Nie, no, trzeba zapisać, bo później będę się złościć, że tego nie zrobiłam.
Przed nowym rokiem sny były dobrymi snami. Dużo latania, żywych kolorów, drzew, wody połyskującej od promieni słonecznych. To były dobre sny.
Dziś śniło mi się, że mama z babcią robią gruntowne porządki w mieszkaniu. Zdaje się, że wiosna była. Pytam mamę co ja mam robić a ona na to, że posprzątać. W mojej głowie się pojawia: "ale co? Jak? Gdzie? Ja nie wiem". Okazuje się, że jest czyjś pogrzeb. Siedzimy więc w kościele i słuchamy mszy. Bóg schodzi z głównego ołtarza. Mówi coś, ale nie pamiętam co. Trochę za dużo pierdół nudnych dzieje się na ołtarzu. Korwin-Mikke też się pojawia :D Trochę zaplątuje się w kabel od mikrofonu i mówi, że wielu z chęcią widziałoby go powieszonym. Robi jeden ze swoich wykładów. Oplątuje świadomie Leppera tym kablem. Wszyscy się śmieją, bo to niby ma być mocno symboliczne. Moja mama (ubrana na niebiesko)w końcu się wkurzyła i stwierdziła, że wychodzi pochować tą osobę. Ksiądz zaczął to komentować, aby dzieci tej osoby same to osądziły. Na to moja mama, że to ona jest tym dzieckiem i wyszła. Ja chwilę posiedziałam i też to olałam. Wychodząc krzyknęłam jeszcze do wszystkich zebranych, aby ruszyli tyłki i poszli pożegnać osobę, którą kochają a nie czekali i patrzyli na tę szopkę. Po drodze poszłam jeszcze do domu, aby powiedzieć mamie, że już możemy iść pochować tą osobę. I tyle.
A dziś jeszcze, kiedy mnie zmógł sen niespodziewanie, śniło mi się, że za oknem dwa chude bociany próbują założyć gniazdo na parapecie, ale jest zima i się ześlizgują. Chcę im pomóc. Lecę do mamy,która się kompie w wannie i mówię jej o tym i że chciałabym im pomóc. Ona tylko machnęła ręką. Okazało się, że zamiast im pomóc to postawiłam na parapecie dużą figurkę zrobioną z gałęzi ostro zakończoną, aby nie mogły założyć tego gniazda. Zdziwiłam się co ja robię i zabrałam figurkę. Chciałam położyć stroik, taki duży i okrągły, aby się nie ślizgały gdy same będą próbowały budować gniazdo, ale mi spadł. Uffff.
Za oknem tato po ślunsku opowiadał kawał sąsiadkom. Tyle.
nanii 2011-01-03 17:07:10
Nie chciałam aby telefon zadzwonił. Coś we mnie wiedziało, że to zrobi. W nocy śniło mi się, że jestem na jodze i nagle dostaję jakąś dziewczynę do pary w krótkich czarnych włosach. Masuję ją. Nagle zaczynają jej wychodzić emocje. Więc zaczynam odliczanie. Jest zdziwiona, że to robię, ale cieszy się. Widzę jej szeroki uśmiech. Mówię jej, że po to tu jestem, aby jej to odliczyć.
Rano wiedziałam, że dzień będzie bardzo zabiegany. Asiora miała przyjechać następnego dnia z Pat, a ja obiecałam im sushi. Gdy szłam na zakupy, spojrzałam na telefon i przeszło mi przez myśl, aby wyłączyć, bo zadzwoni. Pomyślałam "nie dziś, proszę, tylko nie dziś." i odsunęłam myślenie o tym na bok. Ot jakaś strachowa wkrętka
Zrobiłam zakupy, wróciłam do domu, rozpakowałam rzeczy, zjadłam szybciutki obiad, szykuję się do gotowania a tu telefon dzwoni ("NIE...!"). Odebrałam.
- Hej K, czy mogłabyś do mnie dziś przyjechać?
- (NIE!) Nie za bardzo. Mam sporo rzeczy do zrobienia przed przyjazdem siostry jutro.
- Aha, no to dobra. - słyszę łamiący się głos.
- A czy coś się stało? (NIE!)
- Nie, to nic takiego. - słyszę już prawie płacz.
- Ale czy na pewno? (nie!).
- To nie jest ważne.
- Najwyraźniej jest skoro dzwonisz (nie).
- Nie, nic się nie stało, poradzę sobie, ty też masz swoje rzeczy do zrobienia.
- Dora, nieważne. Słuchaj, zrobimy tak. Ja się zbiorę i za godzinę, góra półtorej będę u ciebie (n i e)
- Dziękuję ci.
- Spoko, nic się nie martw, zaraz będę (...)
Była czwarta po południu. Dwanaście godzin później kładłam się spać, po to, by o 6 wyłączyć budzik, wstać i zebrać się do domu, bo o 10 mam jechać po Asiorę na stację. Jakaś część mojego mózgu nawet nie zarejestrowała snu. Tak jakbym tylko mrugnęła. Choć coś chyba mi się śniło.
Weszłam do mieszkania. Spojrzałam na burdel dookoła. Miałam dwie godziny na posprzątanie na glancuś, umycie głowy, zjedzenia śniadania i wyjście z domu.
Dzień spędziłam prawie na haju. Tylko dwie kawy. Spędziłam z Asiorą i Pat cały dzień. Laski przyjechały w odwiedziny i na zakupy. Zdarzyło się, że gdy zbyt długo były w jednym sklepie, szukałam sobie kanapy i siadałam całą uwagę skupiając na muzyce, która leciała z głośników. Usnęłam. Spałam jak suseł w sklepie dobre 15 min. Jak mnie obudziły byłam pełna energii i chęci do działań. To był bardzo dobry sen. Następny sklep - to samo. Po każdym takim przespaniu się miałam więcej energii i uśmiechu.
W miedzy czasie przytrafiały się bardzo interesujące zdarzenia. Miałam wrażenie, że wracam na kurs zmierzający do pełni. Przypadki nie będące przypadkami.
Trochę DDA we mnie krzyczy, ale o tym może innym razem.
nanii 2011-01-17 22:55:12
Dziś sąsiad widząc mnie z plecakiem zapytał czy wracam ze szkoły i dlaczego nas tak długo trzymali w szkole O_o
Przecież ja mam już prawie XX lat!
Ja nie mogę! Nie wiem czy mam się obrazić, że wziął mnie za gówniarza, czy ucieszyć, że na tyle bez makijażu wyglądam :D
nanii 2011-01-20 21:16:51
"Myśl o stracie tak dużej kontroli przez osobiste szczęście jest nieznośne.
To jest brzemię.
Jak skrzydła - mają swoją wagę.
Czujemy ciężar na naszych plecach, ale ten ciężar nas unosi.
Brzemię, które umożliwia nam latanie..."
nanii 2011-01-23 22:47:38