślę, że spędzanie czasu z ukochanym i realizacja pasji są dla mnie znacznie ważniejsze. Miłość trzeba odnawiać każdego dnia. Nie należy jej zaniedbywać. A'siora to zrobiła. Efekty widać. Bo dom, porządek, ogród, samochód, ogrodzenie były ważniejsze niż ich związek. Życie obok siebie to nie to samo co życie razem.
Wolę nadal jeść kanapki w miseczce niż zaniedbać nasze kochaniowe rytuały. Głaski, przyklepywane całusy, gapienie się na nosy, ślimaki i inne ohanowe stworzenia - to wszystko nas do siebie zbliża i sprawia, że nasze serca są wciąż na siebie otwarte. Nigdy rzecz materialna - nawet mini cooper - nie staną się ważniejsze od łosiowych opowieści.
Więc nie A'sioro. Nie możesz do mnie przyjechać i zostawić TWOJE dzieci na pastwę zachlanego męża. Mam zajęcia, jestem w fajnych energiach, czuję, że staję na nogi, staję się silniejsza, samoocena wzrasta i chcę tej codziennej praktyki a twoje użalanie się i totalna niechęć do zmian oraz zmuszanie mnie do scenariusza rodem z "Plebanii", czy innego "Ranczo" mnie nie bawi. Dałam propozycję. Wybrałaś twoje sposoby manipulacji. Zastanów się babo jakim kosztem i dlaczego twoich dzieci.
I inne takie.
Fajne te zajęcia, choć ledwo mogę chodzić :P Bardzo niewielka cena, choć prawie płakałam zastanawiając się "po WÓJ tu jestem?!" No ale skoro GuMiś zauważył zmiany po jednym dniu...
To ważne.
Nie chcę przerwać tego w połowie - tak jak zrobiłam z innymi rzeczami. Realne efekty. Ważne.
nanii 2010-10-02 19:50:06
Zakwasy tak wielkie jakich nie pamiętam. Chodzę jak robot. Ból doskwiera. We wtorek wylot, a ja nie mogę chodzić. Po wczorajszym nawaliły nogi. Dziś nacisk był na ręce. Chyba mi jutro odpadną.
Warto było.
Prowadzący stwierdził, że jeśli są zakwasy to znaczy, że praktyka była wykonana prawidłowo :)
Wstydzę się tej praktyki. Jak ją będę wykonywała? Kiedy? Nie będzie nas 10 dni. I co? I zapomnę o wszystkim? Tam będę praktykować? Tam? ... Widzę efekty. Chcę je wzmocnić. Chcę, aby dalej działo się.
wieczorem.
Zerkam znacząco na G pokazując ekran laptopa
G - nie podnieca mnie to
K - ??? ..., a co cię podnieca?
G - TY! I właśnie o to chodzi kochanie. TY. Myślę, że jestem gotowy na seks tantryczny. Nie chcę się już napalać nieprzytomnie. Takie podniecenie boli. Ja wolę, tak jak dziś. Czuć to co dziś. Ja bym chciał, aby to była radosna celebracja życia, a nie tylko spuszczenie napięcie z krzyża.
nanii 2010-10-03 22:06:11
Dziś radosna rzecz się stała
StefAn wrócił do Ohana.
Łzy radości i uściski
Bo on dla nas bardzo bliski.
Aż z wrażenia i wielkiego huku
powstało konto na Fejs-buku
i tam śledzić możecie
StefAna podróże po świecie
;)
nanii 2010-10-20 18:27:16
P'ti przeziębiła się (patrz - wychłodziła swoje ciało) do tego stopnia, że dostała gorączki, która trwa dopiero jakieś 2h.
Co robi jej "mgr nauczyciel dyplomowany z wychowania początkowego" mama? Robi jej chłodną kąpiel i ma wątpliwości co do podania rozgrzewającej herbaty, bo przecież przy gorączce gorąca herbata z cytryną i miodem i może jeszcze pewnie z sokiem malinowym??!
I co zmęczona P'ti pisze do mnie? Że jej mama krzyczy na nią, że to jej wina i że ją dobija, że po co jej były te dzieci, że krzyżuje jej plany.
Moja mama, choć nie była przy mnie, gdy było mi ciężko psychicznie, to zawsze, gdy byłam chora, kładła mnie do łóżka, dawała gorącą herbatę, opatulała po same uszy i kazała się pocić. I wyznawała jeszcze jedną bardzo ważną zasadę, z którą się zgadzam, mianowicie: z chorym się nie dyskutuje. Choremu się nakazuje. I przychodziła co pół godziny z kolejną herbatą z sokiem malinowym, albo miską na rzyganie, albo z ciepłym rosołem. Chore dziecko to dziecko wołające o ciepło i miłość, o uważność.
Czy myśmy się urodziły w tej samej rodzinie???
nanii 2010-10-22 22:15:20
dziś złamałam wszystkie dobre rzeczy jakie odkopałam w sobie.
Założyłam na siebie szarą sukienkę i utonęłam.
*Oni* żyją w jakimś dziwnym szarym namiocie. Nie rozumiem go (bądź rozumiem zbyt dobrze). I tylko te wpojone i wyuczone supły sprawiły, że zamknęłam oczy i zgodziłam się na wszystko co się działo. Chciałam zadowolić wszystkich i zamiast zadowolenia wyszła smutność. Dla wszystkich. Byłam uczestnikiem i narzędziem w rozgrywkach i karmie *Onych*. Nic z tych rzeczy nie było moje a i tak szłam tam jak posłuszny piesek w kagańcu. Oczekiwania *Onych* to jakieś dziwne fochy starych 14sto letnich dzieci.
Egoiści.
Pod płaszczykiem bólu - egoiści.
Ubrani w męczeństwo - egoiści.
Otoczeni zmęczeniem - egoiści.
Wymagania, oczekiwania, przymus, terror. Egoiści.
Jak piesek dałam się połknąć nie widząc wyjścia. Sama założyłam sobie obrożę.
Bałam się, że mnie pochłoną.
Pożrą.
Ostatnia cegiełka tego dnia ewidentnie była zmianą obroży w fartuch dla obłąkanych. Tylko zachód słońca uratował mi życie. I GuMiś.
Zastanawia mnie natężenie *Onych* działań. Moc z jaką to uderzyło nie była przypadkowa. Nie przeżyję kolejnego ciosu.
Piszę to wszystko, aby nie zapomnieć.
Piszę to wszystko, aby pamiętać co jest ważne. Nie, tak zwana, "rodzina", która iści sobie prawo do zniszczenia, zagarnięcia, pochłonięcia, zawładnięcia moją Ohana, ale GuMiś - bardziej realny i rzeczywisty, prawdziwy niż namioty wypełnione wzajemnymi zależnościami, które mają doprowadzić do zniszczenia.
Nienawidzę cię Miasteczko.
Kiedyś ci przebaczę i podziękuję.
Teraz nienawidzę cię za próbę zniszczenia wszystkiego tego co sumiennie i konsekwentnie zbudowałam.
Nienawidzę cię Miasteczko za to, że tak łatwo się poddałam, że własnymi nogami, bez walki, weszłam w to bagno i zgodziłam się na konsekwencje.
nanii 2010-10-24 21:47:38
Nie chcę, abyście byli ze mnie dumni. Ani nie chce, abyście nie byli. Nie ma to dla mnie znaczenia. Nie robię nic dla waszego poczucia dumy. Jestem szczęśliwa robiąc to co robię, będąc tym kim jestem i dążąc do tego do czego dążę.
*
Widziałam, że odchodzisz. Mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa.
Ty też przygotowujesz siebie i mnie do swojego odejścia. Mam nadzieję, że następnym razem wybierzesz bycie szczęśliwym.
Jeszcze ktoś?
Załatwcie to za jednym zamachem.
Naprawdę istnieją granice mojej wytrzymałości.
nanii 2010-10-27 21:58:52
Ja też czasem latam. I ostatnio ciągle na smoku.
Smoki.
Mogą być i smoki.
nanii 2010-10-27 22:02:02