Ty - któraś stworzsyła moje imie..., Ty, która anielską Mocą poruszyłaś me wspomnienia. Ty, matko ogniska domowego, któraś obcieła moje włosy...., jak przed wiekami - dziękuję Ci. Teraz gdy zdażyła się Twa tragedia, czuję jak umierasz.
Przykro mi, że tak cierpisz. Może ten świat powinien funkcjonować inaczej? Mówi się, że cierpienie uszlachetnia...., ale za jaką cenę??
Spróbowałam się postawić w podobnej sytuacji.
Nie umiem.
Nie potrafię.
Jestem zwolenniczką życia dla żywych..., ale to tylko słowa. Sama nie wiem co ja zrobię gdy to stanie się i ze mną..., i jak długo to będzie trwało?
Hehe, nawet nie umiem tego napisac. "TO" sie może zdażyć. I chyba dopiero jak nauczę się akceptować "TO", to pewnie pozwolę odejść mojemu bólowi. Może podobnie jest z Tobą? Ból chyba nigdy nie zniknie....,nie uleczy się. Na pewno nie sam. Wiem, że pomaga akceptacja danej sytuacji..., ale to tylko teoria.
Nie znam praktyki. Nie wiem czy działa. Przez wieki nie potrafiłam zaakceptować śmierci. Chciałam ją wielokrotnie oszukać...-umknąć jej. Pozostałością po tej praktyce jest młody wygląd..., ale jak widać - nie zdołałam jej oszukać.
Życzę Ci odnalezienia drogi. Złotego środka. Radości i uśmiechu. Jej ciało umarło choć Duch nadal jest żywy. Nie pozwalaj na to, aby Twoja Dusza umarła w żyjącym ciele.
Jesteś zbyt cenna. Wiesz o tym. Nie pozwól aby to co Ona budowała, umarło teraz w Tobie. Nie tego by chciała. Wiesz o tym. ...
Ja nie dam Ci recepty na życie. Nie zbawie Twej Duszy. Jej tym bardziej. Nie oczekuj tego ode mnie. Jedyną walkę jaką musisz stoczyć, to zaakceptowanie tego, że Ona nie żyje.
nanii 2006-01-07 23:17:10