...odczucie..., to tak jakbym się zapadała. Nagle zabrakło podłogi pod moimi stopami. Po prostu ziejąca chłodem i samotnością przestrzeń...
Przecież nie jestem mężczyzną..., moje ciało jest kobietą, ja jestem kobietą, uwielbiam być kobietą..., dlaczego stwierdzenie, że zaczynam przemieniać się w mężczyznę w ogóle padło? I pociągnęło za sobą mnustwo pytań, stwierdzeń. Nie podniecam, nie pociągam, nie zachowuję się jak konbieta, nie kokieteruje, nie manipuluje... Jestem jak mężczyzna? Naprawiam nie działającą latarkę, wbijam gwoździe, ..., a z drugiej strony psuję rolety..., mam szerokie bary? Kogo znam mówi mi, że jestem drobna. Dlaczego z Twoich ust padło, że jest inaczej? Że mam silne mięśnie? Duszo, to właśnie w rękach jestem najsłabsza. To ty uwieżyłeś w jakąś iluzję...-możliwe, że budowaną właśnie przeze mnie.
Być kobietą o pięknym ciele..., wzbudzać zachwyt..., podniecać samym wyglądem..., zachowywać się jak bogini.
Jak to osiągnąć? Szukam nauczycielki.
I po co mi to? No po co? On nie akceptuje mojego wyglądu. Gdzieś tu wkradło się samozakłamanie. Mówi o akceptacji, miłości, a tu nagle taki tekst. Znowu dopadły go żądze astralnych podniet. A ja temu nie podlegam.Lepiej byłoby mu beze mnie? Plotę teraz bzdury. Totalne. Uczepiłam się tego jednego zdania i się trzymam jak głupie DDA.
Zostaw to.
nanii 2006-01-26 11:03:05