ehh, spotkanie przebiegło w normie. Zadnych ataków serca :)
Wróciłam z *domu....Znowu ten sam proces. Ten sam schemat. Powtarzająca się cykliczność. Przybywam, zaczynam się źle czuć..., piję kawę - moje 3 oczko zatyka się,....- wszytsko gra, dogaduję się z tymi ludźmi. Nawalona i nie-tomna...., a mimo tego, wracam tam. hm..., wciąż zachłanność na niskie wibracje? ile jeszcze razy będę zaprzeczała sobie, tego kim jestem?
Ile razy jeszcze będę gwałcić swą Wolną Wolę?
Ile razy jeszcze potrzeba mi upaść aby powiedzieć: Tak! Potrafię to zrobić! Tak, Jestem Tym! Tak, uleczyłam tego pieska! Tak, i tego też! Tak, potrafię! ......-i nie schować się później w śmietniku, przed rozjuszonym tłumem pragnącym spalić mnie ponownie na stosie ich własnych strachów i urojeń? Panie....nie chcę tak już.
najgorsze są powroty z *domu - do Ciebie Kochany. Nasze wibracje sprawiają, że inni czują jak ich problemy, programy autodestrukcji - rozpuszczają się. Po powrotach z tamtego miejsca...psuje się coś.
Jesteśmy powiązani niewidzialną nicią porozumienia. Wiem, że gdy przyjerzdżam z *domu, czujesz moje blokady. Nie chcę tego Kochany. Nie chcę abyś ty też to czuł. To tylko moje. To moje blokady, moje wzorce. Nie bierz ich ode mnie. Niech bodisatwa w Tobie odejdzie. Nie jest Nam potrzebny. Aniele...., może to kiedyś przeczytasz...Dziękuję Ci za Twą abecność, za Twe wsparcie, wyrozumiałość i za akceptacje tego, że czasem odczuwam potrzebę pokiszenia się w sobie. Doceniam.
nanii 2006-01-04 17:45:49